Ciszej, bo usłyszą!
9 marca 2025
5 min
Poniższy tekst znajduje się w poczekalni!
Dzwonek nad drzwiami zabrzęczał cicho, gdy weszłam zza lady, poprawiając dopasowaną marynarkę służbową. Światło padało na idealnie wyprasowane garnitury wiszące w równych rządkach. Zwykły dzień w pracy.
Aż do momentu, w którym wszedł ON. Nie wiem, czy najpierw zobaczyłam jego sylwetkę, czy poczułam, jak powietrze nagle zgęstniało.
Nie był jak reszta klientów – ci zazwyczaj nerwowo rozglądali się po sklepie, szukając pierwszego lepszego sprzedawcy… ON szukał mnie.
Nie mrugał. Patrzył prosto na mnie, jakby nic poza mną w tym pomieszczeniu nie istniało.
Był pewny siebie, opanowany, całkowicie świadomy własnego ciała.
Wiedziałam, że ten dzień nie skończy się dobrze.
Nie dlatego, że zrobił coś konkretnego. Nie dlatego, że powiedział coś, co mogłoby być uznane za dwuznaczne. Patrzył na mnie.
I to było wystarczające, bym zapomniała, jak mam oddychać. Był dokładnie taki, jak zapamiętałam. Wyprostowana sylwetka. Ruchy, które mówiły więcej niż jakiekolwiek słowa – swobodne, ale nieostentacyjne. Nie było w nim pośpiechu. On miał czas i miał pewność, że to, po co tu przyszedł, dostanie – niezależnie od tego, ile zajmie mu osiągnięcie celu.
Mnie.
Przełknęłam ślinę i podeszłam, starając się udawać profesjonalizm, który już dawno się we mnie roztrzaskał. Poznałam go wczoraj, wiem jak się nazywa, ale profesjonalizm trzeba zachować.
– Dzień dobry. W czym mogę pomóc?
Uśmiechnął się. Nie w sposób, który zapowiadał flirt. W sposób, który oznaczał, że wiedział, jak wyglądałam dzisiaj rano, kiedy myślałam o tym, że go zobaczę.
– Potrzebuję garnituru – powiedział spokojnie, a ja czułam, jak każde jego słowo osiada na mojej skórze.
Gdy prowadziłam go między stojakami, szukałam sposobu, by się od niego odciąć.
Nie patrzeć na niego. Nie czuć jego zapachu, który był zbyt znajomy, zbyt intensywny, zbyt… mój. Ale nie dało się. Czułam go przy sobie.
Nie dotykał mnie, ale wiedziałam, że gdybym tylko się cofnęła o kilka centymetrów, jego ciało byłoby pierwszą rzeczą, na którą natrafię.
Zatrzymałam się i odwróciłam.
Za blisko.
Zbyt szybko…
Serce zaczęło mi walić. Nie mogłam patrzeć na jego twarz, więc przeniosłam spojrzenie na jego dłonie. Były otwarte, swobodne, jakby wiedział, że nie musi ich używać, żeby mnie do siebie przyciągnąć.
Już byłam tam, gdzie chciał.
– Ten model będzie idealny – powiedziałam, podając mu marynarkę. – Możemy dopasować długość spodni, jeśli…
Nie dokończyłam.
Nie dlatego, że nie wiedziałam, co chciałam powiedzieć. Tylko dlatego, że jego palce przypadkowo musnęły moje dłonie.
Nie powinnam czuć tej iskry. Nie powinnam czuć, jak całe moje ciało napina się w odpowiedzi.
Ale on to zauważył.
Oczywiście, że zauważył.
Patrzył na mnie, a ja wiedziałam, że nie zrobił tego przez przypadek.
Nie mówił nic.
Nie musiał.
Nie spieszył się.
Nie odsunął się.
Tylko czekał.
Czekał, żebym zrobiła pierwszy krok w jego stronę. A ja wiedziałam, że w końcu to zrobię. Wiedziałam, że jeśli wejdzie ze mną do przymierzalni…
Już się nie powstrzymam. Jakby czytał mi w myślach. Patrzył mi głęboko w oczy.
Wyciągnął rękę…
Nie powinnam…
Nie powinnam pozwalać, żeby jego ręka zacisnęła się na moim nadgarstku, prowadząc mnie w głąb sklepu, omijając spojrzenia ludzi, którzy byli zupełnie nieświadomi tego, co się zaraz wydarzy. Nie powinnam czuć tego gorąca na skórze, czuć, jak moje uda drżą przy każdym kroku, jak pulsowanie między nimi staje się nieznośne.
Ale byłam tu. I nie mogłam przestać myśleć o tym, co się za chwilę stanie.
Adam nie był mężczyzną, który prosił o pozwolenie.
On brał.
A ja – choć powinnam zaprotestować, powiedzieć „nie” – chciałam zostać wzięta.
Pchnął mnie do pierwszej lepszej przebieralni. Weszłam, czując, jak serce wali mi w piersi, jakby już wiedziało, że nie będzie odwrotu.
Zasłonka była cienka, nie dawała prawie żadnej ochrony.
Każdy mógł wejść.
Każdy mógł usłyszeć.
Nie powinnam była tego robić.
Ale kiedy jego dłoń wsunęła się pod mój płaszcz, kiedy przesunął palcami po moim udzie, cała logika przestała mieć znaczenie.
Nie było świata.
Był tylko on.
– Wiesz, co jest najgorsze? – szepnął mi do ucha z lekkim drżeniem w głosie – Że próbujesz udawać, jakbyś nie była kurewsko mokra.
Jego palce przesunęły się wyżej, zaczepiając o koronkę mojej bielizny.
Zadrżałam.
Ktokolwiek mógł podejść.
Ktokolwiek mógł nas przyłapać.
Ale on nie zwalniał. Był blisko, za blisko.
Jego drugą dłoń zacisnął na moim gardle, lekko, ale wystarczająco, żebym poczuła się mała. Bezbronna.
Jego.
– Powiedz mi, że nie chcesz.
Zacisnęłam usta.
Nie mogłam.
Nie potrafiłam kłamać, kiedy jego palce wsunęły się pod cienki materiał moich majtek i przesunęły się dokładnie tam, gdzie potrzebowałam ich najbardziej.
Oddychałam szybciej. Za głośno.
– Ania. – W jego głosie była groźba.
Czułam, że się uśmiecha.
– Nie mogę… – wyszeptałam, ale to było kłamstwo.
Mogłam.
I on o tym wiedział.
Był we mnie, zanim zdążyłam się zorientować.
Mocno. Głęboko. Bez ostrzeżenia.
Moje palce zacisnęły się na ścianie przebieralni, starając się znaleźć jakąkolwiek stabilność.
Ale on nie pozwalał mi jej mieć.
To on rządził tempem.
To on rządził mną.
– Zamknij się. – Jego szept przy moim uchu był szorstki. – Chyba że chcesz, żeby wszyscy usłyszeli, że jest Ci dobrze Ciszej, Bo Usłyszą.
Moje ciało zdradzało mnie na każdym poziomie.
Byłam wilgotna, ciasna, pragnęłam więcej.
Próbowałam zapanować nad dźwiękami, które chciały się ze mnie wyrwać, ale on to wyczuł.
I wcale nie miał zamiaru mi pomóc. Jego dłonie mocniej wbiły się w moje biodra.
Nie mogłam się ruszyć. Byłam przytrzymana, zamknięta w jego uścisku, zupełnie poddana.
I to właśnie było najgorsze.
To właśnie było najlepsze.
Próbowałam być cicho. Naprawdę próbowałam.
Ale kiedy jego ruchy stały się mocniejsze, kiedy poczułam ten znajomy dreszcz przechodzący przez całe moje ciało, wiedziałam, że jestem zgubiona.
Przylgnęłam do ściany, wstrzymując oddech, gryząc wargę, ale to było za dużo.
– Już? – jego szept był pełen satysfakcji. – Tak szybko?
Był okrutny. I uwielbiałam to.
Moje ciało zaczęło drżeć pod jego dotykiem, czułam, jak wszystko się we mnie zaciska, jak tracę kontrolę, jak on mnie tam trzyma, nie pozwalając mi oderwać się od rzeczywistości.
A potem przyszło to.
Eksplozja. Zatracenie.
Nie mogłam oddychać. Nie mogłam się ruszyć.
Byłam cała jego.
I wtedy, kiedy moje ciało jeszcze drżało pod nim, kiedy moja twarz wciąż była ukryta w zagłębieniu jego szyi, usłyszałam szelest materiału…
Przebieralnia obok.
Ktoś był blisko…
Kurwa.
Miałam się odsunąć, naprawić swój wygląd, udawać, że nic się nie stało.
Ale wtedy Adam przyciągnął mnie z powrotem, szepcząc mi do ucha trzy słowa, od których moje ciało zadrżało jeszcze raz.
– To jeszcze nie koniec.
Jak Ci się podobało?