Ogrodnik (V)
2 kwietnia 2025
Ogrodnik
9 min
Poniższy tekst znajduje się w poczekalni!
Opowiadanie zawiera lokowanie produktu.
Pięterko
Szesnaście lat to dużo. W tym wieku człowiek jest już dorosły, a dziewczyna na pewno! A ona skończyła szesnaście już w maju.
Niewiele brakowało, a nic nie wyszłoby z wakacji u cioci. Wszystko przez budowę. Ogrodnik postanowił dobudować pięterko. Cały dom zamienił się w plac budowy. Najpierw byli murarze, a teraz dekarze: majster, pomocnik i dwóch uczniów. Przeklinali, stukali młotkami, łazili i pili piwo. Kończyli o osiemnastej. Potem uczniowie robili porządek i przygotowywali wszystko na następny dzień. Przez dach szklarni widziała jak krzątają się na rusztowaniu. Jeden miał na imię Alan, a na drugiego wołali Strach!. Byli silni, muskularni, opaleni na brąz i bez koszulek. Bezczelnie ją oglądali. Zerkali na nią bez skrępowania i coś tam mówili do siebie. Przez nich nie mogła zdjąć bluzki i teraz poplami ją na żółto pyłkiem pomidorów. Poszła na kolację. Pożegnali ją zachwyconymi gwizdami.
Wróciła po godzinie. W szklarni było gorąco i parno, chociaż słońce zeszło już nisko. Na dachu nie było nikogo. Zdjęła bluzkę i zabrała się do obrywania wilków.
- Mówiłem ci, że ta kurwa się rozbierze – Alan wychylił się zza murka. Strach uniósł się nieco i wyciągnął głowę jak żuraw.
- O kurwa! Miałeś rację. Ale cycki!
- Stoi mi!
- Kurwa, mi też!
- Jebana mać, ale cycki – Strach bezwiednie sięgnął do rozporka. Alan też nie kazał na siebie czekać. Włożył rękę do kieszeni i zaczął się onanizować.
Dorota pracowała jeszcze przez dobrą godzinę. Piersi kołysały się w rytm cięcia pomidorów. Pot spływał po brzuchu. Od początku wiedziała, że ją podglądają. Miłe mrowienie w podbrzuszu towarzyszyło napiętym sutkom. Była na granicy orgazmu. Chłopcy wytrzepali się po parę razy. Szkoda, że nie zeszli na dół. Może jutro!
Nazajutrz ekipa nadrabiała zaległości. Zeszli z dachu grubo po zachodzie słońca. Dzień później również. Najdłużej pracowali w piątek. Kończyli układać papę. Dorota zdążyła wypielić paprykę i fasolkę. Strach i Alan chcieli wolne w sobotę. Spieszyli się. Słyszała, że będą oglądać mecz. Na koniec majster zwymyślał ich za jakieś łączenia „na kółko” bez wypływki, i „że inspektor nie przyjmie”!
Swoją drogą, taki dach to świetne miejsce do opalania – płaski, zasłonięty murkiem i przedzielony szerokim kominem. Z dołu nic nie widać.
Po śniadaniu owinęła się ręcznikiem, wzięła olejek, okulary, nałożyła klapki i poszła na dach. Właz był otwarty, schodki gotowe. Rozłożyła ręcznik za kominem. Na początek opali pupę.
Obudził ją hałas. Ktoś wystawił butlę z gazem i wyrzucił na dach palnik i narzędzia. Jakieś kółko potoczyło się w jej stronę. Zatrzymało się tuż za kominem.
- Pośpiesz się kurwa!
- Idę, kurwa!
- Chodź, kurwa, bo nie zdążymy… kurwa.
- Palnik podłącz, kurwa!
- Gotowe, kurwa.
- Gdzie jest kółko? Kurwa.
- Podałem ci przecież, kurwa!
- Nie ma, kurwa!
- Szukaj, kurwa. Za kominem sprawdź, kurwa!
- Jest!
- Co jest?
- Kurwa.
- Cześć – Dorota obróciła się na bok.
Alan oniemiał. Leżała przed nim naga dziewczyna, jak z Playboya -tylko młodsza. Oparła się na łokciu. Patrzyła na chłopaka sponad ciemnych okularów. Miała naprawdę śliczne piersi. Z bliska jeszcze lepsze. Niewielkie sutki sterczały zachęcająco, aż się prosiły o possanie. Pępek ładnie wyznaczał środek płaskiego brzucha, a szerokie biodra płynnie przechodził w gładkie uda i zgrabne łydki. Paznokcie u stóp miała czerwone.
Dziewczyna usiadła, podparła się rękami i podciągnęła kolana. Uda trzymała ciasno złączone. Alan przełknął ślinę.
- Co tu robisz? – wykrztusił z siebie pytanie.
- Opalam się. Nie widać?
- Widać.
- Jestem Dorota, a ty? – zalotnie przechyliła głowę.
- Jaalan… – przełknął ślinę.
- Jalan? Dziwne imię.
- Alan!
Z bliska wyglądał lepiej niż ze szklarni. Opalony na brąz, szczupły i muskularny zapowiadał się na dobrego ogiera. Zerknęła na spodenki. Mocno się wybrzuszyły.
- Te, nie stój jak chuj. Bierzemy się do roboty – Strach wreszcie wydostał się na dach.
Alan nawet nie drgnął. Dorota lekko rozchyliła uda.
- Kapelusz zapomniałeś na dole. Masz tu… – Strach podszedł bliżej.
- O kurwa!
- Tak! Ale ma na imię Dorota – Alan nawet nie spojrzał na kolegę. Nie mógł oderwać wzroku od szparki głęboko między udami dziewczyny.
- Cześć!
- Dzień dobry – Strach stał z palnikiem w dłoni. Opamiętał się dopiero po chwili. Przynajmniej tak mu się zdawało – Nie wiesz gdzie jest kółko?
- O… tu – Dorota trąciła stopą kółko, które przyturlało się tak nieszczęśliwie.
- Oddaj!
- Weź sobie – pchnęła kółko trochę dalej, rozszerzając przy tym uda nieco szerzej.
- Alan… – idź po kółko.
- Ja? Ale…
- To twoje kółko. Moje zostało w samochodzie – Strach nerwowo przeczesał palcami płową czuprynę.
- To przynieś…
- Nie bójcie się, oddam wam to kółko – Dorota roześmiała się na widok skonfundowanych chłopców. Jej uda rozchyliły się odrobię mocniej, a sutki były już prawie granatowe. Teraz rozumiała dlaczego ciocia ma zawsze prezerwatywę w torebce.
Chłopcy ruszyli razem.
- Ja wezmę!
- Nie, ja! Ty masz palnik!
Stanęli niezdecydowani.
Dorota westchnęła, wstała i owinęła się ręcznikiem. Przez moment mieli nagą dziewczynę na wyciągnięcie ręki. Blisko, bardzo blisko. Oniemieli z wrażenia.
- Bawcie się dobrze. Nie będę wam przeszkadzać – ruszyła w stronę zejścia z dachu.
I to byłby dobry koniec opowieści, gdyby nie: „Ustawa z dnia… roku… Prawo budowlane, Rozdział szósty – Budynki indywidualne i małe budynki gospodarcze, paragraf 17 (usunięty) i 18, Instalacje odgromowe i ochrona przepięciowa, punkt 12.c. Instalacje odgromowe na dachach z pokryciem bitumicznym wykonuje się z drutu stalowego, ocynkowanego o grubości nie mniejszej niż 10 mm. Instalacje prowadzone są równolegle do połaci dachu w odległości 10 – 15 cm”.
Ta na dachu państwa XXXX też taka była. Dorota nie zauważyła rozciągniętego drutu, potknęła się i wpadła Alanowi wprost w ramiona. Złapał ją i uchronił przed niechybnym upadkiem. Ręcznika nie uchronił. Różowe frotte zahaczyło o „podporę instalacji odgromowej poziomej”, (bez wątpienia zgodą z punktem 14, podpunkt f, paragrafu 18), szarpnęło i spłynęło na czarną papę (termozgrzewalną, wierzchniego krycia z posypką, dostępną w dobrych sklepach i hurtowniach budowlanych). Miał w ramionach nagą dziewczynę. Tego było za dużo nawet dla siedemnastolatka, który w pornosach widział już wszystko. Alan zapomniał oddychać.
- Wszystko w porządku? – zatroszczyła się o oniemiałego chłopaka.
Pokiwał głową i przycisnął ją do siebie jeszcze mocniej.
- Ałała! – lekko go odepchnęła – co ty tu masz?
- To… klamra… jest, od spodenek… taka duża… bo narzędzia… .
- Zdejmuj to natychmiast – rozkazała.
- Ale!
- I ty też – oskarżycielsko wskazała palcem Stracha.
Posłuchali bez szemrania i teraz w trójkę stali obok siebie nadzy, zgrabni i piękni jak greckie posągi z alabastru białego jak pośladki Alana. Zdawało się, że wokół wszystko ucichło. Tylko szerszenie, co brzęczały gdzieś w pobliżu, weszły z podziwu o jeden ton wyżej i uciekły zawstydzone.
- I co teraz?
Autor też nie wiedział. Na szczęście Dorota wzięła sprawy w swoje ręce.
Zarzuciła chłopakowi ręce na ramiona – Chodź! – Pocałowała Alana w usta i posłała Strachowi powłóczyste spojrzenie.
Pociągnęła Alana za sobą. Poszli za komin. Czerwona frotte nie stawiała oporu. Dorota rozłożyła ręcznik i uklękła. Alan był tuż za nią. Dziewczyna pochyliła się, oparła na rękach i wypięła pupę.
- Ostrożnie! Jestem dziewicą.
Alana nie trzeba było zachęcać. Ukląkł między nogami dziewczyny. Nagiął sztywny penis w dół i oparł go o ciało Doroty.
- Nie tu! – zaprotestowała – tutaj – sięgnęła między uda i skierowała Alana we właściwe miejsce.
Pchnął, wszedł łatwo, jęknęła chociaż nie bolało. Nie był tu pierwszy. Pchnął raz jeszcze. Był głębiej, tak do połowy. Strach stał tuż za nimi. Wpatrywał się w pośladki Alana. Przełknął ślinę. Nie mógł oderwać wzroku od kolegi.
- Na co czekasz? – pogoniła go Dorota.
Strach się wahał. Nie widział co bardziej go kusi, wilgotna szparka dziewczyny czy wypięty tyłek Alana.
- Mocniej – jęknęła.
Alan uniósł się nieco i pchnął. Podniósł biodra jeszcze raz, spiął pośladki i opadł na pupę dziewczyny. Strach już nie czekał. Ukląkł za Alanem. Zsunął napletek i złapał biodra chłopaka. Wycelował i wszedł między pośladki kolegi. Wszedł mocno, bez litości. Alan krzyknął zaskoczony. Uderzenie bioder Stracha wbiło go głębiej w ciało dziewczyny. Strach rżnął chłopaka bez opamiętania. Każde uderzenie bioder wpychało męskość Alana w Dorotę. Trzy ciała tańczyły w jednym rytmie. Szerszenie bzyczały bardzo blisko, ale to nic, kto by się przejmował w takiej chwili. Jądra Alana raz po raz uderzały w szparkę Doroty. Klejnoty Stracha były tuż za nimi. Kołysały się razem, gwałtownie i zapamiętale, aż do końca. Spazm orgazmu Stracha ogarnął też chłopaka pod nim. Obaj szczytowali prawie jednocześnie. Opróżnili jądra w paru silnych skurczach, potem opadli na dziewczynę i odpoczywali. Szerszenie znów brzęczały nad nimi, ale na szczęście szybko znalazły sobie miejsce gdzieś w oddali.
Brzęk tłuczonej szyby obudził obu chłopców. Strach uniósł się i wyciągnął penis z Alana. Ten usiadł koło Doroty i zaraz położył się między nogami dziewczyny. Stercząca męskość jeszcze mu nie zwiędła. Powoli wracał do siebie.
- Słyszeliście? – Dorota rozejrzała się wokół – Co to było?
- Pewnie ktoś zbił szybę w szklarni. Zdarza się – Alan nawet nie otworzył oczu.
- Sprawdzę – Strach ostrożnie podszedł do krawędzi dachu – ktoś jest w szklarni.
- Dobrze, że z dołu nie widać – Dorota owinęła się w ręcznik – Czas na mnie! Pa.
Schodki na dół były strome i niewygodne. Przełożyła nogi przez obudowę klapy na dach i oparła pupę na najwyższym stopniu.
- Pomogę – usłyszała z dołu głos swojego chłopaka. Poczuła jak Wojtek obejmuje jej uda i pomaga stopom znaleźć kolejne stopnie. Po chwili była już na podłodze. Stali naprzeciwko siebie.
- Miałeś być po dwudziestej.
- Złapałem Pendolino – pocałował ją w usta – co robiłaś na dachu?
- Chciałam się opalać, ale przyszli… tam są dekarze… jacyś dwaj.
- No, mam nadzieję, że nie widzieli tego co ja – sięgnął dłonią pod ręcznik.
- Zabieraj łapy! – odsunęła jego dłoń – Która godzina? Nie zdążymy na kolację. Chodź, pokażę ci pokój.
- Pomogę ci zdezynfekować – zaoferował.
- Co zdezynfekować? – nie rozumiała.
- Kolana.
Spojrzała na nogi. Z podrapanych kolan sączyły się czerwone kropelki – ojej!
Schodki na dach zatrząsały się pod ciężkimi buciorami dekarzy. Pierwszy zszedł Alan. Strach zaraz za nim.
- Cześć!
- Cześć! Skończyliście?
- Nie, musimy iść po wodę utlenioną – Alan pokazał na kolana.
- No, tak. Trzeba zdezynfekować – Wojtek pokiwał głową ze znawstwem
- Wszystko przez podsypkę.
- Jaką podsypkę?
- Na papę – dodał Strach – takie kamyczki, bardzo pomagają.
Strach miał rację podsypka kwarcowa świetnie nadaje się na nowe i renowane bitumiczne pokrycia dachowe. Jest dostępna w czterech kolorach w dobrych sklepach i hurtowniach budowlanych.
- Acha…
Kolacja Małgosi była znakomita jak zwykle. Ale to łatwe jak ma się szklarnię pełną warzyw przy samym domu.
- Ogrodnik nie przyjdzie?
- Zgłupiał na starość do reszty – Małgosia machnęła drewnianą łyżką – komu twarożek z rzodkiewką?
- Drona sobie kupił – odstawiła miseczkę – posypcie też szczypiorkiem. Wprost z grządki.
- I uparł się, żeby go wypróbować razem z kamerą … Zapomniałam o miodzie! – wstała do kredensu – Latał, latał, filmik nagrywał, aż wybił szybę u XX-ińskich. To teraz naprawia! Po kit do Castoramy pojechał. Spróbujcie jajka. Są na twardo.
Ps. W poniedziałek majster zadzwonił do inspektora, że “gotowe do odbioru”. Inspektor podpisał bez wchodzenia na dach, “bo przecież już wszystko widział”.
Jak Ci się podobało?