Urzędniczka z Woli (I) – Początek i subtelne napięcie

26 lutego 2025

Opowiadanie z serii:
Urzędniczka z Woli

30 min

Poniższy tekst znajduje się w poczekalni!

Kolejne z cykly opowiadań o Natalii.

Poranek w warszawskim mieszkaniu

Był ciepły wiosenny poniedziałek, a w przestronnym, 3-pokojowym mieszkaniu na warszawskim Mokotowie unosił się zapach świeżo parzonej kawy i delikatnie smażonego czosnku. Słońce wpadało przez uchylone okno kuchni, rozświetlając przestrzeń drobinkami kurzu tańczącymi w powietrzu – za szybą rozciągał się widok na ruchliwą ulicę Puławską, gdzie tramwaje dzwoniły, a samochody leniwie budziły się do życia. Natalia stała przy kuchence, jej jasne, kręcone blond włosy do ramion połyskiwały w promieniach, a lekki wietrzyk poruszał nimi niczym wiosenną mgiełką. 39-letnia blondynka o wzroście 164 cm i chudej sylwetce miała w sobie subtelną elegancję – jej smukła talia, długie, szczupłe nogi i delikatna, jasna cera z lekkimi piegami na nosie zdradzały dbałość o siebie, a bystre, zielone oczy błyszczały energią, którą czerpała z pasji do gotowania, szczególnie kuchni włoskiej. Tego dnia miała na sobie różową sukienkę do kolan, która podkreślała jej drobną figurę – materiał był lekki, zwiewny, idealny na ciepły dzień w Urzędzie Skarbowym na Woli. Pod sukienką nosiła ultracienkie, cieliste pończochy, niemal niewidoczne, ale dodające jej pewności siebie w subtelny sposób. Na stopach miała czarne buty na małym obcasie, eleganckie, pasujące do pracy, a ich cichy stukot odbijał się od kuchennej podłogi, gdy mieszała w garnku risotto z parmezanem – jej ukochane danie, które przygotowywała z miłością i precyzją.

– Patryku, kochanie, wstawaj już, proszę – zawołała ciepło, a jej głos był melodyjny, pełen czułości, choć z nutą porannej niecierpliwości. – Śniadanie gotowe, nie chcę się spóźnić na Wolę! Tramwaje już jeżdżą, a ja muszę zdążyć!

Patryk wyszedł z sypialni, przecierając łysą głowę i poprawiając ciemną, zadbaną brodę, która kontrastowała z jego lekko pulchną, przyjazną twarzą. 42-letni informatyk o wzroście 178 cm, szerokich ramionach i łagodnych, brązowych oczach miał w sobie ciepło i spokój – jego lekka nadwaga, widoczna w zaokrąglonym brzuchu i pełniejszych policzkach, nie odbierała mu uroku, a uśmiech rozjaśniał poranek, zdradzając troskliwą naturę i poczucie humoru. W dresie i luźnej koszulce wyglądał jak typowy domator, choć pracował zarówno zdalnie, jak i w biurze na Śródmieściu – jego ciemna broda dodawała mu charakteru, a spokojne spojrzenie świadczyło o stabilności, którą wnosił do ich małżeństwa.

– Już idę, skarbie – rzucił miło, siadając przy stole i przeciągając się leniwie. – Coś pysznego znowu przygotowałaś? Pachnie jak w tej włoskiej knajpie na Marszałkowskiej, co nas kiedyś oczarowała! Czuję czosnek… risotto?

Natalia i Patryk mieszkali w 3-pokojowym mieszkaniu na Mokotowie – przestronnym, jasnym, z dużym salonem pełnym książek i wygodnych kanap, przytulną sypialnią z szerokim łóżkiem i dodatkowym pokojem, który od roku planowali przekształcić w pokój dziecięcy. Nie mieli dzieci ani zwierząt, ale od roku starali się o potomka – proces trwał, czasem budził frustrację, ale częściej radość, bo dawał im pretekst do częstego, namiętnego seksu bez zabezpieczenia. Oboje cieszyli się tym etapem – ich bliskość, żarty i wspólne wieczory w kuchni czy łóżku sprawiały, że mieszkanie wypełniało się ciepłem, a brak dziecięcego śmiechu rekompensowała intensywność ich relacji. Patryk lubił żartować, że „przynajmniej mamy dużo zabawy”, a Natalia śmiała się, że „to lepsze niż gotowanie” – ich starania były pełne miłości i spontaniczności.

– Tak, kochanie – odparła Natalia z uśmiechem, stawiając talerz przed nim. Parmezan topniał na kremowym ryżu, a aromat czosnku i ziół wypełniał kuchnię subtelnym ciepłem, mieszając się z miejskim hałasem za oknem. – Moja miłość do kuchni włoskiej… Jedz, proszę, bo zaraz się spóźnię do urzędu. Wiesz, jak Helena się wkurza, jak ktoś się spóźnia.

Patryk zaśmiał się cicho, a jego dłoń powędrowała na jej udo, muskając różową sukienkę – dotyk był delikatny, pełen czułości.

– Jesteś niesamowita, Natalko – mruknął, a jego głos był ciepły i pełen uznania. – Uwielbiam, jak gotujesz… to risotto wygląda jak z obrazka. Może wieczorem coś razem przygotujemy? Jakieś spaghetti albo tiramisu? Co ty na to, moja mistrzyni? A potem… może trochę popracujemy nad naszym małym projektem? – mrugnął figlarnie, nawiązując do ich starań o dziecko.

Natalia uśmiechnęła się, a jej blond loki zakołysały się, gdy delikatnie odsunęła jego rękę – gest był pełen miłości, ale i porannego pośpiechu.

– Może, kochanie – rzuciła figlarnie, poprawiając sukienkę, która falowała lekko przy każdym ruchu. – Spaghetti brzmi dobrze… albo lasagne, jeśli będziesz grzeczny. A projekt… zobaczymy wieczorem, mój drogi – zaśmiała się cicho, spoglądając na niego z błyskiem w oku. – Ale teraz muszę lecieć na Wolę. Ty sobie pracuj w domu, mój informatyku, a ja wrócę z czymś smacznym na obiad. Co byś chciał dzisiaj?

– Jadę do biura dzisiaj, skarbie – odparł, a jego broda zadrżała, gdy się uśmiechnął szeroko. – Mam meeting na Śródmieściu, wrócę późno… ugotuj coś pysznego, dobrze? Może to twoje risotto z krewetkami? Dawno nie jadłem, a ty robisz je tak, że palce lizać. Co powiesz?

– Jasne, kochanie – rzuciła Natalia, chwytając torebkę i całując go w policzek – jej usta musnęły jego brodę, a zapach jej perfum zmieszał się z aromatem risotto. – Risotto z krewetkami… będzie czekało na ciebie. Ciao, mój drogi! Do wieczora!

– Do wieczora, skarbie – odpowiedział Patryk, unosząc talerz i wąchając risotto z uśmiechem. – Uważaj na siebie na Woli… i nie daj się Helence!

Natalia zaśmiała się, a jej blond loki zadrżały, gdy poprawiła torebkę.

– Postaram się, kochanie – rzuciła, wychodząc z kuchni. – Trzymaj się w biurze! I nie zapomnij zjeść lunchu, bo znowu będziesz głodny jak wilk!

– Nie zapomnę, Natalko – odparł z uśmiechem, a jego głos był pełen ciepła. – Smacznego dnia w pracy!

Natalia zamknęła drzwi mieszkania na Mokotowie. Stukot jej obcasów rozległ się na klatce schodowej, gdy zeszła na dół. Różowa sukienka falowała na wiosennym wietrze, a ultracienkie pończochy szeleściły cicho, dodając jej krokom lekkości i elegancji. Ruszyła w stronę przystanku tramwajowego na Puławskiej, by złapać linię 17 na Wolę – warszawskie ulice tętniły życiem, a ciepłe słońce odbijało się od szyb budynków, zapowiadając piękny dzień.

 

Poranek w urzędzie na Woli

Urząd Skarbowy na Woli pachniał wiosną i papierem – otwarte okna wpuszczały ciepłe powietrze z ulicy Górczewskiej, niosące zapach kwitnących drzew i spalin tramwajów, a szum klimatyzacji mieszał się z gwarem rozmów i skrzypieniem krzeseł. Natalia pracowała w dziale NIP, gdzie zajmowała się rejestracją podatników – jej biurko stało w rogu małego pokoju na drugim piętrze, który dzieliła z trzema koleżankami: Elą, Basią i Amelią.

Ela, pulchna 50-latka z krótkimi siwymi włosami, wertowała akta, mrucząc o błędach w numerach NIP – jej okulary połyskiwały w świetle lampy biurowej, a długopis w dłoni kreślił poprawki na marginesach.

– Kowalski znowu coś namieszał – rzuciła, unosząc wzrok i spoglądając na Natalię. – Ile razy można pisać NIP z błędem?

Basia, 40-letnia ruda z okularami na nosie, stukała w klawiaturę, narzekając na nowy system komputerowy – jej rude loki połyskiwały, gdy kręciła głową z irytacją, a w dłoni trzymała duży kubek z napisem “Najlepsza mama”, z którego popijała herbatę.

– Ten system to tragedia – mruknęła, spoglądając na ekran. – Ciągle się wiesza… jak ja mam to ogarnąć?

Amelia, 30-letnia brunetka o długich, czarnych, prostych włosach i bystrych oczach, siedziała przy swoim biurku, przeglądając maile – młoda i energiczna, była nowa w dziale NIP i często zadawała pytania.

– Natalia, jak ty to robisz, że się nie denerwujesz? – spytała, unosząc wzrok znad laptopa. – Ja bym już rzuciła tym wszystkim o ścianę.

Natalia uśmiechnęła się, poprawiając blond loki – jej drobna sylwetka pochylona nad papierami, różowa sukienka do kolan kontrastowała z szarą atmosferą urzędu, a ultracienkie, cieliste pończochy szeleściły cicho, gdy poruszała długimi, szczupłymi nogami pod biurkiem. Małe obcasy jej butów stukały o podłogę, gdy sięgała po kolejny dokument, a wiosenne słońce za oknem rzucało na blat delikatne cienie – przez szybę słychać było odległy dzwonek tramwaju na Górczewskiej.

– Przyzwyczajenie, Amelio – odparła ciepło, a jej głos był spokojny.

– O nie, znowu ten Kowalski… – mruknęła pod nosem, rzucając długopis na blat z lekkim westchnieniem. “Cholera, jak można tak spaprać wniosek…”, pomyślała, ale uśmiechnęła się do siebie, by nie psuć poranka – ciepły wiatr za oknem i śpiew ptaków na Woli dodawały jej energii.

– Jak zwykle – rzuciła Ela, poprawiając siwe włosy, które połyskiwały w świetle. – Kowalski nigdy nie ogarnia, a my musimy poprawiać jego głupoty. Kiedy on się nauczy, co?

– Daj spokój, Ela – westchnęła Basia, odstawiając kubek z herbatą i spoglądając na Natalię. – Mamy i tak lepiej niż w VAT… tam to dopiero chaos. Słyszałam od Joli, że Daniel znów biega po dokumenty jak szalony – zaśmiała się cicho, a jej rude loki błysnęły, gdy kręciła głową.

– Daniel? – spytała Amelia, unosząc brew i uśmiechając się. – Ten blondyn z VAT? Widziałam go wczoraj… szybki jak wiatr. Przystojny, nie?

– Trochę… – mruknęła Natalia, a jej blond loki zadrżały, gdy poprawiła sukienkę – w myślach rzuciła “cholera, zaraz wpadnie…”, ale na głos dodała: – Zobaczymy, czy dzisiaj też przybiegnie.

Drzwi otworzyły się cicho, a do pokoju wszedł Daniel – wysoki, 32-letni blondyn z jasnymi włosami zmierzwionymi od porannego biegu do pracy i uśmiechem, który rozświetlał szarą przestrzeń urzędu. Pracował w dziale VAT, zajmując się deklaracjami podatkowymi, ale zamiast jeździć autem czy tramwajem, wolał biegać – jego sportowa sylwetka i luźna koszula w niebieskie paski zdradzały energię i swobodę. Na ramieniu miał przewieszoną torbę, a w dłoni trzymał butelkę wody, z której pociągnął łyk, zanim się odezwał – jego oddech był jeszcze lekko przyspieszony po biegu z przystanku na Wolę.

– Cześć, drogie panie – rzucił melodyjnie, a jego głos był ciepły, pełen uroku i lekkiej zadziorności.

– Co słychać? Macie te wnioski od Nowaka? Szef mnie goni, a ja ledwo zipię po biegu – zaśmiał się, odgarniając jasne włosy z czoła i spoglądając na Natalię z figlarnym błyskiem w oku.

Natalia uniosła głowę, a jej blond loki zakołysały się, gdy spojrzała na niego – coś w jego uśmiechu i tych jasnych oczach sprawiło, że jej serce zadrgało, a wiosenne ciepło za oknem tylko podsycało to uczucie.

– Cześć, Daniel – odparła miło, a jej ton był spokojny, choć w oczach błysnęła iskra, której nie potrafiła ukryć. – Leżą tam, na półce… weź sobie – wskazała ręką, a jej blond loki opadły na ramię, gdy się poruszyła. – Znowu biegłeś? Nie męczysz się nigdy?

– Cześć, Natalko – rzucił Daniel z uśmiechem, a jego jasne włosy błysnęły, gdy podszedł bliżej. – Biegłem… z przystanku na Towarowej, żeby zdążyć. Trzyma mnie w formie… ale… widzę, że ty też jesteś w formie. Ślicznie wyglądasz dzisiaj… ta sukienka… i te nogi… może trochę za dużo risotto, co? Ale i tak piękne… – szepnął cicho, tylko do niej, a jego głos był ciepły, pełen subtelnego flirtu.

Natalia zaśmiała się cicho, a jej blond loki podskoczyły – w myślach rzuciła “o cholera, co za tekst…”, ale na głos odparła: 

– Dzięki, Daniel… może trochę, ale wiesz, kuchnia włoska to moje życie. – Jej ton był miły, a policzki zapłonęły lekko, gdy poprawiła sukienkę, czując, jak ultracienkie pończochy otulają jej nogi – ich delikatność sprawiała, że czuła się kobieco i lekko, mimo szarej atmosfery urzędu.

Ela uśmiechnęła się, unosząc brew i spoglądając znad akt. 

– No, Daniel, uważaj, bo Natalka ci jeszcze coś ugotuje i cię rozpieści – rzuciła żartobliwie, a jej siwe włosy błysnęły w świetle, gdy odchyliła się na krześle. – Słyszałam, że jej risotto to poezja!

– Byłoby miło – odparł Daniel z uśmiechem, spoglądając na Natalię, a jego jasne oczy błysnęły figlarnie. – Może kiedyś spróbuję twoich specjałów… co, Natalko? Jakieś risotto albo spaghetti?

– Może kiedyś… – mruknęła, a jej dłonie drgnęły na biurku, gdy poprawiła blond loki – różowa sukienka połyskiwała, a ultracienkie pończochy szeleściły cicho, przypominając jej o kobiecości, którą nosiła pod spodem tego dnia. – Ale teraz bierz papiery i zmykaj, bo mi się tu kręcisz – dodała z uśmiechem, a jej ton był pełen ciepła.

– Już idę – rzucił, a jego oczy błysnęły. – Ale… może obiad w stołówce? Wpadnę koło pierwszej… Natalia, Amelio, co wy na to? Chętnie pogadam z wami dłużej… Ela, Basia, wy też możecie dołączyć, jeśli chcecie – zaśmiał się, spoglądając na wszystkie z uśmiechem.

Amelia uniosła wzrok znad laptopa, a jej długie, czarne, proste włosy błysnęły, gdy uśmiechnęła się szeroko.

– O… jasne, Daniel – rzuciła energicznie. – Obiad z tobą? Czemu nie… brzmi fajnie.

Natalia kiwnęła głową, a jej blond loki zadrżały lekko – w środku poczuła lekkie ukłucie ekscytacji, ale ukryła je pod obojętnym uśmiechem, myśląc o Eli i Basi.

– Dobra… – odparła cicho, a jej głos był spokojny.

– Cześć, panie – rzucił Daniel do Eli i Basi, wychodząc z uśmiechem, a jego torba zakołysała się na ramieniu.

 

Praca i poranne refleksje

Po wizycie Daniela Natalia wróciła do wniosków – jej palce przesuwały się po papierach, poprawiając dane petentów, ale myśli krążyły wokół jego słów: “ślicznie wyglądasz”, “twoich specjałów”… Uśmiechnęła się do siebie, poprawiając blond loki, a ultracienkie pończochy szeleściły cicho pod sukienką, przypominając jej o tym, jak dobrze się czuła w swojej skórze tego wiosennego dnia. 

– Co on sobie myśli… – mruknęła pod nosem, a jej głos był ledwo słyszalny, gdy spojrzała na okno, za którym warszawskie drzewa na Woli kołysały się na wietrze, a tramwaje dzwoniły w oddali.

Ela zerknęła na nią znad akt, unosząc brew. 

– Coś się uśmiechasz, Natalko – rzuciła z uśmiechem, a jej siwe włosy błysnęły w świetle. – Daniel cię rozbawił, co? Widziałam, jak na ciebie patrzył… coś mi się zdaje, że wpadłaś mu w oko.

– Daj spokój, Ela – odparła Natalia, poprawiając blond loki, a jej ton był obojętny – w myślach rzuciła “cholera, żeby tylko nie zauważyły…”, ale na głos dodała: – To tylko kolega z pracy… żartuje sobie.

– Żartuje, żartuje… – rzuciła Basia, odstawiając kubek z herbatą i spoglądając na nią znad okularów – jej rude loki połyskiwały, gdy kręciła głową. – Ale jak znam Daniela, to on żartami buduje mosty. Uważaj, Natalko, bo jeszcze cię zaprosi na kawę i Patryk będzie pytał, gdzie się podziewasz!

– Nie przesadzajcie – mruknęła Natalia, a jej blond loki zadrżały, gdy spojrzała na okno – ukrywała zainteresowanie, myśląc o mężu. – To tylko obiad… nic więcej.

Gdy Ela i Basia wróciły do pracy, Amelia nachyliła się do Natalii – jej czarne, proste włosy błysnęły, gdy szepnęła:

– Wiesz… znam Daniela trochę lepiej… wyszliśmy kilka razy razem… kawa, spacery… ale nie wyszło. Fajny facet, ale… nie zaiskrzyło. Ty go lubisz, co?

Natalia uniosła brew, a jej dłonie drgnęły na biurku – w myślach rzuciła “o cholera, serio…”, ale na głos odparła spokojnie:

– Jest miły… fajny kolega. – Starała się brzmieć obojętnie, ukrywając zainteresowanie przed Amelią, a tym bardziej przed Elą i Basią – jako mężatka nie chciała, by coś podejrzewały.

 

Obiad w stołówce

O pierwszej Natalia zeszła do stołówki razem z Amelią – jej blond loki połyskiwały w świetle wiosennego słońca wpadającego przez duże okna, a różowa sukienka falowała przy każdym kroku, dodając jej elegancji wśród szarych uniformów urzędników. Przy wzroście 164 cm i chudej sylwetce wyglądała smukło i lekko, a ultracienkie, cieliste pończochy szeleściły cicho, podkreślając jej długie, szczupłe nogi. Obcasy stukały o podłogę, gdy szła między stolikami pełnymi ludzi jedzących obiad – zapach klusek z sosem mieszał się z aromatem kawy i świeżych sałatek, a zza okien dobiegał szum warszawskich tramwajów na Górczewskiej. Daniel już czekał przy stoliku w rogu – tacka z kluskami w sosie pomidorowym i sałatką z rukolą stała przed nim, a obok leżała butelka wody, z której pociągnął łyk, zanim wstał na ich widok. Jego jasne włosy błysnęły w świetle, a sportowa sylwetka w niebieskiej koszuli przyciągała spojrzenia – wyglądał na energicznego, jakby dopiero co skończył poranny bieg.

– Cześć, śliczne – rzucił miło, a jego głos był ciepły, pełen uroku i subtelnej zadziorności, spoglądając głównie na Natalię, choć uśmiechnął się też do Amelii. – Usiądźcie… wziąłem wam kawy z lady – czarną, z cukrem dla ciebie, Natalko, i latte dla Amelii, dobrze pamiętam? I… może coś zjecie? Kluski z sosem są niezłe, a sałatka świeża – wskazał na ladę, gdzie stały tace z jedzeniem.

Natalia poprawiła blond loki, a jej dłonie drgnęły na torebce – różowa sukienka połyskiwała, a ultracienkie pończochy szeleściły cicho, gdy usiadła. 

– Cześć, Daniel – odparła ciepło, a jej głos był spokojny, choć w środku czuła lekki dreszcz – ukryła to jednak pod obojętnym tonem. 

– Dobrze, Danielku… dzięki, to miłe z twojej strony. Kawa wystarczy, ale… pójdę po sałatkę – rzuciła neutralnie, wstając i kierując się do lady.

Amelia usiadła obok, a jej długie, czarne, proste włosy błysnęły, gdy uśmiechnęła się szeroko.

– Cześć, Daniel – rzuciła energicznie, idąc za Natalią po kawę i sałatkę. – Latte… pamiętasz, co? Jak miło… fajnie znów z tobą pogadać – dodała z uśmiechem, unikając wspomnień o przeszłości przy nim.

Natalia i Amelia wróciły z tacami – Natalia z sałatką z rukolą, Amelia z kluskami – i usiadły przy stole. 

– Dla was zawsze – odparł Daniel z uśmiechem, pochylając się bliżej Natalii, a jego jasne oczy błysnęły ciepłem. – No… opowiedz mi coś, Natalko… jak tam w domu? Gotujesz codziennie takie cuda?

Natalia poprawiła blond loki, a jej dłonie drgnęły na stole – różowa sukienka połyskiwała w świetle, a ultracienkie pończochy szeleściły cicho pod spodem. 

– Tak… – rzuciła cicho, a jej ton był spokojny, niemal obojętny, by nie zdradzić zainteresowania. – Gotuję… Patryk lubi kuchnię włoską… wczoraj robiłam carbonarę.

– Szczęściarz z tego Patryka – mruknął Daniel, a jego spojrzenie powędrowało na jej usta, a potem na blond loki, które połyskiwały w słońcu – jego ton był ciepły, skierowany głównie do Natalii, choć zerknął też na Amelię. – Taka zdolna żona… i taka piękna. Te włosy… jak z obrazu, wiesz? Wyglądasz jak wiosna w tej sukience.

– Daj spokój… – zaśmiała się Natalia, a jej ton był lekki – w myślach rzuciła “cholera, nie za dużo tego…”, ale na głos dodała: – To tylko gotowanie… nic specjalnego.

Amelia uśmiechnęła się, spoglądając na Daniela.

– No… – zaczęła, a jej głos był ciepły. – Daniel, ty zawsze miałeś oko do ładnych dziewczyn… co? Natalia, powinnaś mu kiedyś coś ugotować – rzuciła żartobliwie, mieszając kluski.

– Może kiedyś – odparła Natalia obojętnie, a jej blond loki zadrżały – w myślach rzuciła “cholera, żeby Ela i Basia tego nie słyszały…”. – Ale to tylko hobby.

– Hobby, które brzmi pysznie – rzucił Daniel, a jego jasne oczy błysnęły, głównie patrząc na Natalię. – Natalko, co słychać w NIP-ie? Jak tam nowe procedury? Amelia, ty też coś powiedz… ale głównie chcę słuchać ciebie, Natalko – uśmiechnął się figlarnie.

– Chaos… – rzuciła Amelia, a jej czarne włosy zadrżały, gdy się zaśmiała. – Ale z Natalią lepiej się pracuje… ona ma cierpliwość.

– Cierpliwość… – mruknął Daniel, spoglądając na Natalię intensywniej niż na Amelię. – I urok… te loki… rozpraszają mnie bardziej niż VAT-owskie deklaracje. Wyglądasz jak wiosenny promień w tej szarej skarbówce.

Natalia uśmiechnęła się lekko, a jej ton był neutralny – w myślach rzuciła “cholera, skupia się na mnie…”, ale na głos odparła:

– Dzięki… ale to tylko praca.

Rozmowa płynęła – o pracy, o bieganiu Daniela, o żartach z urzędu – ale Daniel głównie kierował swoje uwagi do Natalii, rzucając subtelne komplementy i ciepłe spojrzenia, podczas gdy Amelia odpowiadała żartami, nie wchodząc w jego flirt.

 

Zebranie i wieczorny spacer

O siedemnastej Helena zarządziła zebranie – Natalia, Amelia, Basia i Ela usiadły z tyłu, a Daniel zajął miejsce obok Natalii. 

– Cześć, śliczna – szepnął, a jego głos był ciepły, skierowany tylko do niej. – Nudno, co?

– Trochę… – mruknęła Natalia, a jej blond loki zadrżały – w myślach rzuciła “cholera, znowu…”, ale na głos dodała: – Helena ględzi… jak zawsze.

Zebranie trwało do dziewiętnastej – po wyjściu Daniel zaproponował spacer koło parku na Towarowej. 

– Chodź, Natalko – rzucił miękko, patrząc na nią z uśmiechem. – Pogoda cudowna… przejdziemy się.

– Dobra… – mruknęła, a jej głos był obojętny – wysyłając w tym samym czasie SMS-a do Patryka, że wróci dziś troszkę później – Amelia jej koleżanka poprosiła o pomoc w wyborze sukienki na wesele.

Na spacerze Daniel szepnął:

– Śliczna… daj numer, pogadamy… może kawa jutro?

Natalia zapisała numer, a jej serce zadrgało – w myślach rzuciła “cholera, co ja robię…”, ale na głos odparła:

– Do jutra…

 

Poranek po spacerze

Wtorkowy poranek w 3-pokojowym mieszkaniu na warszawskim Mokotowie rozpoczął się leniwie – słońce znów wpadało przez okno kuchni, rozświetlając blat, na którym Natalia kroiła pomidory i mozzarellę do lekkiej sałatki śniadaniowej. Jej jasne, kręcone blond włosy do ramion połyskiwały w promieniach, a lekki wietrzyk z Puławskiej poruszał nimi, gdy nuciła włoską melodię – „Volare” brzmiało cicho w jej głowie. 39-letnia, chuda blondynka o smukłej talii i długich, szczupłych nogach wyglądała elegancko – tego dnia porzuciła różową sukienkę na rzecz granatowej spódnicy ołówkowej i białej bluzki, które podkreślały jej drobną figurę. Pod spódnicą nosiła czarne pończochy z koronką na udach – pasujące do urzędu, dodające jej pewności siebie i kobiecości. Czarne buty na małym obcasie czekały przy drzwiach, a ona boso krzątała się po kuchni, myśląc o wczorajszym spacerze z Danielem – jego ciepłe „jesteś śliczna”, subtelne spojrzenia i numer w telefonie odbijały się echem w jej głowie, wprawiając ją w lekki niepokój i ekscytację.

Patryk wyszedł z sypialni – w luźnej koszulce i dresie wyglądał na zrelaksowanego, choć wczoraj wrócił późno z biura na Śródmieściu. 

– Dzień dobry, skarbie – rzucił miło, siadając przy stole i przeciągając się, aż koszulka podjechała na brzuchu. – Coś pysznego szykujesz? Pachnie wiosną… sałatka?

– Dzień dobry, kochanie – odparła Natalia z uśmiechem, stawiając przed nim talerz z sałatką – pomidory, mozzarella, bazylia – i kromkę chleba z masłem. – Tak, coś lekkiego… żebyś miał siłę w biurze. Jak się spało po wczoraj? Risotto ci smakowało?

– Bosko, Natalko – mruknął, a jego brązowe oczy błysnęły, gdy spojrzał na nią. – To z krewetkami… jak z restauracji. Dzięki, że czekało… jesteś najlepsza. A ty? Późno wróciłaś… jak tam sukienka Kasi?

Natalia poprawiła blond loki, a jej dłonie drgnęły lekko na nożu – w myślach rzuciła “cholera, kłamstwo…”, ale na głos odparła spokojnie: 

– Fajna… wybraliśmy coś ładnego. Zebranie się przeciągnęło, więc trochę się zasiedziałam… pogadałyśmy o wszystkim i o niczym. – Uśmiechnęła się, maskując niepokój – jej serce zadrgało na wspomnienie Daniela, jego uśmiechu i ciepłego dotyku na ramieniu w parku.

– Cieszę się, skarbie – rzucił Patryk, biorąc kęs sałatki i kiwając głową z uznaniem. – Smaczne… jak zawsze. Może dzisiaj coś włoskiego na kolację? Spaghetti? Albo twoja lasagne… co ty na to? I… może wieczorem popracujemy nad naszym projektem? – mrugnął figlarnie, nawiązując do ich starań o dziecko, a jego ton był ciepły i żartobliwy.

– Spaghetti brzmi dobrze – zaśmiała się Natalia, a jej blond loki zadrżały, gdy odwróciła się do zlewu, by umyć nóż. 

– Albo lasagne… zobaczę, na co będę miała ochotę po pracy. A projekt… jasne, kochanie, wieczorem mamy czas – dodała z uśmiechem, spoglądając na niego przez ramię, a jej zielone oczy błysnęły figlarnie.

– Wracasz późno znowu?

– Nie, dzisiaj normalnie – odparł, a jego głos był ciepły i miękki. 

– Koło osiemnastej powinienem być… więc szykuj się na spaghetti i mnie – zaśmiał się, wstając i podchodząc do niej. Objął ją od tyłu, muskając jej szyję brodą – jego zarost lekko ją połaskotał. – Jesteś cudowna, Natalko… wiesz?

– Wiem… – mruknęła figlarnie, odwracając się i całując go w usta – krótko, ale czule, czując ciepło jego oddechu. – Ty też, mój drogi. Ciao! Do wieczora! 

– Chwyciła torebkę i buty, a jej czarne pończochy były dyskretnie obecne pod spódnicą, gdy wciągnęła obcasy.

– Do wieczora, Natalko – rzucił Patryk, wracając do sałatki z uśmiechem. – Uważaj na Woli!

Natalia wyszła, a stukot jej obcasów rozległ się na klatce – granatowa spódnica falowała lekko, a w głowie miała Daniela i jego numer zapisany jako „Daniel VAT”. W tramwaju 17 na Wolę wyciągnęła telefon, zerknęła na ekran – jeszcze żadnej wiadomości, ale jej palce aż świerzbiły, by napisać pierwsza. Powstrzymała się, czując mieszankę niepokoju i ekscytacji – park na Towarowej i jego spojrzenie wciąż były zbyt żywe w jej pamięci.

 

Dzień w pracy i zaczepka na korytarzu

W Urzędzie Skarbowym na Woli dzień rozpoczął się standardowo – szum klimatyzacji, rozmowy petentów za drzwiami, skrzypienie krzeseł i brzęk kserokopiarki w tle. Natalia usiadła przy biurku w dziale NIP, poprawiając blond loki – jej granatowa spódnica i biała bluzka kontrastowały z szarością pokoju, a czarne pończochy z koronką na udach były dyskretnie ukryte pod spódnicą, gotowe na chwilę odsłonięcia. Ela wertowała akta, mrucząc coś o Kowalskim i jego błędach, Basia stukała w klawiaturę, narzekając na system i popijając herbatę z kubka “Najlepsza mama”, a Amelia przeglądała maile, co chwila rzucając żarty o nowym szefie i jego „głupich pomysłach”.

– Dzień dobry, dziewczyny – rzuciła Natalia, a jej głos był ciepły, choć w środku czuła lekki niepokój po wczorajszym spacerze, który zamierzała ukryć przed wszystkimi – plotki już krążyły, a ona nie chciała ich podsycać.

– Cześć, Natalko – odparła Ela, unosząc wzrok znad akt i poprawiając siwe włosy, które połyskiwały w świetle lampy. 

– Jak wczoraj z Danielem? Obiad i spacer, co? Widziałam, jak na ciebie patrzył przy stole… coś się kroi? – Jej siwe oczy błysnęły żartobliwie, a ton był dociekliwy, jakby czekała na potknięcie.

– Cześć… – mruknęła Natalia, a jej blond loki zadrżały lekko – w myślach rzuciła “cholera, Ela drąży…”

– Obiad… tak, z Amelią… pogadaliśmy chwilę. Spacer? Jaki spacer? Wróciłam prosto do domu po zebraniu – zaparła się stanowczo, a jej ton był obojętny, choć serce zabiło jej szybciej – nie chciała, by koleżanki drążyły temat, zwłaszcza po tym, co słyszały od Joli.

– Jaki spacer? – zaśmiała się Basia, odstawiając kubek z herbatą – jej rude loki błysnęły, gdy odchyliła się na krześle i spojrzała na Natalię znad okularów. 

– Słyszałam od Joli z kadr, że ktoś widział cię z Danielem w parku na Towarowej… coś kręcisz, Natalko? Patryk wie o tych „pogaduszkach”?

– Nie było żadnego spaceru – rzuciła Natalia ostro, a jej zielone oczy błysnęły irytacją – w myślach rzuciła “cholera, skąd wiedzą…”

– Wróciłam do domu, pomagałam Kaśce z sukienką po zebraniu. To plotki, nie wierzcie w bzdury – dodała, unikając wzroku koleżanek i sięgając po teczkę, by ukryć lekkie drżenie rąk – jej palce zacisnęły się na papierze mocniej, niż chciała.

– Plotki, powiadasz – mruknęła Ela, unosząc brew i uśmiechając się podejrzliwie, jakby nie do końca wierzyła. – No dobra, ale Daniel ma urok… uważaj, bo jeszcze Patryk coś zwęszy i będzie pytał!

– Dajcie spokój – rzuciła Natalia z lekkim uśmiechem, a jej ton był neutralny, choć w środku czuła się jak na szpilkach – plotki mogły dotrzeć do Patryka, a tego chciała uniknąć za wszelką cenę. – To tylko kolega… żartuje sobie, jak zawsze.

Amelia spojrzała na Natalię, a jej długie, czarne, proste włosy połyskiwały, gdy nachyliła się bliżej – jej bystre oczy błysnęły ciekawością, gdy Ela i Basia zajęły się swoimi sprawami. 

– Cześć… – szepnęła cicho, niemal konspiracyjnie. – Daniel się starał na obiedzie… głównie dla ciebie. Nie mów, że cię to nie rusza… fajny jest, co? Te jego spojrzenia… coś w nich jest – dodała z uśmiechem, obserwując reakcję Natalii.

– Może… – mruknęła Natalia, a w myślach rzuciła “cholera, Amelia wie za dużo…”. – Miły jest, ale to nic specjalnego – odparła spokojnie, ukrywając zainteresowanie – jako mężatka nie chciała, by koleżanki coś podejrzewały, zwłaszcza po plotkach, które mogła podsłuchać Jola czy ktoś inny.

Około dziesiątej jej telefon zawibrował – wiadomość od „Daniel VAT”: „Cześć, śliczna… jak dzisiaj? Myślę o wczoraj… te loki w słońcu… kiedy kawa? :)”. Natalia spojrzała na ekran, a jej serce zadrgało – w myślach rzuciła “o cholera, co za tekst…”, ale jej palce same odpisały: „Cześć, Daniel… normalnie, praca. Wczoraj było miło… kawa? Może kiedyś :)”. Uśmiechnęła się do siebie, chowając telefon pod biurko – jej blond loki opadły na ramię, gdy zerknęła na ekran, czując ciepło na policzkach.

Odpowiedź przyszła w minutę: „Kiedyś to za długo… co powiesz na dzisiaj po pracy? Park na Towarowej, 17:30? Chcę cię znów zobaczyć, Natalko… jesteś piękna, wiesz?”. Natalia poprawiła blond loki, a jej dłonie drgnęły na klawiaturze – w myślach rzuciła “cholera, co ja robię…”, ale odpisała: „Nie dzisiaj… może w bufecie po południu? Krótko, bo Patryk czeka”. Chciała go zobaczyć, ale park wydawał się za ryzykowny po plotkach – bufet w urzędzie był bezpieczniejszy, mniej widoczny dla ciekawskich oczu.

O 14:00 Natalia szła korytarzem z teczką pod pachą, mijając szare ściany i brzęczące jarzeniówki – jej granatowa spódnica opinała biodra, a obcasy stukały o podłogę, odbijając się echem w pustym przejściu. Nagle Daniel pojawił się na jej drodze – jego jasne włosy błysnęły w świetle, a luźna koszula w niebieskie paski i jeansy podkreślały sportową sylwetkę. Uśmiechnął się szeroko, stając blisko – jego zapach, mieszanka wody kolońskiej i świeżości po wcześniejszym biegu, dotarł do niej, a jego obecność wypełniła korytarz ciepłem.

– Cześć, śliczna – rzucił miękko, a jego głos był ciepły, pełen uroku – jego jasne oczy błysnęły, gdy spojrzał na nią. 

– Tęskniłem… kręcisz tą pupą po korytarzu i nie mogę się skupić. Idziemy na kawę do bufetu? Teraz? Świetny ubiór… ta spódnica… jak modelka – mrugnął, a jego ton był figlarny, choć spojrzenie pozostało intensywne.

– Cześć, Daniel – mruknęła Natalia, a jej blond loki zadrżały lekko – w myślach rzuciła “cholera, teraz…”

– Dobra… ale krótko, mam robotę – odparła, a jej ton był obojętny, choć serce zabiło jej szybciej. Ruszyła obok niego, czując jego spojrzenie na swojej „kręcącej pupie” – granatowa spódnica podkreślała każdy krok, a ona uśmiechnęła się w duchu, wiedząc, że go przyciąga.

– Krótko… jasne – zaśmiał się, idąc krok w krok – jego ręka musnęła jej teczkę, jakby przypadkiem, a jego bliskość sprawiała, że korytarz wydawał się mniejszy. 

– Chodź, śliczna… chcę z tobą pogadać… o wszystkim – rzucił, a jego głos był ciepły, niemal melodyjny.

 

Kawa w bufecie

W bufecie urzędu panował lekki ruch – kilka osób przy stolikach, zapach kawy i kanapek unosił się w powietrzu, a zza okna dochodził szum tramwajów na Górczewskiej. Daniel podszedł do automatu, wyjął dwie czarne kawy i wrócił do małego stolika pod oknem, gdzie czekała Natalia.

– Proszę, śliczna – rzucił, stawiając kubek przed nią i siadając naprzeciw. 

– Wyglądasz jak wiosna… ta spódnica… jak modelka – mrugnął, a jego ton był figlarny, choć jego spojrzenie zatrzymało się na jej twarzy.

Natalia uśmiechnęła się lekko i usiadła – gdy opuszczała się na krzesło, celowo podciągnęła spódnicę odrobinę w górę, odsłaniając fragment koronki pończoch na udzie, po czym szybko ją opuściła, udając, że to przypadek. Daniel spojrzał na jej nogi – jego jasne oczy błysnęły, gdy zauważył koronkę, ale nie skomentował tego od razu. Zamiast tego zerkał na jej nogi co chwilę, a Natalia dostrzegła, że w jego spodniach coś się poruszyło – wyraźny zarys w jeansach świadczył o jego reakcji, choć starał się to ukryć, krzyżując nogi. W myślach rzuciła “o cholera, widzę to…”, ale na głos odparła spokojnie: – Dzięki, Daniel… ty też wyglądasz dobrze. Jak dzień w VAT?

– Nudny… ale teraz? – mruknął, pochylając się bliżej – jego spojrzenie znów powędrowało na jej nogi, choć koronka była już ukryta, a potem wróciło do jej twarzy. – Najlepszy moment. Dzięki tobie… śliczna. Co słychać u ciebie? Gotujesz dzisiaj coś pysznego? – Jego głos był ciepły, a ton swobodny, choć oczy zdradzały, że zauważył więcej, niż mówił.

– Spaghetti dla Patryka – odparła obojętnie, a w myślach rzuciła “cholera, patrzy…”. – Zwykły dzień… a ty? Co jesz po bieganiu? – Uśmiechnęła się lekko, bawiąc się kubkiem – zauważyła, że jego spojrzenie wracało do jej nóg, a w spodniach napięcie nie malało, mimo jego wysiłków, by to ukryć.

– Kluski… ale wolałbym twoje spaghetti – rzucił, a jego głos zaczął brzmieć nieco chrapliwie – jego jasne oczy błysnęły, gdy spojrzał jej w twarz. 

– Jesteś śliczna… i ten uśmiech… jak cię nie lubić? Kiedy spacer? Park jutro? Chcę więcej takich chwil – mrugnął, a jego ton był figlarny, choć spojrzenie znów uciekło na moment w dół.

Natalia spojrzała na niego, a potem, jakby niechcący, zsunęła jeden but pod stołem – jej stopa w pończosze musnęła jego nogę tuż powyżej kolana, lekko i szybko, po czym cofnęła ją, udając zaskoczenie. 

– Ups… przepraszam – mruknęła, a blond loki zadrżały, gdy się zaśmiała – w myślach rzuciła “cholera, co ja robię…”.

Zerknęła na jego spodnie – napięcie było jeszcze bardziej widoczne, a Daniel poruszył się na krześle, jakby próbował je ukryć.

– Spokojnie… – zaśmiał się cicho, a jego głos zadrżał lekko – jego oczy błysnęły, gdy spojrzał na nią, wyraźnie poruszony jej ruchem. – Nic się nie stało… śliczna – mrugnął, choć jego spojrzenie zdradzało, że zauważył i koronkę, i dotyk.

– Spacer? – mruknęła nerwowo, a w myślach rzuciła “cholera, plotki…”

– Nie wiem… dzisiaj już muszę lecieć. Patryk czeka – dodała, unikając tematu i wstając, poprawiając spódnicę – granatowa tkanina opięła jej biodra, a ona zauważyła, że Daniel zerknął jeszcze raz, zanim się podniósł.

– Wiem, wiem… Patryk – rzucił figlarnie, a jego dłoń musnęła stół blisko jej palców – jego spojrzenie śledziło ją, gdy szła. 

– Ale… napisz mi później, śliczna… czekam – mrugnął, a jego oczy błysnęły, gdy odprowadzał ją wzrokiem – granatowa spódnica podkreślała jej sylwetkę.

– Zobaczymy… – odparła, a jej serce zadrgało – ruszyła korytarzem, czując jego wzrok na sobie i myśląc o tym, co zauważyła w bufecie.

 

Wieczór w domu i flirtująca wiadomość

Wróciła na Mokotów o 18:00 – Patryk siedział w salonie, oglądając TV i popijając herbatę. 

– Cześć, skarbie – rzucił, uśmiechając się, gdy weszła i rzuciła torebkę na kanapę. 

– Kaśka znów truła dupę z butami?

– Cześć, kochanie – odparła, a jej głos zadrżał lekko – w myślach rzuciła “cholera…”. – Tak… uparła się na nowe szpilki, męczyła mnie w galerii, musiałam jej pomóc. Spaghetti w lodówce… podgrzać ci? – spytała, idąc do kuchni, a jej blond loki zadrżały, gdy poprawiła bluzkę.

– Jasne, Natalko – mruknął, a jego broda zadrżała, gdy wstał i podszedł za nią. – Dzięki… a potem… może nasz projekt? – mrugnął figlarnie, obejmując ją od tyłu i całując w kark.

Natalia uśmiechnęła się, a jej blond loki zadrżały – w głowie miała Daniela i bufet, ale skinęła głową. 

– Może… – rzuciła, odwracając się i muskając jego usta. – Siadaj, podgrzeję – dodała, czując ciepło jego ramion, a jednocześnie lekki cień winy.

Gdy spaghetti kręciło się w mikrofalówce, jej telefon zawibrował w torebce – wyciągnęła go dyskretnie, zerkając na ekran. Daniel: „Śliczna… te pończochy w bufecie, ta koronka… i ta pupa, kiedy szłaś… śliczna jesteś. Jutro kawa? Nie mogę zapomnieć”. Natalia spojrzała na Patryka, który siedział przy stole, a potem odpisała – w myślach rzuciła “cholera, ryzykuję…”: „Daniel… zauważyłam w bufecie, że ci się podobało… coś ci urosło w spodniach, co? ;) Podejrzewam, że masz niezły interes… może jutro kawa, zobaczymy”. Wysłała, a jej serce zadrgało – czuła winę, ekscytację i ciepło wspomnień o koronce i dotyku stopy, który wywołał tę reakcję.

– Co słychać, Natalko? – spytał Patryk, gdy postawiła talerz przed nim – jego głos przerwał jej myśli, a widelec zawisł w powietrzu.

– Nic… – mruknęła, a blond loki zadrżały – w myślach rzuciła “cholera…”. – Kaśka pisała o tych butach… męczy dalej – dodała z uśmiechem, chowając telefon do kieszeni spódnicy.

– Typowa Kaśka – zaśmiał się Patryk, biorąc kęs spaghetti. – Jedz ze mną… a potem projekt? – mrugnął, a jego brązowe oczy błysnęły ciepłem.

– Jasne, kochanie – rzuciła, siadając z małą porcją – w głowie miała Daniela, jego spodnie i SMS, ale uśmiechnęła się do męża, czując chaos emocji: wina mieszała się z ekscytacją, a myśl o jutrzejszej kawie dodawała jej dreszczy.

4,060
4/10
Podziel się ze znajomymi

Jak Ci się podobało?

Średnia: 4/10 (14 głosy oddane)

Z tej serii

Teksty o podobnej tematyce:

pokątne opowiadania erotyczne
Witamy na Pokatne.pl

Serwis zawiera treści o charakterze erotycznym, przeznaczone wyłącznie dla osób pełnoletnich.
Decydując się na wejście na strony serwisu Pokatne.pl potwierdzasz, że jesteś osobą pełnoletnią.

Pliki cookies i polityka prywatności

Zgodnie z rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r (RODO). Potrzebujemy Twojej zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych przechowywanych w plikach cookies.
Zgadzam się na przechowywanie na urządzeniu, z którego korzystam tzw. plików cookies oraz na przetwarzanie moich danych osobowych pozostawianych w czasie korzystania przeze mnie ze stron internetowej lub serwisów oraz innych parametrów zapisywanych w plikach cookies w celach marketingowych i w celach analitycznych.
Więcej informacji na ten temat znajdziesz w regulaminie serwisu.