A ja uważam, że ten tekst, mimo niedoskonałości wytkniętych przez przedmówców, "ma w sobie coś". Owszem, jest fantazją. Jak większość tekstów tutaj. Dość sztampową (seks w przymierzalni), ale za to oryginalnie napisaną. Podoba mi się narracja pierwszoosobowa skupiona na uczuciach, a nie czynnościach (nie ma np. technicznych opisów, jak to się odbywa, ale bardzo dużo opisów, co bohaterka odczuwa). Podoba mi się rytm krótkich, niemal urwanych zdań. Gdyby jednak cały tekst był z nich zbudowany, stałoby się to nurzące, więc są przeplatane dłuższymi frazami i opisami.
Relacja łącząca Anię i Adama jest faktycznie niewyjaśniona, ale bardzo ciekawa. "Zahipnotyzowanie" bohaterki przez faceta jest opisane bardzo obrazowo i stanowi o klimacie tego tekstu, aczkolwiek ma to jedną sporą wadę: przewidywalność. Niemal w pierwszym zdaniu domyśliłem się, że sprawa skończy się w przymierzalni i bohaterowie cały czas prosto zmierzają do tego. Nie można by jednak dodać jakiegoś małego zakręciku na tej drodze, wpleść czegoś nieprzewidywalnego?
Byłbym skłonny zaakceptować nietypowe formatowanie tekstu. Nie mam wątpliwości, że to celowy zabieg, ciekawy środek artystyczny. Problem w tym, że tak jak w niektórych miejscach jest to super, w innych wygląda na zwykłe niechlujstwo. Oto przykłady:
Patrzył na mnie, a ja wiedziałam, że nie zrobił tego przez przypadek.
Nie mówił nic.
Nie musiał.
Nie spieszył się.
Nie odsunął się.
Tylko czekał.
Brawo! To jest świetne.
Gdy prowadziłam go między stojakami, szukałam sposobu, by się od niego odciąć.
Nie patrzeć na niego. Nie czuć jego zapachu, który był zbyt znajomy, zbyt intensywny, zbyt… mój. Ale nie dało się. Czułam go przy sobie.
Nie dotykał mnie, ale wiedziałam, że gdybym tylko się cofnęła o kilka centymetrów, jego ciało byłoby pierwszą rzeczą, na którą natrafię.
Tego nie kupuję. Zdecydowanie lepiej by się to czytało jako jeden akapit.
Była w dopasowanej marynarce, a potem on wsadza dłoń pod płaszcz. Scenariusze japońskich filmów "przyrodniczych" o tematyce sklepowej przebieralni mają bardziej rozbudowany scenariusz. Szybko, łatwo, bez problemowo czyli typowa fantazja. W kwestiach błędów wypowiedział się @Indragor. Nie przemawia do mnie.
Dzwonek nad drzwiami zabrzęczał cicho, gdy weszłam zza lady
Zza lady to się wychodzi, a nie wchodzi.
Chyba że chcesz, żeby wszyscy usłyszeli, że jest Ci dobrze Ciszej, Bo Usłyszą.
Po co duże litery?
Byłam wilgotna, ciasna, pragnęłam więcej.
Ta informacja w tym miejscu jest po prostu śmieszna.
Formatowanie tekstu też należałoby poprawić.
Taki sobie tekst bez początku i końca. Wszystko dzieje się zbyt szybko dla czytelnika i zbyt niezrozumiale. Bo czytamy: „Poznałam go wczoraj, wiem jak się nazywa…”. Tylko skąd, jak długo się znają, w jakich okolicznościach. Skwitowanie tego jednym zdaniem nie wystarcza, co czyni opowiadanie niewiarygodnym, a zachowania bohaterów wydają się sztuczne. W sumie pomysł dobry, ale zmarnowany przez nadmierną skrótowość.
To raczej jest fantazja erotyczna, a nie opowiadanie.
@Paweł będzie, jest w trakcie tworzenia. Myślę, że pod koniec przyszłego tygodnia jak czas pozwoli będę mógł ją tu wrzucić 🙂 Staram się też uwzględnić uwagi powyżej.
Zgadzam się z diabełwglowie. Za szybko to się posuwa. Jest to przeciwność "urzędniczki z Woli" gdzie akcja wlecze się straszliwie. To przeplatanie narratora jest dla mnie ciężkie w czytaniu.
Trochę za szybko się akcja rozwinęła. Chłop pomyślał, że jest marazm i cyk... lecimy ze zdradą kontrolowaną. Wydaje mi się też, że poszło za ostro. W sensie, nie do końca ogarniam, że szara myszka, dobra żona, a po chwili:
– Lubię jebać cię w tę dziurę – warknął. – Gadaj, jak ci dobrze!
– Rżnij mnie, kurwa! – wrzasnęła. – Rozpierdol mi cipsko!
Jeśli taka metamorfoza miałaby zajść, to dałbym jej trochę więcej czasu.
Ciekawy sposób wplatania myśli małżonka.
Trochę chaos, trochę na skróty, ale ma to potencjał. Ogólnie, wciąga.
Przeplatasz narratora pierwszoosobowego z przemyśleniami bohatera, a przecież to ta sama osoba. Wydaje mi się, że warto by rozdzielić, odseparować, co mówi narrator, a co myśli bohater, np.:
Siedziałem na kanapie w naszym salonie, wpatrując się w ekran telewizora, choć nie pamiętałem, co tam leciało. Ewa krzątała się w kuchni, szykując kolację dla dzieci, a ich śmiech rozbrzmiewał gdzieś w tle.
Boże, jak bardzo kocham to życie – dzieci, ją, nasz dom. Ale coś mi w nim brakowało.
Od miesięcy nasze noce były takie same: szybki seks, jeśli w ogóle, albo zmęczenie, które kładło nas spać w ciszy. Nie, żebym narzekał – Ewa wciąż była piękna, blondynka z tymi oczami, które kiedyś zapierały mi dech. Ale iskra zgasła, a ja czułem, że to wszystko zmierza w złym kierunku.
Pewnego wieczoru, po tym, jak dzieci poszły spać, siadłem przy stole z laptopem.
Może coś przeoczyłem, może są jakieś sposoby, by to ożywić.
Przeglądałem fora, artykuły, aż natknąłem się na coś, co mnie zatrzymało – cuckold. Facet, który pozwala żonie być z kimś innym, a sam to obserwuje.
Cholera, to chore. Ale… dlaczego mnie to kręci?
Zacząłem o tym myśleć, wyobrażać sobie Ewę z kimś innym, a mnie obok, patrząc, jak się uśmiecha, jak odzyskuje tę iskrę. To brzmiało jak szaleństwo, ale czułem, że to może nas uratować.
(…)
– Żebyś była z kimś… w mojej obecności. Żebym mógł patrzeć – powiedziałem, a głos mi się trząsł.
Boże, co ja robię? A jeśli się wkurzy?
Zamilkła, ale po chwili uśmiechnęła się nieśmiało.
(…)
– Myślisz, że przyjdzie? – zapytała cicho, a jej głos drżał jak u dzieciaka przed pierwszym dniem w szkole.
– Jasne, że tak. Pisał, że będzie punktualnie – odparłem, uśmiechając się, żeby ją uspokoić. – Nie stresuj się, kochanie. To tylko rozmowa.
Spokojnie, Daniel, nie daj jej się wycofać. Ona chce tego tak samo jak ty, tylko jeszcze o tym nie wie.
Kilka dni później, przytuleni w łóżku, rzuciłem to ostrożnie.
Coś w tym zdaniu skrzypi. Może: „Kilka dni później, gdy w łóżku leżeliśmy przytuleni, rzuciłem ostrożnie:”
I nie bój się dwukropku.
– Ewa, a co byś powiedziała, gdybyśmy… spróbowali czegoś nowego? – zapytałem, a moje serce waliło.
Po co „zapytałem”, skoro wspomniałeś już o tym w poprzednim zdaniu?
„– Ewa, a co byś powiedziała, gdybyśmy… spróbowali czegoś nowego? – Serce mi waliło”.
jeansy
Nie jest to błąd, ale istnieje spolszczenie, którego lepiej używać – dżinsy. Nie ma potrzeby używania obcojęzycznych słów, skoro są polskie.
Trzymając swojego fiuta w dłoni, powoli, centymetr po centymetrze, wsuwał się w nią, rozciągając jej cipkę.
Po co „jej”? Mógł rozciągać inną cipkę?
Ewa posłusznie wykonała polecenie
Dlaczego w takich okolicznościach używane jest tylko jedno słowo: „posłusznie”? A może chętnie, ochoczo, pokornie, bez sprzeciwu, bez szemrania, karnie, potulnie, pasywnie, pokorniutko, ulegle…
Trochę więcej wyobraźni!
Padłem na łóżko obok, dysząc, a ona wstała i poszła pod prysznic. Leżałem tam, gapiąc się w sufit, a w głowie mi huczało. Nigdy jej takiej nie widziałem, i cholera, chcę więcej.
Po tym wszystkim wróciliśmy z Danielem do domu, do dzieci, do naszej codziennej normalności, jakby ten hotelowy wieczór był tylko dziwnym snem, który zostawiliśmy za sobą.
Nagle zmienia się narrator. Z Daniela na Ewę. Tak z zaskoczenia. Można taki zabieg stosować, ale trzeba to jakoś zasygnalizować*, by czytelnika nie spotkał „zimny prysznic”, by nie musiał odrywać się od toku fabuły z myślą „zaraz, zaraz, o co tu chodzi? Kto teraz to mówi?”.
a ty patrzyłeś?”
Cudzysłów nie kończy zdania, tylko kropka.
Coraz to wszystko jest/było „zajebiste”. Nie ma innych słow, tylko te brzydkie?
Lubisz zaczynać zdania od „ale”. Radzę tego unikać, bo zdanie brzmi, jakby było urwane.
Prawda. Żona zbyt szybko się zgodziła, bez sprzeciwu, bez refleksji. Kobieta zwykle potrzebuje pretekstu, aby się zgodzić.
*Jest w edytorze Pokątnych poziomy pomarańczowy separator. Mógłby być dobry w tej sytuacji.
- - - - -
Sposób narracji przeplatany z przemyśleniami bohaterów, choć ciekawy, jest dosyć trudny do prowadzenia i raczej dla bardziej doświadczonych autorów. Tobie wyszło to średnio, ale i tak na tle oklepanego, jak tyłek pani z domu publicznego, tematu zdrady kontrolowanej, dodaje atrakcyjności, blasku opowieści. Ogólnie mówiąc, opowiadanie wychodzi na plus.
Widzę, że pojawiła się kursywa i doceniam szybką reakcję. Co nie znaczy, że popieram taki sposób dodawania myśli / monologów wewnętrznych bohaterów / jak zwał, tak zwał, bo w pewnym momencie robi się to cokolwiek męczące. No ale tak zdecydowałeś, autorze, i w sumie nic mi do tego.
Nad komentowaniem fabuły skupiać się raczej nie będę, bo nie jest ani specjalnie gorsza, ani lepsza niż niepoliczalna ilość jej podobnych (jeśli już mam się czepiać, to seksy zaczynają się nieco zbyt szybko jak na coś, co ma być pierwszą częścią cyklu), natomiast o warsztacie i owszem. A konkretnie formatowaniu, bo o ile jestem w stanie wytłumaczyć fragmenty napisane kursywą, to czemu mają służyć gwiazdki, tego już nie wiem. Jeśli to też ma być zamienione na kursywę, proszę o możliwie szybką edycję, a jeśli usunięte, to tym bardziej.
No tak. Refleksje, jakie nasunęły mi się po przeczytaniu pierwszego fragmentu tej części.
Ciągniesz historię bardziej jak powieść niż opowiadanie. Nie mówię, że szczegółowe opisy otoczenia i zachowań postaci to coś złego, ale wymagają dużej zręczności, inaczej mówiąc, umiejętności i doświadczenia pisarskiego. Długie komentarze wewnątrz dialogów utrudniają czytanie i mogą powodować znużenie czytelnika. Dlatego lepiej, tam, gdzie to możliwe, opisy wyrzucać poza dialog.
Trochę uwag:
Mniejsze liczby pisze się słownie (trzypokojowym, a nie 3-pokojowym).
Nie używa się skrótów (centymetrów, a nie cm).
Natalia i Patryk mieszkali w 3-pokojowym mieszkaniu na Mokotowie – przestronnym
Na początku o tym wspominałeś. Powtarzanie informacji nie musi być korzystne i w tym przypadku raczej nie jest.
Nie mieli dzieci ani zwierząt, ale od roku starali się o potomka – proces trwał, czasem budził frustrację, ale częściej radość,
Zgadzam się, że nadużywasz myślników. Aż się prosi, by np. w tym zdaniu postawić kropkę.
– Nie zapomnę, Natalko – odparł z uśmiechem, a jego głos był pełen ciepła.
– Przyzwyczajenie, Amelio – odparła ciepło, a jej głos był spokojny.
– Cześć, Daniel – odparła miło, a jej ton był spokojny
– Cześć, drogie panie – rzucił melodyjnie, a jego głos był ciepły, pełen uroku i lekkiej zadziorności.
Używasz nietypowej (raczej) frazeologii, mam na myśli „a jego…”, „a jej…”. Zwykle byśmy powiedzieli (odnośnie 4. cytatu):
„– Cześć, drogie panie – rzucił melodyjnym, ciepłym głosem, pełnym uroku i lekkiej zadziorności”.
Jeśli to celowy zabieg, to którego masz oczywiście prawo, to zwróć uwagę, że w połączeniu ze szczegółowością opisów, może utrudnić czytanie. Tekst czyta się trochę jak toczenie kamienia pod górkę. A częste używanie tej frazeologii (a właśnie dzieje się to często), może nawet irytować i odciągać od przekazywanej treści, co w połączeniu z jej szczegółowością… Ale to już wiesz 😉
Wszystkie takie równolatki? Nie brzmi to zbyt wiarygodnie. Może lepiej byłoby na przykład: „Basia, około 40-letnia”?
“Cholera, jak można tak spaprać wniosek…”
Błędny cudzysłów. I jeśli wprowadzasz cytat za pomocą znaków „ ” , to nie używasz kursywy. I na odwrót. Druk pochyły lepiej zostawić na „specjalne okazje”. Powtarzasz ten błąd w kilku miejscach.
– O nie, znowu ten Kowalski… – mruknęła pod nosem, rzucając długopis na blat z lekkim westchnieniem. “Cholera, jak można tak spaprać wniosek…”, pomyślała, ale uśmiechnęła się do siebie, by nie psuć poranka – ciepły wiatr za oknem i śpiew ptaków na Woli dodawały jej energii.
Błędny zapis dialogu (powtarza się w kilku miejscach co najmniej). Rozbijając go na części: dialog (d) i komentarz do dialogu (k) napisałeś w ten sposób:
(d) O nie, znowu ten Kowalski…
(k) mruknęła pod nosem, rzucając długopis na blat z lekkim westchnieniem. „Cholera, jak można tak spaprać wniosek…”, pomyślała, ale uśmiechnęła się do siebie, by nie psuć poranka
(d) ciepły wiatr za oknem i śpiew ptaków na Woli dodawały jej energii.
Bez sensu, prawda?
Ogólnie masz tendencję do komplikowania dialogów. I jeśli to dialog dwóch osób nie trzeba wciąż podkreślać, kto to mówi. Taki tylko przykład ad hoc:
– Jadę do biura dzisiaj, skarbie – odparł, a jego broda zadrżała, gdy się uśmiechnął szeroko. – Mam meeting na Śródmieściu, wrócę późno… ugotuj coś pysznego, dobrze? Może to twoje risotto z krewetkami? Dawno nie jadłem, a ty robisz je tak, że palce lizać. Co powiesz?
– Jasne, kochanie – rzuciła Natalia, chwytając torebkę i całując go w policzek – jej usta musnęły jego brodę, a zapach jej perfum zmieszał się z aromatem risotto. – Risotto z krewetkami… będzie czekało na ciebie. Ciao, mój drogi! Do wieczora!
– Jadę do biura dzisiaj, skarbie. – Jego broda zadrżała, gdy uśmiechnął się szeroko. – Mam meeting na Śródmieściu, wrócę późno… ugotuj coś pysznego, dobrze? Może to twoje risotto z krewetkami? Dawno nie jadłem, a ty robisz je tak, że palce lizać. Co powiesz?
– Jasne, kochanie. Risotto z krewetkami będzie czekało na ciebie. Ciao, mój drogi! Do wieczora! – odpowiedziała, chwytając torebkę i całując go w policzek. Jej usta musnęły jego brodę, a zapach jej perfum zmieszał się z aromatem risotto.
a jej rude loki błysnęły, gdy kręciła głową.
Czy raczej pokręciła głową?
Podsumowując. Opowieść wciągająca, bez dwóch zdań, choć braki warsztatowe zmuszają czytelnika do nadmiernego wysiłku, aby objąć cały kontekst opowieści.
Pisz dalej, a z biegiem czasu nabierzesz doświadczenia, bo co widać – talent masz.
chwilowo się wyłączam, bo przyszedł kolega, z którym musimy zaplanować kilka morderstw
Przepraszam, że się wtrącę, ale uprzejmie nalegam o powstrzymanie się na przyszłość od podobnych tekstów. Nawet jeśli prywatnie bawi mnie czarno zabarwiony humor, to nikt z nas tu obecnych nie chce nowej dramy w momencie, w którym bałaganu po starej nie udało się jeszcze posprzątać. Mam nadzieję, że nie będą konieczne kolejne upomnienia. Zwłaszcza że tym razem nie będę się prosić (prosićtosięmożeświniahehehe 😛 ), tylko po prostu zacznę usuwać komentarze i wysyłać ostrzeżenia.
Czy jest lepiej niż w pierwszej części? Tak. Czy wciąż jest pole do poprawek? Także. Co nie zmienia faktu, że widzę progres zarówno pod względem warsztatowym, jak i fabularnym. Błędy już tak bardzo nie kłują w oczy (chociaż ilość myślników udających kropki wciąż bywa irytująca), a historia, mimo że wciąż dość przegadana, nie przypomina już tak bardzo scenariusza telenoweli. Być może za jakiś czas, kiedy pojawi się reszta opowieści i bardziej doświadczony już autor siądzie i przeredaguje całość, wyjdzie z tego naprawdę przyzwoity cykl. Wciąż bez fajerwerków, ale i solidne średniaki nie są przecież niczym złym.
Na koniec mała porada: nie spiesz się, @eduardo. Lepiej opublikować tekst dzień, tydzień czy nawet miesiąc później, ale porządnie, niż wrzucić na szybko byle co i potem robić cichaczem poprawki do poprawek. Nie jesteśmy na Wattpadzie czy tym bardziej grupie facebookowej, by ktokolwiek miał kogokolwiek poganiać.
Dwie może trzy literówki się wdarły. I te pończochy - najpierw cieliste, potem zmieniają się na czarne, gubisz się fetyszysto w szczegółach. Coś się rozwija, ale rusza to tak wolno jak parowóz. Ogólnie dobre, kontynuuj.
Pończochy szeleszczą i szeleszczą....żeby ugotować risotto aby było gotowe jak "tramwaje już jeżdżą" to trzeba zacząć o 4 nad ranem. Nie czepiam się akapitów i innej galanterii ale ciągnie się to wszystko jak spaghetti bez krewetek. Nic tu ani interesującego ani erotycznego. Jeśli pisał to licealista to przepraszam.
Mam flashbacki gorsze niż z Wietnamu. Stare, oprawione w poplamiony materiał wydanie z pożółkłymi stronami, pachnące równie wiekowym kurzem. Po ci mi to było... 😛
Dopiero w tej chwili internet przetransmitował mi z opóźnieniem ostatnie Twoje wpisy. No to - a jakże - skomentuję.
1. Brązowy kolor oczu jest z innej piaskownicy niż Urząd Skarbowy z warszawskiej Woli. Lubisz sobie popływać po szuwarach głównego szlaku żeglownego, prawda? 🙂
2. Ta grupa, wspomniana mimochodem i subtelnie przez @Marc (ta z niedżwiedziami w sztruksach) nie trzyma żadnych wodzy. Rzekłbym, że Podkowiński to namalował, antycypując, w sensie, o co chodzi tej grupie.
I dlatego się cieszę, że do niej nie należę, To zupełnie nie moje stado.
A.... znowu wracając do opowiadania... żeby było na temat....
granatowa spódnica podkreślała każdy krok, a ona uśmiechnęła się w duchu, wiedząc, że go przyciąga.
Skojarzenie, a jakże, znowu mam. Ze słynnym cytatem z Tomaszewskiego o "świeżym kroku Szewińskiej".
Były i inne, ale nie zacytuję tego o "cudownym dziecku dwóch pedałów". Bo nie zamierzam się potem tłumaczyć, że chodziło o Ryszarda Szurkowskiego, a nie o jakieś Monachium. I interpretować kabaretowe sformułowania o "mowie lub wręcz MILCZENIU, ewentualnie o KROPKACH nienawiści" 😉
i wybacz, ale chwilowo się wyłączam, bo przyszedł kolega, z którym musimy zaplanować kilka morderstw 😀
@MrHyde, możemy rozwijać skojarzenia dalej. Otóż w podstawówce miałem kolegę o podwójnym nazwisku: Kunicki-Goldfinger. Potem jego rodzina wyemigrowała z Polski i wcale nie w 1968 roku 🙂
Wracając do literatury.... A gdyby tak stosować synonimy? Na przykład "interes" = "geszeft"? Pomyśl o tym 😉
„Daniel… zauważyłam w bufecie, że ci się podobało… coś ci urosło w spodniach, co? 😉 Podejrzewam, że masz niezły interes… może jutro kawa, zobaczymy”.
Ja, MrHydzie, mam również zdecydowanie inne skojarzenia niż gangsterskie. Ja się na Mokotowie urodziłem.
Natomiast o jaką "grupę", której "nie wiązałbyś" Ci chodzi, to nie rozumiem nijak. I co ma do tego ulica Połczyńska i Górczewska, których to nazw w ogóle nie wymieniłem - tym bardziej nie łapię.
Znam natomiast metodę mydła. Znaczy takiego rozmydlenia tematu głównego, żeby publika zgłupiała i zapomniała o meritum.
Finger forever 😉 Nawet gdy jest to Goldfinger (znany z serii o Jamesie Bondzie) 😀
MrHydzie, na hermetyZmie (źźź) można się nie znać. Na zasadzie bociana, a nawet jaskółki, wiosny nie czyniącej, które nie studiowały na politechnicznym "Wydziale Budowy Maszyn i Lotnictwa", a fruwać potrafią.
Wracając do "oczu brązowych" i fingerprintów... Szacun dla ekipy, która te odciski zostawia. I nie jest to "moja" ekipa/gang" "obcinaczy palców". Zwolennicy teorii spiskowych mogą, co prawda - wiedząc, że ten gang był z "Mokotowa", powiązać fragment powyższego opowiadania ze stołeczną lokalizacją, lecz niech Bóg oraz @Marc będą mi świadkami, że mam z tym zero wspólnego.
Wróciła na Mokotów o 18:00 – Patryk siedział w salonie, oglądając TV i popijając herbatę.
– Cześć, skarbie – rzucił, uśmiechając się, gdy weszła i rzuciła torebkę na kanapę.
– Kaśka znów truła dupę z butami?
A poczucie humoru u MrHyde doceniałem, doceniam i doceniać będę.
MrHydzie... Obawiam się, że nie zrozumiałeś hermetycznego żarciku.
A propos, nie tylko @Marc korzysta z "fingerprintów". Tyle że za pomocą nieco innych środków 🙂
Też CHYBA, choć może nie w tej chwii, dam, wzorem @MrHyde "dychę", ale nie za klimat, ino za motyw "brązowych oczu". Motyw, który jest wskazówką dla dociekliwych czytelników ostatnio dodanych opowiadań. Kto bystry, ten załapie o co kaman 😉
Swoją drogą MrHyde to jest mistrz w kreatywnym dopasowywaniu się do okoliczności przyrody. I za to go cenię 🙂 @Agnyza, bądź czujna 🙂
@eduardo - ja nie wnikam, jakie kto ma preferencje 😉 Po prostu tego jest za dużo dla czytelnika. Ultracienkie to, ultracienkie tamto, risotto to, risotto tamto. Oczywiście każdy ma swój styl tworzenia tak dialogów, jak i opisów, czego krytykować nie będę, ale tutaj wygląda to trochę jak "mam pomysł na półtoragodzinny film, ale zrobię z tego serial na co najmniej cztery godziny".
Myślniki zdecydowanie proponuję przejrzeć, podobnie jak dialogi, w których wtrącenie goni wtrącenie. Najlepiej jest pozostać przy jednym, maksymalnie dwóch, no i najlepiej zrezygnować z dopisków, że bohaterka mówi jedno, a myśli drugie, a przynajmniej w akapicie dialogowym. Niech najpierw powie, a potem pomyśli, ewentualnie odwrotnie.
Tak w ogóle, to jeśli przymierzasz się do serii, poczytaj dłuższe teksty innych autorów, tych bardziej doświadczonych. Sposób, w jaki konstruują fabułę, tworzą opisy, prowadzą bohaterów, zapisują rozmowy. A jak masz możliwość, znajdź sensownego beta-readera / redaktora / korektora, który wytłumaczy Ci to na przykładzie własnego tekstu, bo tak jest najlepiej.
@Agnessa_Novvak Popracuję nad tym w drugiej części
- brakuje sceny erotycznej, ale myślę nadrobię od cześci II
- postaram się popracować nad akapitami i czytelnością
- co do powtórzeń "ultracienkie" - przed publikacją usunąłem już niektóre te powtorzenia, ale rzeczywiście wciąż za dużo 🙂, ale zdecydowanie to jest/będzie"fetysz" tych opowiadań. Postaram się czasami pominać ten element garderoby.. 🙂
Serwis zawiera treści o charakterze erotycznym, przeznaczone wyłącznie dla osób pełnoletnich. Decydując
się na wejście na strony serwisu Pokatne.pl potwierdzasz, że jesteś osobą pełnoletnią.
Pliki cookies i polityka prywatności
Zgodnie z rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r (RODO).
Potrzebujemy Twojej zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych przechowywanych w plikach cookies.
Zgadzam się na przechowywanie na urządzeniu, z którego korzystam tzw. plików cookies oraz na przetwarzanie moich
danych osobowych pozostawianych w czasie korzystania przeze mnie ze stron internetowej lub serwisów oraz innych
parametrów zapisywanych w plikach cookies w celach marketingowych i w celach analitycznych.
Więcej informacji na ten temat znajdziesz w regulaminie serwisu.
MikeEcho · 11 marca 2025 · "Ciszej, bo usłyszą!"
A ja uważam, że ten tekst, mimo niedoskonałości wytkniętych przez przedmówców, "ma w sobie coś". Owszem, jest fantazją. Jak większość tekstów tutaj. Dość sztampową (seks w przymierzalni), ale za to oryginalnie napisaną. Podoba mi się narracja pierwszoosobowa skupiona na uczuciach, a nie czynnościach (nie ma np. technicznych opisów, jak to się odbywa, ale bardzo dużo opisów, co bohaterka odczuwa). Podoba mi się rytm krótkich, niemal urwanych zdań. Gdyby jednak cały tekst był z nich zbudowany, stałoby się to nurzące, więc są przeplatane dłuższymi frazami i opisami.
Relacja łącząca Anię i Adama jest faktycznie niewyjaśniona, ale bardzo ciekawa. "Zahipnotyzowanie" bohaterki przez faceta jest opisane bardzo obrazowo i stanowi o klimacie tego tekstu, aczkolwiek ma to jedną sporą wadę: przewidywalność. Niemal w pierwszym zdaniu domyśliłem się, że sprawa skończy się w przymierzalni i bohaterowie cały czas prosto zmierzają do tego. Nie można by jednak dodać jakiegoś małego zakręciku na tej drodze, wpleść czegoś nieprzewidywalnego?
Byłbym skłonny zaakceptować nietypowe formatowanie tekstu. Nie mam wątpliwości, że to celowy zabieg, ciekawy środek artystyczny. Problem w tym, że tak jak w niektórych miejscach jest to super, w innych wygląda na zwykłe niechlujstwo. Oto przykłady:
Brawo! To jest świetne.
Tego nie kupuję. Zdecydowanie lepiej by się to czytało jako jeden akapit.
Podsumowując: intrygujące. Świeże. Do poprawek! 🙂
jamer106 · 9 marca 2025 · "Ciszej, bo usłyszą!"
Była w dopasowanej marynarce, a potem on wsadza dłoń pod płaszcz. Scenariusze japońskich filmów "przyrodniczych" o tematyce sklepowej przebieralni mają bardziej rozbudowany scenariusz. Szybko, łatwo, bez problemowo czyli typowa fantazja. W kwestiach błędów wypowiedział się @Indragor. Nie przemawia do mnie.
Indragor · 9 marca 2025 · "Ciszej, bo usłyszą!" ·
Zza lady to się wychodzi, a nie wchodzi.
Po co duże litery?
Ta informacja w tym miejscu jest po prostu śmieszna.
Formatowanie tekstu też należałoby poprawić.
Taki sobie tekst bez początku i końca. Wszystko dzieje się zbyt szybko dla czytelnika i zbyt niezrozumiale. Bo czytamy: „Poznałam go wczoraj, wiem jak się nazywa…”. Tylko skąd, jak długo się znają, w jakich okolicznościach. Skwitowanie tego jednym zdaniem nie wystarcza, co czyni opowiadanie niewiarygodnym, a zachowania bohaterów wydają się sztuczne. W sumie pomysł dobry, ale zmarnowany przez nadmierną skrótowość.
To raczej jest fantazja erotyczna, a nie opowiadanie.
Valkiria · 7 marca 2025 · "Ewa i Daniel (I)"
@Pawel w sumie to zmotywowałeś mnie do tego, żeby przyśpieszyć 🙂 tekst jest gotowy i czeka na zgodę na publikację, więc być może będzie jeszcze dziś.
Pawel · 7 marca 2025 · "Ewa i Daniel (I)"
To czekamy : )
Valkiria · 7 marca 2025 · "Ewa i Daniel (I)"
@Paweł będzie, jest w trakcie tworzenia. Myślę, że pod koniec przyszłego tygodnia jak czas pozwoli będę mógł ją tu wrzucić 🙂 Staram się też uwzględnić uwagi powyżej.
Paweł · 6 marca 2025 · "Ewa i Daniel (I)"
Będzie część 2?
jamer106 · 4 marca 2025 · "Ewa i Daniel (I)"
Zgadzam się z diabełwglowie. Za szybko to się posuwa. Jest to przeciwność "urzędniczki z Woli" gdzie akcja wlecze się straszliwie. To przeplatanie narratora jest dla mnie ciężkie w czytaniu.
Diabełwgłowie · 4 marca 2025 · "Ewa i Daniel (I)"
Trochę za szybko się akcja rozwinęła. Chłop pomyślał, że jest marazm i cyk... lecimy ze zdradą kontrolowaną. Wydaje mi się też, że poszło za ostro. W sensie, nie do końca ogarniam, że szara myszka, dobra żona, a po chwili:
Jeśli taka metamorfoza miałaby zajść, to dałbym jej trochę więcej czasu.
Ciekawy sposób wplatania myśli małżonka.
Trochę chaos, trochę na skróty, ale ma to potencjał. Ogólnie, wciąga.
Indragor · 3 marca 2025 · "Ewa i Daniel (I)"
Coś w tym zdaniu skrzypi. Może: „Kilka dni później, gdy w łóżku leżeliśmy przytuleni, rzuciłem ostrożnie:”
I nie bój się dwukropku.
Po co „zapytałem”, skoro wspomniałeś już o tym w poprzednim zdaniu?
„– Ewa, a co byś powiedziała, gdybyśmy… spróbowali czegoś nowego? – Serce mi waliło”.
Nie jest to błąd, ale istnieje spolszczenie, którego lepiej używać – dżinsy. Nie ma potrzeby używania obcojęzycznych słów, skoro są polskie.
Po co „jej”? Mógł rozciągać inną cipkę?
Dlaczego w takich okolicznościach używane jest tylko jedno słowo: „posłusznie”? A może chętnie, ochoczo, pokornie, bez sprzeciwu, bez szemrania, karnie, potulnie, pasywnie, pokorniutko, ulegle…
Trochę więcej wyobraźni!
Nagle zmienia się narrator. Z Daniela na Ewę. Tak z zaskoczenia. Można taki zabieg stosować, ale trzeba to jakoś zasygnalizować*, by czytelnika nie spotkał „zimny prysznic”, by nie musiał odrywać się od toku fabuły z myślą „zaraz, zaraz, o co tu chodzi? Kto teraz to mówi?”.
Cudzysłów nie kończy zdania, tylko kropka.
Coraz to wszystko jest/było „zajebiste”. Nie ma innych słow, tylko te brzydkie?
Lubisz zaczynać zdania od „ale”. Radzę tego unikać, bo zdanie brzmi, jakby było urwane.
Prawda. Żona zbyt szybko się zgodziła, bez sprzeciwu, bez refleksji. Kobieta zwykle potrzebuje pretekstu, aby się zgodzić.
*Jest w edytorze Pokątnych poziomy pomarańczowy separator. Mógłby być dobry w tej sytuacji.
- - - - -
Sposób narracji przeplatany z przemyśleniami bohaterów, choć ciekawy, jest dosyć trudny do prowadzenia i raczej dla bardziej doświadczonych autorów. Tobie wyszło to średnio, ale i tak na tle oklepanego, jak tyłek pani z domu publicznego, tematu zdrady kontrolowanej, dodaje atrakcyjności, blasku opowieści. Ogólnie mówiąc, opowiadanie wychodzi na plus.
Agnessa Novvak · 3 marca 2025 · "Ewa i Daniel (I)" ·
Widzę, że pojawiła się kursywa i doceniam szybką reakcję. Co nie znaczy, że popieram taki sposób dodawania myśli / monologów wewnętrznych bohaterów / jak zwał, tak zwał, bo w pewnym momencie robi się to cokolwiek męczące. No ale tak zdecydowałeś, autorze, i w sumie nic mi do tego.
Tak czy inaczej czekam na ciąg dalszy.
Valkiria · 3 marca 2025 · "Ewa i Daniel (I)"
@Agnessa_Novvak Dziękuje za zwrócenie uwagi 🙂
Agnessa Novvak · 3 marca 2025 · "Ewa i Daniel (I)" ·
Witam serdecznie nowego autora na Pokątnych! 🙂
Nad komentowaniem fabuły skupiać się raczej nie będę, bo nie jest ani specjalnie gorsza, ani lepsza niż niepoliczalna ilość jej podobnych (jeśli już mam się czepiać, to seksy zaczynają się nieco zbyt szybko jak na coś, co ma być pierwszą częścią cyklu), natomiast o warsztacie i owszem. A konkretnie formatowaniu, bo o ile jestem w stanie wytłumaczyć fragmenty napisane kursywą, to czemu mają służyć gwiazdki, tego już nie wiem. Jeśli to też ma być zamienione na kursywę, proszę o możliwie szybką edycję, a jeśli usunięte, to tym bardziej.
Indragor · 28 lutego 2025 · "Urzędniczka z Woli (I) – Początek i subtelne napięcie"
No tak. Refleksje, jakie nasunęły mi się po przeczytaniu pierwszego fragmentu tej części.
Ciągniesz historię bardziej jak powieść niż opowiadanie. Nie mówię, że szczegółowe opisy otoczenia i zachowań postaci to coś złego, ale wymagają dużej zręczności, inaczej mówiąc, umiejętności i doświadczenia pisarskiego. Długie komentarze wewnątrz dialogów utrudniają czytanie i mogą powodować znużenie czytelnika. Dlatego lepiej, tam, gdzie to możliwe, opisy wyrzucać poza dialog.
Trochę uwag:
Mniejsze liczby pisze się słownie (trzypokojowym, a nie 3-pokojowym).
Nie używa się skrótów (centymetrów, a nie cm).
Na początku o tym wspominałeś. Powtarzanie informacji nie musi być korzystne i w tym przypadku raczej nie jest.
Zgadzam się, że nadużywasz myślników. Aż się prosi, by np. w tym zdaniu postawić kropkę.
Używasz nietypowej (raczej) frazeologii, mam na myśli „a jego…”, „a jej…”. Zwykle byśmy powiedzieli (odnośnie 4. cytatu):
„– Cześć, drogie panie – rzucił melodyjnym, ciepłym głosem, pełnym uroku i lekkiej zadziorności”.
Jeśli to celowy zabieg, to którego masz oczywiście prawo, to zwróć uwagę, że w połączeniu ze szczegółowością opisów, może utrudnić czytanie. Tekst czyta się trochę jak toczenie kamienia pod górkę. A częste używanie tej frazeologii (a właśnie dzieje się to często), może nawet irytować i odciągać od przekazywanej treści, co w połączeniu z jej szczegółowością… Ale to już wiesz 😉
Wszystkie takie równolatki? Nie brzmi to zbyt wiarygodnie. Może lepiej byłoby na przykład: „Basia, około 40-letnia”?
Błędny cudzysłów. I jeśli wprowadzasz cytat za pomocą znaków „ ” , to nie używasz kursywy. I na odwrót. Druk pochyły lepiej zostawić na „specjalne okazje”. Powtarzasz ten błąd w kilku miejscach.
Błędny zapis dialogu (powtarza się w kilku miejscach co najmniej). Rozbijając go na części: dialog (d) i komentarz do dialogu (k) napisałeś w ten sposób:
(d) O nie, znowu ten Kowalski…
(k) mruknęła pod nosem, rzucając długopis na blat z lekkim westchnieniem. „Cholera, jak można tak spaprać wniosek…”, pomyślała, ale uśmiechnęła się do siebie, by nie psuć poranka
(d) ciepły wiatr za oknem i śpiew ptaków na Woli dodawały jej energii.
Bez sensu, prawda?
Ogólnie masz tendencję do komplikowania dialogów. I jeśli to dialog dwóch osób nie trzeba wciąż podkreślać, kto to mówi. Taki tylko przykład ad hoc:
– Jadę do biura dzisiaj, skarbie. – Jego broda zadrżała, gdy uśmiechnął się szeroko. – Mam meeting na Śródmieściu, wrócę późno… ugotuj coś pysznego, dobrze? Może to twoje risotto z krewetkami? Dawno nie jadłem, a ty robisz je tak, że palce lizać. Co powiesz?
– Jasne, kochanie. Risotto z krewetkami będzie czekało na ciebie. Ciao, mój drogi! Do wieczora! – odpowiedziała, chwytając torebkę i całując go w policzek. Jej usta musnęły jego brodę, a zapach jej perfum zmieszał się z aromatem risotto.
Czy raczej pokręciła głową?
Podsumowując. Opowieść wciągająca, bez dwóch zdań, choć braki warsztatowe zmuszają czytelnika do nadmiernego wysiłku, aby objąć cały kontekst opowieści.
Pisz dalej, a z biegiem czasu nabierzesz doświadczenia, bo co widać – talent masz.
Agnessa Novvak · 28 lutego 2025 · "Urzędniczka z Woli (I) – Początek i subtelne napięcie"
@SENSEIH
Przepraszam, że się wtrącę, ale uprzejmie nalegam o powstrzymanie się na przyszłość od podobnych tekstów. Nawet jeśli prywatnie bawi mnie czarno zabarwiony humor, to nikt z nas tu obecnych nie chce nowej dramy w momencie, w którym bałaganu po starej nie udało się jeszcze posprzątać. Mam nadzieję, że nie będą konieczne kolejne upomnienia. Zwłaszcza że tym razem nie będę się prosić (prosićtosięmożeświniahehehe 😛 ), tylko po prostu zacznę usuwać komentarze i wysyłać ostrzeżenia.
Agnessa Novvak · 28 lutego 2025 · "Urzędniczka z Woli (II) - Wyrzuty sumienia"
Czy jest lepiej niż w pierwszej części? Tak. Czy wciąż jest pole do poprawek? Także. Co nie zmienia faktu, że widzę progres zarówno pod względem warsztatowym, jak i fabularnym. Błędy już tak bardzo nie kłują w oczy (chociaż ilość myślników udających kropki wciąż bywa irytująca), a historia, mimo że wciąż dość przegadana, nie przypomina już tak bardzo scenariusza telenoweli. Być może za jakiś czas, kiedy pojawi się reszta opowieści i bardziej doświadczony już autor siądzie i przeredaguje całość, wyjdzie z tego naprawdę przyzwoity cykl. Wciąż bez fajerwerków, ale i solidne średniaki nie są przecież niczym złym.
Na koniec mała porada: nie spiesz się, @eduardo. Lepiej opublikować tekst dzień, tydzień czy nawet miesiąc później, ale porządnie, niż wrzucić na szybko byle co i potem robić cichaczem poprawki do poprawek. Nie jesteśmy na Wattpadzie czy tym bardziej grupie facebookowej, by ktokolwiek miał kogokolwiek poganiać.
eduardo · 27 lutego 2025 · "Urzędniczka z Woli (II) - Wyrzuty sumienia"
@jamer106 tak to bywa z fetyszami - poprawione 🙂. III część przyśpieszy, ale to za parę dni pewnie. Może ten parowóz się rozpędzi niczym "DR 18 201"
jamer106 · 27 lutego 2025 · "Urzędniczka z Woli (II) - Wyrzuty sumienia"
Dwie może trzy literówki się wdarły. I te pończochy - najpierw cieliste, potem zmieniają się na czarne, gubisz się fetyszysto w szczegółach. Coś się rozwija, ale rusza to tak wolno jak parowóz. Ogólnie dobre, kontynuuj.
Bourbon64 · 27 lutego 2025 · "Urzędniczka z Woli (I) – Początek i subtelne napięcie"
Pończochy szeleszczą i szeleszczą....żeby ugotować risotto aby było gotowe jak "tramwaje już jeżdżą" to trzeba zacząć o 4 nad ranem. Nie czepiam się akapitów i innej galanterii ale ciągnie się to wszystko jak spaghetti bez krewetek. Nic tu ani interesującego ani erotycznego. Jeśli pisał to licealista to przepraszam.
Alex · 27 lutego 2025 · "W lesie"
No i kiedy dalsza część orgii 😈😈😈?
Elto · 27 lutego 2025 · "Harcerska pomoc (II)"
Kiedy następna część?
Agnessa Novvak · 26 lutego 2025 · "Urzędniczka z Woli (I) – Początek i subtelne napięcie"
Mam flashbacki gorsze niż z Wietnamu. Stare, oprawione w poplamiony materiał wydanie z pożółkłymi stronami, pachnące równie wiekowym kurzem. Po ci mi to było... 😛
SENSEIH · 26 lutego 2025 · "Urzędniczka z Woli (I) – Początek i subtelne napięcie" ·
Dopiero w tej chwili internet przetransmitował mi z opóźnieniem ostatnie Twoje wpisy. No to - a jakże - skomentuję.
1. Brązowy kolor oczu jest z innej piaskownicy niż Urząd Skarbowy z warszawskiej Woli. Lubisz sobie popływać po szuwarach głównego szlaku żeglownego, prawda? 🙂
2. Ta grupa, wspomniana mimochodem i subtelnie przez @Marc (ta z niedżwiedziami w sztruksach) nie trzyma żadnych wodzy. Rzekłbym, że Podkowiński to namalował, antycypując, w sensie, o co chodzi tej grupie.
I dlatego się cieszę, że do niej nie należę, To zupełnie nie moje stado.
A.... znowu wracając do opowiadania... żeby było na temat....
Skojarzenie, a jakże, znowu mam. Ze słynnym cytatem z Tomaszewskiego o "świeżym kroku Szewińskiej".
Były i inne, ale nie zacytuję tego o "cudownym dziecku dwóch pedałów". Bo nie zamierzam się potem tłumaczyć, że chodziło o Ryszarda Szurkowskiego, a nie o jakieś Monachium. I interpretować kabaretowe sformułowania o "mowie lub wręcz MILCZENIU, ewentualnie o KROPKACH nienawiści" 😉
i wybacz, ale chwilowo się wyłączam, bo przyszedł kolega, z którym musimy zaplanować kilka morderstw 😀
SENSEIH · 26 lutego 2025 · "Urzędniczka z Woli (I) – Początek i subtelne napięcie"
@MrHyde, możemy rozwijać skojarzenia dalej. Otóż w podstawówce miałem kolegę o podwójnym nazwisku: Kunicki-Goldfinger. Potem jego rodzina wyemigrowała z Polski i wcale nie w 1968 roku 🙂
Wracając do literatury.... A gdyby tak stosować synonimy? Na przykład "interes" = "geszeft"? Pomyśl o tym 😉
SENSEIH · 26 lutego 2025 · "Urzędniczka z Woli (I) – Początek i subtelne napięcie" ·
Ja, MrHydzie, mam również zdecydowanie inne skojarzenia niż gangsterskie. Ja się na Mokotowie urodziłem.
Natomiast o jaką "grupę", której "nie wiązałbyś" Ci chodzi, to nie rozumiem nijak. I co ma do tego ulica Połczyńska i Górczewska, których to nazw w ogóle nie wymieniłem - tym bardziej nie łapię.
Znam natomiast metodę mydła. Znaczy takiego rozmydlenia tematu głównego, żeby publika zgłupiała i zapomniała o meritum.
Finger forever 😉 Nawet gdy jest to Goldfinger (znany z serii o Jamesie Bondzie) 😀
SENSEIH · 26 lutego 2025 · "Urzędniczka z Woli (I) – Początek i subtelne napięcie"
MrHydzie, na hermetyZmie (źźź) można się nie znać. Na zasadzie bociana, a nawet jaskółki, wiosny nie czyniącej, które nie studiowały na politechnicznym "Wydziale Budowy Maszyn i Lotnictwa", a fruwać potrafią.
Wracając do "oczu brązowych" i fingerprintów... Szacun dla ekipy, która te odciski zostawia. I nie jest to "moja" ekipa/gang" "obcinaczy palców". Zwolennicy teorii spiskowych mogą, co prawda - wiedząc, że ten gang był z "Mokotowa", powiązać fragment powyższego opowiadania ze stołeczną lokalizacją, lecz niech Bóg oraz @Marc będą mi świadkami, że mam z tym zero wspólnego.
A poczucie humoru u MrHyde doceniałem, doceniam i doceniać będę.
SENSEIH · 26 lutego 2025 · "Urzędniczka z Woli (I) – Początek i subtelne napięcie"
MrHydzie... Obawiam się, że nie zrozumiałeś hermetycznego żarciku.
A propos, nie tylko @Marc korzysta z "fingerprintów". Tyle że za pomocą nieco innych środków 🙂
SENSEIH · 26 lutego 2025 · "Urzędniczka z Woli (I) – Początek i subtelne napięcie"
Też CHYBA, choć może nie w tej chwii, dam, wzorem @MrHyde "dychę", ale nie za klimat, ino za motyw "brązowych oczu". Motyw, który jest wskazówką dla dociekliwych czytelników ostatnio dodanych opowiadań. Kto bystry, ten załapie o co kaman 😉
Swoją drogą MrHyde to jest mistrz w kreatywnym dopasowywaniu się do okoliczności przyrody. I za to go cenię 🙂
@Agnyza, bądź czujna 🙂
Agnessa Novvak · 26 lutego 2025 · "Urzędniczka z Woli (I) – Początek i subtelne napięcie"
@eduardo - ja nie wnikam, jakie kto ma preferencje 😉 Po prostu tego jest za dużo dla czytelnika. Ultracienkie to, ultracienkie tamto, risotto to, risotto tamto. Oczywiście każdy ma swój styl tworzenia tak dialogów, jak i opisów, czego krytykować nie będę, ale tutaj wygląda to trochę jak "mam pomysł na półtoragodzinny film, ale zrobię z tego serial na co najmniej cztery godziny".
Myślniki zdecydowanie proponuję przejrzeć, podobnie jak dialogi, w których wtrącenie goni wtrącenie. Najlepiej jest pozostać przy jednym, maksymalnie dwóch, no i najlepiej zrezygnować z dopisków, że bohaterka mówi jedno, a myśli drugie, a przynajmniej w akapicie dialogowym. Niech najpierw powie, a potem pomyśli, ewentualnie odwrotnie.
Tak w ogóle, to jeśli przymierzasz się do serii, poczytaj dłuższe teksty innych autorów, tych bardziej doświadczonych. Sposób, w jaki konstruują fabułę, tworzą opisy, prowadzą bohaterów, zapisują rozmowy. A jak masz możliwość, znajdź sensownego beta-readera / redaktora / korektora, który wytłumaczy Ci to na przykładzie własnego tekstu, bo tak jest najlepiej.
eduardo · 26 lutego 2025 · "Urzędniczka z Woli (I) – Początek i subtelne napięcie"
@Agnessa_Novvak Popracuję nad tym w drugiej części
- brakuje sceny erotycznej, ale myślę nadrobię od cześci II
- postaram się popracować nad akapitami i czytelnością
- co do powtórzeń "ultracienkie" - przed publikacją usunąłem już niektóre te powtorzenia, ale rzeczywiście wciąż za dużo 🙂, ale zdecydowanie to jest/będzie"fetysz" tych opowiadań. Postaram się czasami pominać ten element garderoby.. 🙂
Kim była Alicja?
Ogrodnik (V)
Żona w hotelu
Wsadź sobie sam!
Zakazane lekcje (III)
Moja żona, jaką lubię
Ogrodnik (IV)
Niebo, piekło i z powrotem (V)
Uczciwa dziewczyna
Marlena - początek