Ewa i Daniel (IIB)
22 marca 2025
Ewa i Daniel
7 min
Poniższy tekst znajduje się w poczekalni!
Po chwili wytchnienia na łóżku schodzę z Anią na dół. Salon wibruje – muzyka dudni mi w kościach, neony malują czerwone smugi na skórze ludzi wokół, a powietrze jest gęste od perfum i czegoś jeszcze, czegoś, co sprawia, że moje ciało drży, zanim umysł zdąży to ogarnąć. Daniel czeka przy stole, w dłoni trzyma kieliszek wina, ale jego oczy błyszczą, jakby już coś planował. Kuba i Ania wymieniają uśmiechy, a ja czuję, że coś się szykuje. W tłumie pojawia się Marek – starszy facet z siwymi pasmami w czarnych włosach, spojrzenie ma ostre jak stal, wbija się we mnie i nie puszcza. Siada blisko, jego obecność wypełnia przestrzeń, a moje serce podskakuje do gardła. To już nie zabawa, to coś większego, coś, co mnie przyciąga i odpycha jednocześnie.
Marek pochyla się ku mnie, jego głos jest głęboki, miękki, ale tnie jak nóż – co cię tu sprowadza, mała? Odpowiadam cicho, nieśmiało – chcę przekraczać swoje granice – jakby słowa mogły mnie zdradzić. Uśmiecha się, jego dłoń zawisa tuż nad moim ramieniem, nie dotyka, ale czuję to ciepło. Ania przerywa ciszę, jej głos lekki, figlarny – zagramy w grę? Każdy mówi, czego chce, a reszta spełnia, co ty na to, Ewa? Kuba kiwa głową, Daniel patrzy na mnie, jego spojrzenie to cicha zgoda, której nie muszę prosić. Marek unosi brew, jego ton spokojny, ale nieznoszący sprzeciwu – chcę zobaczyć, jak się wijesz z rozkoszy – i wskazuje na mnie palcem. Zamieram, oddech więźnie mi w płucach. Ania śmieje się lekko – to możemy załatwić – i podchodzi bliżej. Zanim zdążę pomyśleć, Marek wstaje i prowadzi mnie na środek pokoju – zamknij oczy – rozkazuje, jego głos jak noc, głęboki, otulający – nie myśl, tylko czuj. Posłusznie zamykam oczy, nogi drżą mi jak liście, ale ten żar w brzuchu wraca, rozlewa się po żyłach. Pierwsze dłonie – Daniela, Ani, Kuby, a potem Marka – muskają moją skórę. To nie jeden dotyk, to fala, która mnie porywa i topi w sobie.
Przenosimy się na okrągłą kanapę w rogu, gdzie półmrok miesza się z westchnieniami innych. Ląduję na plecach, moje ciało jak struna, napięta do granic, gotowa pęknąć. Marek kieruje wszystkim, jego głos spokojny, ale władczy – Ania, usiądź jej na twarzy. Posłusznie wspina się nade mną, jej uda zaciskają się po bokach mojej głowy, ciepłe, gładkie, a jej cipka, wilgotna i pachnąca, opada na moje usta. Marek dodaje – powoli, niech to czuje – a Ania uśmiecha się do mnie z góry – lubisz to, co? – szepcze, kołysząc biodrami w leniwym rytmie. Jej smak rozlewa się po moim języku, a ja wydaję cichy jęk, nie mogąc odpowiedzieć. Kuba pochyla się nade mną od tyłu, jego dłonie szorstkie i pewne chwytają moje biodra, unoszą je lekko – gotowa na mnie? – pyta, głos niski, zadziorny. Nie czekając na odpowiedź, wsuwa się we mnie powoli, drażniąco, jego gruby trzon rozciąga mnie centymetr po centymetrze. Czuję, jak moje mięśnie zaciskają się wokół niego, próbując go zatrzymać, jego oddech staje się urywany, palce wbijają się w moje ciało, każde pchnięcie jak muśnięcie obiecujące więcej. Marek klęka z boku, jego dłonie suną po moich piersiach, ściskają je mocno, kciuki drażnią sutki, aż stają się twarde i wrażliwe – weź go do ust – mówi cicho, rozpinając rozporek. Jego fiut ciężki, pulsujący, żyły na nim nabrzmiałe jak węże. Moje wargi otwierają się, obejmują go, czuję jego słony smak, jak wypełnia mi usta, jak główka ociera się o podniebienie – głębiej – mruczy, a jego biodra lekko się kołyszą, kontrolując każdy ruch. Ssę go powoli, moje dłonie drżą na jego udach, on wsuwa się głębiej, aż czuję go w gardle. Świat wokół znika, jest tylko ten moment, ten żar, i Daniel, który patrzy na mnie z boku, jego oczy błyszczą jak latarnie w ciemności.
Daniel nie wytrzymuje długo. Widok mojego ciała, wijącego się pod nimi, rozpalonego, bezbronnego, popycha go do działania. Odpycha Kubę, jego dłonie chwytają mnie za biodra, paznokcie wbijają się w skórę – jesteś moja – warczy, wchodząc we mnie z siłą, która odbiera mi oddech. Jego fiut, znajomy, ale teraz dziki, wypełnia mnie jednym mocnym pchnięciem, rozciąga mnie, moje mięśnie pulsują wokół niego, zaciskając się z każdą chwilą. Porusza się szybko, brutalnie, jego biodra uderzają o moje z głuchym plaśnięciem, jądra ocierają się o moje uda, gorące i napięte – chcesz więcej? – pyta, głos chrapliwy, pełen emocji – tak, cholera, rżnij mnie! – krzyczę, a on przyspiesza, jego dłonie ściskają mnie mocniej, jakby chciał mnie zatrzymać na zawsze. Marek nie odpuszcza, jego dłonie wciąż ściskają moje piersi, palce skręcają sutki, pochyla się niżej – podoba ci się, co? – szepcze, usta znajdują moją szyję, zęby lekko gryzą skórę. Ania drażni mnie językiem, jej wargi ssą moją łechtaczkę, szybkie, mokre ruchy sprawiają, że moje biodra unoszą się same, szukając jej dotyku – dajesz radę, suko? – rzuca, podnosząc głowę na moment, usta błyszczą od mojej wilgoci. Kuba odsuwa się na bok, jego dłoń zaciska się na własnym fiucie – patrzcie na nią – mruczy, poruszając się w szybkim rytmie, oddech przyspiesza.
Marek wstaje, spojrzenie wbija się we mnie, potem w Daniela – moja kolej – mówi spokojnie, odpychając go bez słowa, ale zatrzymuje się na moment – wy dwaj, stańcie po bokach, walcie sobie – rozkazuje, wskazując Daniela i Kubę. Daniel patrzy na mnie, oczy błyszczą, kiwa głową – pokaż mu, co potrafisz – rzuca, głos drży od napięcia, staje z lewej, ręka wędruje do fiuta, zaczyna się dotykać. Kuba ustawia się po prawej, jego dłoń już w ruchu, oddech urywany. Marek chwyta mnie za kostki, rozchyla nogi szeroko, uda drżą pod jego uściskiem – chcesz tego, prawda? – pyta, a ja kiwam głową, niezdolna do odpowiedzi. Wsuwa się we mnie jednym płynnym ruchem – jego fiut grubszy niż Kuby, dłuższy, rozciąga mnie do granic, czuję, jak każdy centymetr wypełnia mnie, główka ociera się o moje wnętrze, głęboko, niemal boleśnie. Porusza się wolno na początku, biodra kołyszą się w kontrolowanym rytmie, dłonie ściskają moje kostki, unoszą je wyżej, moje plecy wyginają się w łuk – czujesz mnie? – szepcze, a ja jęczę w odpowiedzi, dłonie zaciskają się na materiale, paznokcie drapią tkaninę. Przyspiesza, pchnięcia stają się mocne, głębokie, każde uderzenie wstrząsa ciałem, łóżko trzeszczy pod nami, moja cipka zaciska się wokół niego, pulsuje, próbując go zatrzymać. Marek pochyla się nade mną, tors napina się, mięśnie grają pod skórą – dojdę w tobie – warczy, ostatnie pchnięcie jest tak mocne, że czuję, jak eksploduje we mnie, gorąco rozlewa się w moim wnętrzu, fiut pulsuje, wypełniając mnie po brzegi. Wycofuje się, sperma ścieka po udach, ciepła, lepka. Daniel i Kuba przyspieszają, ich dłonie pracują szybko, oddechy urywane – teraz my – sapie Daniel, a chwilę później tryska na moje piersi, ciepło spływa między nie, miesza się z potem. Kuba kończy zaraz po nim, strumienie lądują na brzuchu, gorące, mokre. Ania schodzi z mojej twarzy, klęka między nogami – zobaczmy, co tu mamy – mruczy z uśmieszkiem, jej język przebiega po udach, zlizuje spermę Marka, ciepła, wilgotna ścieżka przesuwa się wyżej, po brzuchu, piersiach, zlizując Daniela i Kubę, usta miękkie, ale zachłanne, a ja drżę pod jej dotykiem, oddech mi się rwie.
Wszystko przyspiesza w jednym, dzikim chaosie. Ania dociska język mocniej, ruchy szybkie, wibrujące – dojdź dla mnie – szepcze, a ja czuję, jak fala narasta, ciało się napina, aż w końcu dochodzę – ostro, z trzęsącymi się nogami, krzyk wyrywa mi się z gardła jak dziki zew, biodra unoszą się, drgają, nie mogę ich zatrzymać. Pokój wypełniają oddechy, szmery, wokół nas krąg gapiów patrzy w milczeniu, oczy błyszczą w półmroku.
Leżę na kanapie, otulona kocem, który Daniel zarzuca mi na ramiona. Ania i Kuba odchodzą, mieszają się z tłumem, Marek rzuca mi ostatnie spojrzenie – krótkie, ale pełne uznania – zanim znika w cieniu. Daniel siada obok, dłoń gładzi moje włosy, usta muskają czoło – za dużo? Chcesz wracać? – pyta cicho, głos ciepły, troskliwy. Milczę, bo nie wiem, co powiedzieć, za dużo? Może, ale chcę więcej? Tak, cholera, chcę – nie, jeszcze nie – szepczę w końcu, wtulając się w niego mocniej – jesteś niesamowita – mówi, całując mnie w skroń. W jego ramionach czuję się bezpieczna, ale ten płomień wciąż tli się w trzewiach. Wiem, że to nasza wspólna droga, że bez niego to nie miałoby sensu. Oddech powoli się uspokaja, w głowie kołacze się myśl – to nie koniec, to początek czegoś, co nas spala i scala jednocześnie.
Wracamy do samochodu w milczeniu, dłonie splecione, jakbyśmy bali się puścić. Dom wita nas ciszą, padamy na łóżko, zbyt zmęczeni, by rozmawiać. Przed snem odwracam się do niego, głos cichy, niemal kruchy – to już wszystko? – pytam, a on uśmiecha się w ciemności, palce muskają mój policzek – nie, kochanie, to dopiero początek, pójdziemy w to razem, krok po kroku – odpowiada, ton pewny, ciepły. Zamykam oczy, czując jego ciepło obok. Wiem, że wrócimy – do klubu, do willi, do tego ognia, który nas pożera i łączy. Zasypiam z uśmiechem, w snach płomień wciąż tańczy, prowadzony jego dłonią.
Jak Ci się podobało?