Zakazane lekcje (II)

20 marca 2025

Opowiadanie z serii:
Zakazane lekcje

18 min

Poniższy tekst znajduje się w poczekalni!

Obudziłam się pierwsza, zanim słońce zdążyło przebić się przez gęste sosny za oknem. Leżałam w łóżku, czując ciepło Kuby wtulonego we mnie – jego ramię leżało na mojej piersi, ciężkie, ale przyjemne, a noga zahaczyła o moją, jakby chciał mnie zatrzymać, nawet we śnie. Pościel była w totalnym chaosie – pognieciona, ciepła, przesiąknięta zapachem wczorajszej nocy: potem, spermą, tym dzikim szaleństwem, które między nami wybuchło. Patrzyłam na niego chwilę – spał z lekko rozchylonymi ustami, ciemne włosy opadały mu na czoło, a twarz miał taką spokojną, niemal niewinną. Ale ja wiedziałam lepiej. Ten chłopak miał w sobie coś, co wczoraj puściło hamulce – nieśmiały, ale z ogniem, który palił mi skórę, kiedy mnie brał. Czułam lekkie mrowienie w brzuchu, wspominając jego ręce na moich biodrach, jego kutasa we mnie, ten moment, kiedy zalał mi twarz. Wstałam cicho, przeciągając się – biodra bolały od jego pchnięć, tyłek piekł od klapsa, a cipka wciąż pamiętała, jak ją wypełniał. To był ten ból, który sprawia, że czujesz się żywa. Założyłam koszulkę nocną, cienką jak pajęczyna, i zostawiłam go nagiego pod kocem – niech się obudzi i przypomni sobie, co się działo.

Zeszłam do kuchni, boso, a zimna, drewniana podłoga przyjemnie chłodziła stopy. Słońce ledwo wstało, rzucając złote smugi przez okno – domek wyglądał jak z obrazka, otoczony sosnami, z mgłą unoszącą się nad ziemią. Stałam przy blacie, zastanawiając się, co zrobić na śniadanie – jajecznica brzmiała dobrze. Wyjęłam jajka z lodówki, patelnię, masło, a zapach roztopionego tłuszczu zaczął się rozchodzić, kiedy usłyszałam skrzypienie schodów. Odwróciłam się – Kuba schodził, nagi jak go zostawiłam, zaspany, z włosami w nieładzie i oczami zmrużonymi od światła wpadającego przez okno. A potem to zobaczyłam – na mój widok jego kutas stanął, tak automatycznie, jakby miał własny rozum. Stał na dole schodów, nieśmiały, ale cholera, gotowy, a ja poczułam, jak ślina napływa mi do ust.

– No proszę, dzień dobry, młody – rzuciłam z uśmiechem, odkładając łyżkę i ruszając w jego stronę. Patrzył na mnie, z tym zawstydzonym błyskiem w oczach, ale nie zasłonił się, nie uciekł. Moja koszulka zsunęła się z ramienia, odsłaniając kawałek piersi, a ja klęknęłam przed nim, bez słowa, łapiąc jego fiuta w dłoń. Był już twardy, pulsujący, a ja podniosłam wzrok, patrząc mu prosto w oczy. – Co, na dzień dobry mi stajesz? – mruknęłam, a zanim zdążył coś wydukać, wzięłam go do ust.

Ssałam go szybko, zawzięcie, nie bawiąc się w ceregiele – usta zacisnęłam mocno, język tańczył po czubku, a ja patrzyłam w górę, nie odrywając wzroku. Jego oczy się rozszerzyły, ręce drżały, ale nie odsuwał się – stał tam, sapiąc, a ja przyspieszyłam, ssąc tak, że ślina spływała mi po brodzie. – Kurwa, Kuba, dawaj mi to – warknęłam w przerwie, zaraz wracając do roboty, a on jęknął, chwytając się framugi schodów. Czułam, jak napina się w moich ustach, jak jego biodra drgają – nie minęła minuta, a już strzelił, gorące strumienie zalały mi gardło. Połykałam wszystko, każdy łyk, patrząc na niego, aż skończył, a jego kolana się ugięły. Wytarłam usta wierzchem dłoni, wstałam i klepnęłam go w tyłek.

– No, młody, niezły początek dnia – rzuciłam z uśmiechem. – Idź się umyj i ubierz, bo zaraz będzie śniadanie. Robię jajecznicę, więc się pospiesz, jak chcesz jeść ciepłe.

Patrzył na mnie, czerwony jak burak, ale kiwnął głową i potykając się, ruszył na górę. Ja wróciłam do kuchni, kręcąc głową – cholera, ten chłopak to chodząca mina, a ja właśnie ją odpaliłam. Rozbiłam jajka na patelnię, dodałam sól, pieprz, a zapach smażonego tłuszczu znów wypełnił domek. Po paru minutach Kuba zszedł – tym razem w luźnej koszulce i spodniach, włosy jeszcze mokre po szybkim prysznicu. Usiadł przy stole, a ja postawiłam przed nim talerz z jajecznicą i grube kromki chleba.

– Smacznego – rzuciłam, siadając naprzeciwko i celowo pochylając się nad blatem, żeby moja koszulka zsunęła się jeszcze niżej. Sutki prześwitywały przez materiał, a ja nie miałam zamiaru tego ukrywać.

– D-dzięki… – mruknął, wbijając wzrok w talerz, ale widziałam, jak zerka na mnie – na dekolt, na ramiona. Rumienił się, ale w jego oczach był ten błysk, ten sam, co wczoraj, kiedy zalewał mi twarz, i teraz, kiedy strzelił mi w usta.

– Dobrze spałeś? – zapytałam, smarując chleb masłem, a nóż zostawiał złote smugi na kromce.

– No… tak… – odpowiedział cicho, przełykając kęs jajka. Podniósł wzrok, a ja złapałam jego spojrzenie.

– Mam nadzieję, że nie jesteś zmęczony po wczoraj… i po tym poranku – rzuciłam, gryząc chleb i patrząc mu prosto w oczy. Zamilkł, ale kącik jego ust drgnął.

– Nie… nie jestem… – mruknął, a ja się zaśmiałam.

– No to dobrze, bo szkoda by było marnować taki dzień – powiedziałam, dopijając kawę, którą sobie nalałam. – Co myślisz o spacerze? Świeże powietrze, góry, może coś ciekawego zobaczymy.

– Spacer? – Spojrzał na mnie, jakby się wahał, ale kiwnął głową. – Dobra… może być.

Jedliśmy w ciszy, ale powietrze między nami trzeszczało – słychać było tylko skrobanie widelców o talerze i cichy szum wiatru za oknem. Po śniadaniu pozmywałam, a on wstał, przeciągając się – koszulka podjechała do góry, odsłaniając kawałek brzucha. – Idę się ubrać na ten spacer – mruknął i zniknął na górze. Ja założyłam bluzę, krótkie spodenki i trampki – nic wyszukanego, ale wiedziałam, że i tak będzie na mnie gapił.

Ruszyliśmy na spacer, ścieżką wijącą się między sosnami. Powietrze pachniało żywicą, ziemią, a słońce prześwitywało przez gałęzie, rzucając złote plamy na mech. Szłam blisko niego, czasem ocierając się ramieniem – czułam, jak się spina, ale nie odsuwał się, nie uciekał jak wczoraj. Dotarliśmy nad strumień – woda pluskała cicho, przelewając się przez kamienie, a wokół rozciągał się widok jak z pocztówki: wysokie sosny, w oddali szare szczyty gór, a nad nimi niebo, czyste, błękitne, z pojedynczymi chmurami. Usiadłam na dużym, płaskim kamieniu, zdejmując bluzę – koszulka pod spodem była obcisła, odsłaniała brzuch i kawałek piersi, a ja przeciągnęłam się, wyginając plecy jak kot.

– Ładnie tu, co? – rzuciłam, patrząc na niego. Stał obok, ręce w kieszeniach, ale oczy miał wbite we mnie – na moje nogi, na dekolt, na wszystko.

– No… ładnie… – mruknął, a ja się zaśmiałam.

– Co, gapisz się na widoki czy na mnie? – zapytałam, unosząc brew. Zaczerwienił się, ale nie odwrócił wzroku.

– Na… na oba… – wydukał, a ja się zaśmiałam głośniej.

– No proszę, Kubuś robi się szczery – mruknęłam, wstając i podchodząc bliżej. – Co myślisz o tej wodzie? Wygląda zimno, ale może byśmy nogi zamoczyli?

– Nogi? – Spojrzał na strumień, potem na mnie. – No… dobra…

Zsunęłam trampki i weszłam do wody – była lodowata, aż syknęłam, ale zanurzyłam stopy po kostki. – Kurwa, zimna jak cholera! – rzuciłam, śmiejąc się. – Dawaj, Kuba, nie bądź tchórz!

Zawahał się, ale zdjął buty i dołączył – woda pluskała wokół jego nóg, a on skrzywił się, wciągając powietrze. – No, zimna… – mruknął, ale stał obok, blisko, a ja chwyciłam go za ramię, niby dla równowagi.

– Widzisz, nie taki diabeł straszny – powiedziałam, puszczając go i wychodząc na brzeg. Usiadłam na kamieniu, wycierając stopy bluzą. – Co, chcesz powtórki z wczoraj? – rzuciłam żartem, patrząc na niego spod rzęs. Spodziewałam się, że się speszy, ale on, cholera, kiwnął głową i powiedział cicho: – Chcę…

Serce mi zadrżało – mały się przełamuje. Wyciągnął rękę, nieśmiało, i dotknął mojego ramienia – palce mu drżały, ale nie cofnął się. – No proszę, Kubuś robi się odważny – mruknęłam, wstając i stając tak blisko, że czuł mój oddech na swojej szyi. – Wracamy do domku, bo tu za zimno na takie zabawy.

Wróciliśmy w milczeniu, ale napięcie między nami rosło z każdym krokiem – szłam obok, ocierając się o niego, a on czasem zerkał na mnie, jakby chciał coś powiedzieć, ale nie miał jaj. W domku rzuciłam bluzę na krzesło i usiadłam na kanapie, rozpinając koszulkę tak, że piersi niemal wyskoczyły na wierzch. Kuba stał obok, nie wiedząc, co ze sobą zrobić – ręce mu się trzęsły, ale oczy błyszczały. Złapałam jego dłoń i położyłam ją na swoim udzie, patrząc mu prosto w oczy. – No, Kuba, wczoraj miałeś lekcję, a dzisiaj? Co chcesz spróbować? – zapytałam, a on, jąkając się, wydukał:

– T-to… co mówiłem… 69… – Głos mu się łamał, ale cholera, powiedział to.

Uśmiechnęłam się jak wilk. – Dobra, młody, rozbieraj się – rozkazałam, zrzucając koszulkę na podłogę. Położyłam się na kanapie, a on, choć nieśmiały, zsunął spodnie – kutas już mu stał, gotowy, mimo tego zawstydzonego spojrzenia. – Kładź się na mnie, głową w dół – rzuciłam, a kiedy się pochylił, złapałam go za biodra i ustawiłam tak, że jego fiut zawisł nad moją twarzą, a jego usta były tuż przy mojej cipce. – No już, bierz się do roboty, chcę Cię poczuć!

Wziął głęboki oddech i nieśmiało liznął mnie – język mu drżał, ale poczułam to aż w brzuchu, jak prąd. Ja nie czekałam – złapałam jego kutasa w usta i zaczęłam ssać, mocno, szybko, jakbym chciała go połknąć. Jęknął prosto w moją cipkę, a wibracje przeszły mi po plecach jak fala. – Kurwa, Kuba, liż mnie, nie wstydź się! – warknęłam, przerywając na moment, i znów wróciłam do ssania, ściskając mu jaja, żeby go rozruszać. On się rozkręcił – lizał mnie coraz śmielej, nieporadnie, ale z pasją, a ja czułam, jak robię się mokra, jak jego ślina miesza się z moimi sokami. Jego kutas pulsował mi w ustach, a ja przyspieszyłam, ssąc tak, że aż się krztusił z rozkoszy – ślina spływała mi po brodzie, a jego biodra drgały, jakby chciał mnie przebić.

– Kurwa, zaraz dojdę… – wysapał, a ja odparłam, nie wyjmując go z ust: – Dojdź, ale liż mnie, aż ja też dojdę, dawaj! – Trząsł się, ale nie przestał – jego język w końcu trafił na moją łechtaczkę, lizał ją jak oszalały, a ja wygięłam się, czując, jak fala rośnie mi w brzuchu. Doszliśmy prawie razem – on zalał mi usta gorącą spermą, a ja krzyknęłam w jego fiuta, gdy orgazm rozdarł mi biodra – nogi mi się trzęsły, a cipka pulsowała, zalewając mu twarz. Dyszałam, zlizując resztki z warg, a on opadł na mnie, czerwony i spocony, z moimi sokami na brodzie.

– No, Kubuś, nieźle – rzuciłam, klepiąc go po tyłku. – Ale to nie koniec, wstawaj.

Wstałam, wciąż naga, i pociągnęłam go do kuchni – podłoga zaskrzypiała pod nami, a ja czułam, jak adrenalina wciąż mi buzuje. – Siadaj na krześle – rozkazałam, a on, choć nieśmiały, posłuchał – usiadł, gapiąc się na mnie z mieszanką strachu i podniecenia. Stanęłam nad nim, chwytając swoje cycki – ciężkie, pełne, z sutkami sterczącymi jak kamienie. – Chciałeś hiszpanki, tak? To patrz – mruknęłam, klękając między jego nogami. Ścisnęłam piersi wokół jego kutasa – był już znowu twardy, cholera, ten chłopak miał w sobie ogień, którego Marek nigdy nie miał. Zaczęłam się ruszać, masując go cyckami – skóra ślizgała się po skórze, a ja ściskałam mocniej, czując, jak pulsuje między nimi.

– Lubisz, jak Ci trę fiuta tymi cycami, co? – warknęłam, patrząc mu w oczy. Kiwnął głową, jąkając: – T-tak… fajnie… – Zaśmiałam się ostro. – „Fajnie”? Kurwa, Kuba, powiedz, że Cię to jara, bo widzę, jak Ci staje! – Przyspieszyłam, ściskając mocniej, a jego biodra drgały – chciałam, żeby doszedł, żeby zobaczył, co potrafię. – Spuść się na nie, dawaj, chcę to zobaczyć! – rozkazałam, a on, z cichym „kurwa…”, zalał mi piersi gorącymi strumieniami – sperma spływała po skórze, ciepła, lepka, a ja patrzyłam na niego, oblizując wargi. – No, młody, coraz lepiej – rzuciłam, wstając i przecierając się ręcznikiem, który leżał na blacie.

Ale nie dałam mu odpocząć – byłam jak na haju, chciałam więcej. – Chodź do sypialni – rzuciłam, a on poszedł za mną jak na sznurku, potykając się o własne nogi. W sypialni pchnęłam go na łóżko – materac zaskrzypiał, a ja wspięłam się nad niego, stając na kolanach. – Mówiłeś, że lubisz, jak siadam na twarzy, co? – mruknęłam, a jego oczy się rozszerzyły, jakby nie wierzył, że to się dzieje. – T-tak… – wydukał, a ja się uśmiechnęłam, drapieżnie. – To się nie krępuj, liż mnie, jak chcesz, dawaj!

Usiadłam mu na twarzy, powoli, dając mu czas, ale cholera, nie czekał długo – jego język od razu poszedł w ruch, nieśmiały, ale chętny, lizał mnie po wargach, trafiając czasem na łechtaczkę. Jęknęłam głośno, chwytając zagłówek łóżka – drewno zaskrzypiało pod moimi palcami, a ja zaczęłam się trzeć o jego usta, czując, jak mnie liże, jak jego oddech grzeje mi cipkę. – Kurwa, Kuba, mocniej, chcę to czuć! – warknęłam, a on, o dziwo, posłuchał – lizał mnie jak szalony, jego ręce nieśmiało złapały mnie za uda, a ja jeździłam na jego twarzy, czując, jak fala rośnie mi w brzuchu. – Tak, liż mnie, kurwa, dawaj! – krzyczałam, a on sapał pod mną, zlizując moje soki. Doszłam, wyjąc, zalewając mu usta – biodra mi drżały, a on dyszał, czerwony, z mokrą twarzą, ale w oczach miał błysk, jakby był z siebie dumny.

Zsunęłam się z niego, dysząc, i położyłam się obok, klepiąc go po piersi. – No, młody, robisz postępy – mruknęłam, przeciągając się. Ale wciąż mi było mało. – Wstawaj, zerżnij mnie, dawaj – rzuciłam, kładąc się na plecach i rozkładając nogi – cipka mi pulsowała, mokra i gotowa. Spojrzał na mnie, zawahał się, ale wstał – kutas mu stał jak skała, a oczy błyszczały. Wszedł we mnie powoli, nieśmiało, ale kiedy jęknęłam, ruszył mocniej – jego biodra klaskały o moje, łóżko trzeszczało, a ja ściskałam pościel, krzycząc: – Tak, kurwa, wal mnie, Kuba, dawaj mi to! – Trząsł się, ale nie przestał, pchając coraz głębiej, a ja oplotłam go nogami, czując każdy jego ruch w trzewiach. Doszedł, wypełniając mnie – gorące, mocne, a ja ścisnęłam go nogami, wyciągając z niego wszystko, co miał.

Opadł obok, dysząc, a ja się zaśmiałam, przeczesując włosy. – No, Kubuś, nieźle się rozkręcasz – rzuciłam, wstając i przeciągając się – moje ciało lśniło od potu w świetle wpadającym przez okno.

Wieczór przyszedł szybko – słońce zaszło, a domek wypełnił się ciepłym blaskiem kominka. Rozpaliłam ogień, trzaskające polana rzucały cienie na ściany, a ja wyciągnęłam butelkę wina, którą znalazłam w szafce – czerwone, wytrawne, akurat na taką noc. Nalałam dwa kieliszki, usiadłam na kanapie i przykryłam się kocem. – Chodź, Kuba, napij się ze mną – rzuciłam, a on, już w luźnej koszulce i spodniach, przysiadł obok, biorąc kieliszek nieśmiało.

– No, młody, powiedz mi coś – powiedziałam, popijając wino i wtulając się w niego – moje ramię oplotło jego plecy, a głowa oparła się o jego ramię. Czułam zapach jego skóry, ciepło, które od niego biło. – Co czujesz po tym wszystkim? Żałujesz czegoś?

– Nie… to… lepsze niż w porno… – mruknął, a ja się zaśmiałam, szturchając go w bok.

– O, to opowiedz mi o tym porno, co Cię tak kręci – rzuciłam z uśmiechem, pociągając łyk wina. – No, śmiało, Kubuś, nie wstydź się, mamy wino, ogień, gadaj! – Przycisnęłam się do niego mocniej, a moja dłoń powędrowała na jego udo, lekko je ściskając.

Zawahał się, ale wino i moje naciski zrobiły swoje – rozluźnił się, a głos miał już mniej drżący. – No… jest taka scena… dwóch facetów i jedna laska… – zaczął cicho, a ja uniosłam brew, czując, jak serce mi przyspiesza.

– O, kurwa, Kuba, Ty brudasku! – rzuciłam, śmiejąc się. – I co, biorą ją we dwóch, tak? Jeden od przodu, drugi od tyłu, a ona się drze z rozkoszy? – W głowie mi zaświtało: „A co, jakby Marek tu był? On, Kuba i ja… jeden w cipce, drugi w dupie… może by mnie roznieśli na kawałki” – ale zatrzymałam to dla siebie, tylko się uśmiechnęłam w myślach, sącząc wino.

– No… tak… – mruknął, rumieniąc się, ale ciągnął: – I oni ją tak walą, a ona… no… dochodzi kilka razy…

– Cholera, Kubuś, to Ci się podoba, co? – mruknęłam, gładząc go po udzie. – A co jeszcze? Dawaj, mów!

– No… lubię, jak laski bawią się zabawkami… – powiedział, a oczy mu zabłysły. – Jak… no… wibratorem albo czymś takim…

– O, Ty świntuchu! – zaśmiałam się, przysuwając się bliżej, aż moje piersi musnęły jego ramię. – To lubisz, jak laska wsadza sobie wibrator w cipkę i jęczy, co? Albo jak go sobie wkłada w dupę i się trzęsie? No, Kuba, masz fantazję!

– T-tak… – przytaknął, a ja widziałam, że się rozkręca.

– Coś jeszcze? – naciskałam, wtulając się w niego mocniej, a wino rozgrzewało mi gardło. – No, śmiało, gadaj, bo mnie ciekawość zżera!

– No… są takie filmy… amatorskie… – zaczął, a głos mu się ożywił. – Jak ludzie… no… robią to ukradkiem… w miejscach publicznych… w parku, w kinie, w toalecie…

–Kuba, Ty to masz gusta! – rzuciłam, chichocząc. – To lubisz, jak laska klęka w kiblu i obciąga facetowi, a ktoś może ich nakryć? Albo jak ją walą w parku na ławce, a ludzie przechodzą obok? No, młody, nieźle!

– No… tak… – mruknął, a ja widziałam, że się uśmiecha, choć wciąż się rumienił.

– A powiedz mi coś – rzuciłam, przysuwając usta do jego ucha, a mój głos stał się niski, pikantny. – Podglądałeś mnie kiedyś, co? No, śmiało, przyznaj się!

Zamarł, kieliszek mu drgnął w ręce, ale wino i moja bliskość go rozbroiły. – No… raz… – wydukał, a ja uniosłam brew. – W-wąchałem Twoją bieliznę… i… no… waliłem sobie…

– O, Ty mały zboku! – zaśmiałam się głośno, klepiąc go po udzie. – Wąchałeś moje majtki i co, jarało Cię to, co? Jak Ci się podobał zapach mojej cipki?

– T-tak… fajny… – mruknął, a ja przysunęłam się jeszcze bliżej, aż moje usta musnęły jego szyję.

– No proszę, Kubuś, Ty to jesteś niegrzeczny chłopak – mruknęłam, sącząc wino i patrząc na niego spod rzęs. Czułam, jak ciepło wina i kominka rozlewa się po moim ciele, jak jego bliskość budzi we mnie coś miękkiego, ale wciąż dzikiego. Rozmowa o jego fantazjach zostawiła mi w głowie obrazy – dwóch facetów, zabawek, ukradkowych numerków – i nagle zapragnęłam go znów, ale inaczej. Nie ostro, nie szybko, tylko… blisko.

Odstawiłam kieliszek na stolik, a jego też – drżał w jego dłoniach, ale nie protestował. – Wiesz co, młody? – mruknęłam, przesuwając dłoń z jego uda na brzuch, pod koszulkę, czując ciepło jego skóry. – Mam ochotę na Ciebie… ale tym razem powoli. – Spojrzał na mnie, oczy mu się rozszerzyły, ale nie uciekł wzrokiem – cholera, uczył się tego spojrzenia, które mówi „chcę”.

Wstałam na moment, zrzucając koszulkę nocną – stałam przed nim naga, w blasku kominka, a cienie tańczyły na mojej skórze. Potem wspięłam się na niego, siadając okrakiem na jego biodrach – czułam, jak jego kutas twardnieje pod spodniami, jak napiera na mnie przez materiał. – Zdejmij to – szepnęłam, ciągnąc za jego koszulkę, a on, nieśmiało, ale posłusznie, ściągnął ją przez głowę. Spodnie poszły zaraz po tym – pomogłam mu, zsuwając je powoli, a jego fiut wyskoczył, gotowy, pulsujący, jak rano.

Nie spieszyłam się. Usiadłam na nim, kierując go w siebie – wślizgnął się powoli, a ja westchnęłam, czując, jak mnie wypełnia, jak rozciąga. – O tak… – mruknęłam, opierając dłonie na jego piersi. Zaczęłam się poruszać, ale nie jak wcześniej, nie jak dzika – tym razem to był taniec, powolny, zmysłowy. Biodra kołysały się w rytmie, a ja patrzyłam mu w oczy, widząc, jak jego oddech przyspiesza, jak usta mu drżą. – Podoba Ci się, Kubuś? – szepnęłam, pochylając się, aż moje piersi musnęły jego tors, a włosy opadły mi na twarz.

– T-tak… – wyszeptał, a jego ręce, nieśmiało, złapały mnie za biodra – nie pchały, tylko trzymały, jakby chciał czuć każdy mój ruch. Poruszałam się dalej, powoli, głęboko – czułam go w sobie, każdy centymetr, każde drżenie. Moja cipka zaciskała się na nim, mokra, ciepła, a ja kołysałam się, jakbyśmy płynęli razem w tym winem i ogniem ogrzanym powietrzu.

– Daj mi to, Kuba… – mruknęłam, pochylając się jeszcze bliżej, aż moje usta zawisły nad jego. Nie pocałowałam go – jeszcze nie – ale nasze oddechy się mieszały, a ja przyspieszyłam odrobinę, czując, jak rośnie we mnie ciepło. On sapnął, jego palce wbiły się w moje biodra, a ja wiedziałam, że jest blisko. – Dojdź we mnie… chcę Cię poczuć… – szepnęłam, a moje ruchy stały się głębsze, ale wciąż powolne, jakby każdy wdech i wydech miał nas zbliżać.

– Kurwa… Natalia… – wyszeptał, a jego głos zadrżał. Poczułam to – gorące, mocne, jak wypełnia mnie w środku, jak jego sperma rozlewa się we mnie, a ja ścisnęłam go cipką, przedłużając to dla nas obu. Jęknęłam cicho, nie dochodząc, ale czując go tak blisko, że to wystarczyło. Zatrzymałam się, siedząc na nim, dysząc, a on patrzył na mnie, czerwony, z mokrymi od potu włosami przyklejonymi do czoła.

– No, młody… to było coś – mruknęłam z uśmiechem, zsuwając się z niego powoli. Czułam, jak jego nasienie wycieka mi między uda, ciepła strużka, a ja przeciągnęłam się, wstając. – Idę się umyć, a ty leż tu chwilę – rzuciłam, ruszając do łazienki. Woda z kranu była zimna, ale przyjemna – obmyłam się szybko, przecierając uda i cipkę, a potem wróciłam do niego, wciąż naga, z wilgotnymi dłońmi.

Leżał na kanapie, dysząc cicho, ale kiedy mnie zobaczył, usiadł. – Chodź, Kubuś, idziemy spać – powiedziałam miękko, wyciągając rękę. Wstał, chwiejąc się lekko, i poszliśmy do sypialni – kominek dogasał, zostawiając domek w półmroku. Rzuciłam się na łóżko pierwsza, a on położył się obok, nieśmiało, ale bliżej niż wczoraj. Oplotłam go ramieniem, przyciągając do siebie – jego głowa spoczęła na mojej piersi, a ja przeczesałam mu włosy palcami.

– Śpij, młody… zasłużyłeś – szepnęłam, zamykając oczy. Czułam jego oddech na skórze, ciepło jego ciała, a wino wciąż szumiało mi w głowie. Zasnęliśmy tak, spleceni w łóżku, z zapachem seksu i wina w powietrzu, a ja wiedziałam, że jutro czeka nas więcej.

4,270
9.17/10
Podziel się ze znajomymi

Jak Ci się podobało?

Średnia: 9.17/10 (21 głosy oddane)

Z tej serii

Komentarze (0)

Teksty o podobnej tematyce:

pokątne opowiadania erotyczne
Witamy na Pokatne.pl

Serwis zawiera treści o charakterze erotycznym, przeznaczone wyłącznie dla osób pełnoletnich.
Decydując się na wejście na strony serwisu Pokatne.pl potwierdzasz, że jesteś osobą pełnoletnią.

Pliki cookies i polityka prywatności

Zgodnie z rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r (RODO). Potrzebujemy Twojej zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych przechowywanych w plikach cookies.
Zgadzam się na przechowywanie na urządzeniu, z którego korzystam tzw. plików cookies oraz na przetwarzanie moich danych osobowych pozostawianych w czasie korzystania przeze mnie ze stron internetowej lub serwisów oraz innych parametrów zapisywanych w plikach cookies w celach marketingowych i w celach analitycznych.
Więcej informacji na ten temat znajdziesz w regulaminie serwisu.