
MiBu
Autorzy
O sobie:
Grupę tworzą Mizo Gin i Buña.
Mizo Gin: smutno-wesoły, choć przede wszystkim kąśliwy krytyk cywilizacji (oczywiście w wydaniu pulpowym). Miłośnik długich, całonocnych dysput przy czerwonym winie i winylach (niewolnik warszawkowych póz, ofiara własnego, rzekomo przenikliwego krytykanctwa) oraz ustawicznego rozstrajania rytmu doby. Filmoznawca z dyplomem. Grafik z zawodu. Za dnia czuwa nad brandingiem popularnych polskich marek mięsnych oraz farmaceutycznych, a wieczorami tworzy złośliwe rysunki, lub opowiadania, nie zawsze erotyczne. Popieprzony, irytujący typ. Zwykle najbardziej wnerwia go on sam, zwłaszcza o porankach, gdy znowu musi zmagać się z tym cudownie (kurewsko) odrośniętym zarostem.
Buña: zakochana w postmodernizmie, trzeźwo myśląca optymistka. Lubi prowokacje, pomysłowe żarty i podpuchy. Ceni sobie porno dla kobiet, kino klasy Z, zwłaszcza w wydaniu VHS i z zagłuszającym wszystko, zgniłym lektorem, a także spaghetti westerny (samym spaghetti też nie wzgardzi, pod warunkiem, że sama je zrobi). Szczególnie nie znosi określeń: "puszysta" oraz "sex workerka", już woli: "gruba" i "kurwa", choć tą drugą zdecydowanie nie jest. Podpisując się pod postulatem Marii Peszek, zapuszcza swe ogrody, dla zwykłej wygody. Gardzi współczesnym pędem ku cielesnej doskonałości, który współczesnym nie był chyba nigdy. Ukończyła PWSFiTv. Spełnia się w dziedzinie postprodukcji, lub tylko wmawia sobie, że tak jest (ach, te wybujałe, młodzieńcze aspiracje, nigdy do końca niewygaszone, mimo blisko czterdziestki na karku, której przekroczenie skłoni pewnie do ponownej edycji profilu:).
Czasem piszą razem, częściej osobno. Lubią siebie, siebie nawzajem, jak i to, co tworzą (wspólnie czy nie).
PS. Nasze teksty, zdaniem wielu komentatorów, uchodzą za hardkorowe, mizoginistyczne, niepoprawne, niesmaczne, "balansujące na cienkiej granicy", tej czy innej. Czytelnicy pewnie mają rację. Nie domyślają się jednak, że to, co tutaj publikujemy, podlega zawsze ścisłej autocenzurze – zachowawczej, być może tchórzliwej, lecz naszym zdaniem po prostu zdroworozsądkowej (wszak w internecie nie da się skutecznie wyegzekwować kategorii NC-17, X, czy innej, jeszcze bardziej restrykcyjnej, o ile takowe w ogóle istnieją). Trzeba Wam zatem wiedzieć, iż udostępniona spuścizna, jakkolwiek śmiesznie by to nie wybrzmiało, stanowi jedynie swoistą poboczność i reprezentuje możliwie najłagodniejsze formy naszych wizji. Bo te najbardziej bezkompromisowe wytwory, dogłębnie eksplorujące mroczną naturę nagrzanych form humanoidalnych oraz ich seksualnych wynaturzeń, zabawnych, absurdalnych czy przerażających, tworzymy jedynie dla grupki wybranych. Krążą one w wewnętrznym, zamkniętym obiegu. Są czasem przyczynkiem do piekielnie ciekawych dyskusji, tudzież pasjonujących kłótni, innym razem pozostają tylko produktami-wypryskami, istniejącymi dla samego istnienia, dla czegoś niewypowiedzianego. Cisza bywa bardziej wymowna, niż krzyk – ktoś to musiał już kiedyś powiedzieć:)
Ale przecież wszyscy jesteśmy straszliwie atencyjni, łaknący uwagi, interakcji, i stąd nasza obecność tutaj. Nie ma co ukrywać: liczymy na Wasze komentarze, wiadomości, wszelkie inne oznaki internetowego człowieczeństwa.
PS2. Proszę się przez chwilę zastanowić: cóż takiego przyświecało Donatienowi Alphonse'owi, gdy będąc uwięzionym w Bastylii tworzył swoje "120 dni..."? Pragnienie jeszcze większej (nie)sławy? Usilna potrzeba masturbacji i ujścia dla buzujących w nim, więziennych frustracji? A może coś innego?
Nasza skromna działalność skupia się właśnie na owym "czymś innym" albo tylko usiłuje to czynić.