Rozdział II
Czuła, że jest w wysokiej formie, zresztą dokonania boiskowe potwierdzały to dobitnie. Dziesiątki udanych interwencji w obronie, kilkanaście rajdów po lewym skrzydle, kilka dośrodkowań. Byłaby nawet asysta i to może niejedna, gdyby ta lesba w ataku potrafiła przymierzyć celnie.
Więc co miała oznaczać ta zmiana dwadzieścia minut przed końcem meczu, przy bezbramkowym remisie? Schodziła skonsternowana, patrząc w oczy trenerki. Ale nim otworzyła usta, trenerka wyjaśniła wszystko.
- Masz gościa. W szatni. Nie może czekać.
Zaintrygowana udała się w kierunku klubowego budynku. Kto? Manager kobiecego teamu Manchester United? Tajny wysłannik Gariego Kasparowa? Redaktor „Playboya” składający po raz setny ofertę? Antoni Macierewicz z rozkazem natychmiastowego wyruszenia do Nigerii i zlikwidowania Boko Haram?
- Ach – wyrwało się jej, gdy już znalazła się w szatni i ujrzała starszego, niewysokiego, niezbyt szczupłego i nad wyraz rozweselonego osobnika. – Pan prezes!
- Czołem Wielkiej Polsce! – przywitał ją nad wyraz poważnie, by potem znów się zaśmiać. Od razu zwróciła uwagę na amplitudę nastrojów polskiego władcy.
- Czołem! Co pan prezes taki… Raz roześmiany, raz prawie zapłakany?
- No widzisz, to się dzieje od wczoraj i nie mogą nad tym zapanować. Musisz mi pomóc, bo przecież ty… - nie dokończył wybuchając homerycznym śmiechem.
- Ja w życiu nie robię dwóch rzeczy – dokończyła. – Nie uprawiam seksu i nie uśmiecham się. Czy to oznacza, że pan prezes znalazł coś, co i mnie zmusiłoby do roześmiania się? Przy całym szacunku do pana prezesa, to absolutnie niemożliwe.
- Wiem, wiem, dlatego ja tylko po poradę od ciebie… Bo widzisz, wczoraj zaczęło się…- znów zaczął się śmiać.
- Coś mi się przypomina… To z tego tableta, tak?
Sięgnęła pamięcią wstecz. Niezbyt głęboko, bo o dwadzieścia cztery godziny. Racja, przecież wczoraj cały internet pokazywał zdjęcia prezesa pękającego ze śmiechu podczas sejmowego posiedzenia. Ba, te obrazki znalazły się nawet we wszystkich telewizjach.
- Tak z tableta. Podsunęli mi, zdrajcy… Wiesz, do czego się posunęli? – zagrzmiał prezes wykorzystując moment kilkusekundowej powagi.
- Słucham…
- To był jakiś portal erotyczny. Przeprowadzę śledztwo, który to… Ale jak dojdę so siebie. W każdym razie, to był ten portal a konkretnie czat. I na tym czacie siedział taki osobnik.
- Jaki?
- Miał nick Wielki Kochaś.
- Rzeczywiście zabawne. Ale to chyba nie powód?
- Nie, nie… Otóż, on… Był tam sam i pisał na tym czacie.
- Jak to? – nie zrozumiała. – Pisał sam do siebie?
- Dokładnie, tak. Wypisywał jakieś elaboraty rozmawiając sam ze sobą – kolejny atak śmiechu przerwał wywód prezesa.
- To już dużo śmieszniejsze, ale w końcu mamy w tym kraju niedorozwiniętych osobników. Ten przypadek to chyba nic wybitnie poważnego?
- Ale to nie wszystko – poważnym tonem raptownie przerwał posmutniały nagle prezes. – On tam pisał coś o jakimś swoim opowiadaniu, pisanym od wielu lat! Marnym opowiadaniu, którego nie może ukończyć przez taki szmat czasu i co lepsze, na które nikt nie czeka! – gwałtowny wybuch śmiechu znów wstrząsnął prezesem.
- Przestaję się dziwić – skinęła głową wysoka blondynka. – Ale na miłość boską, przecież ten śmieszny człowieczek nie mógł aż tak wpłynąć na pana prezesa…
- Bo to nie koniec! – wręcz zaryczał prezes, krztusząc się śmiechem. – Tam na czata wchodzi od czasu do czasu jedna dama i wtedy ten Wielki Kochaś zgrywa wielkiego kochasia i…
- No co? Zarywa do tej damy? No to chyba byłoby w końcu coś normalnego w jego zachowaniu, czyż nie? – zapytała zdezorientowana.
- Ale ona jest lesbijką!!! Hahahahaha…!!! – nie wytrzymał prezes i pierdolnął o podłogę, tarzając się ze śmiechu.
- Prezesie, to… To… nie wyp…
Blondynka próbowała uspokoić starszego pana, po czym nagle znieruchomiała, czując jak jej ciało buntuje się wobec niej samej i dostarcza przeżyć, z jakimi do tej pory nie miała w życiu do czynienia. Kąciki ust, powoli, ale bezpardonowo zaczęły się wyginać a jej wargi rozchylać. Nim kompletnie zszokowana piłkarka uświadomiła sobie co się dzieje, z jej ust wydobył się niesamowity dźwięk. Nie wierzyła własnym uszom, ale to działo się naprawdę. Śmiała się. Ona, która przez osiemnaście lat swojego życia nie znała tego uczucia, teraz miała go pod dostatkiem. Drżała, czując rozkosz ogarniającą jej niezwykle seksowne podobno ciało. Rozkosz nieznaną, tak zaskakującą, tak przyjemną, tak zniewalającą.
Otwierała usta, intensywnie wydając z siebie głośne i długie dźwięki. Rozkoszowała się nimi, tak jak grube osobniki o amerykańskich nickach rozkoszują się kolejnym, pożeranym przez siebie hamburgerem. Nie mogła nad nimi zapanować, tak jak zresztą i nad reakcjami swojego, wyginającego się ciała. To było ponad jej siły. Pierwszy raz przeżywała coś tak niewyobrażalnego. Niezwykle rozemocjonowana wiedziała już, że będzie to największa pasja w jej całym życiu.
- O Boże…! O matko…! O Jezu…! – wykrzykiwała z siebie, gdy stan jej ducha pozwolił w końcu na to, by choć w jakimś stopniu doszła do siebie. – Tak…! Tak…!
Wiedziała, że przeżyła właśnie coś niewiarygodnego. I to z kim… Z władcą Polski, z nim. To było takie magiczne, mistyczne, zniewalające, rozkoszne…
Leżała na posadzce, głęboko oddychając. Za nic nie chciała wrócić do realnego świata. Za nic.