Doroto, to nie ja ukrywam się pod pseudonimem Czytelnik, ani nie jest to nikt z mojego otoczenia. Tworzenie sensacyjnych hipotez zostawmy pisarzom tego gatunku. Przypuszczam, że Agnessa nie weźmie za afront, jeśli wypowiem się w imieniu nie tylko swoim, ale i jej, że żadne z nas obecnie nie rozważa powrotu do wspólnego pisania. Wiem, że "never say never again" i inne takie, lecz to był z wielką dozą prawdopodobieństwa jednorazowy eksperyment. Wartościowy i inspirujący, do tego z nieoczekiwanie pozytywnym rezultatem w postaci ocen i komentarzy, ale do tej formuły nie widzimy powrotu. Ja pisanie tutaj zawiesiłem na czas nieokreślony, Agnessie całkiem fajnie wychodzi to także beze mnie, nie ma o czym gadać. Wybacz tak jednoznaczne zburzenie twoich nadziei.
Dodam od siebie tylko, że cieszy mnie, iż opowiadanie nadal żyje, przyciąga czytelników i komentarze. Jest tam co nieco mojego, mam więc trochę bardziej osobisty stosunek do tego teksu niż do innych tutaj.
A skoro już wylazłem z szafy na chwilę, to przyjmijcie wszyscy życzenia radości ze świątecznego czasu także i ode mnie.
Nie polecałem ci tego tekstu. Cokolwiek napiszesz innego, będzie zwykłą blagą. To opowiadanie trafiło do moich rąk na długo po tym, jak zaprzestałem jakichkolwiek kontaktów z tobą. Moja rekomendacja musiała ci się przyśnić, moja droga.
Nie rozumiem ni w ząb, co miałaby zmienić publikacja przez Krystynę opowiadania, które cię zachwyci. Wówczas to spodobałoby ci się bardziej? Albo wcześniejsze, krytykowane przez ciebie? Z tego, co piszesz, wygląda na to, że oceniasz osobę, nie tekst.
@Agnessa:
Jeżeli dobrze zrozumiałem, wspomnianym wspólnym znajomym jestem ja. Jeżeli tak, to wyjaśnisz mi proszę, dlaczego wkładasz w moje usta słowa, których nie wypowiedziałem? Nie mogłem ci przekazać, że Krystyna pisze "coś wyjątkowo godnego uwagi" ani udzielać żadnych innych rekomendacji, gdyż sam wtedy nie widziałem tego tekstu na oczy, a nie poręczam za nic, z czym sam nie miałem styczności. Sama informacja, że jakiś tekst powstaje, to jeszcze bardzo daleko od polecenia. Nie wiem, po co to robisz, ale to nie pierwszy już raz, kiedy przeinaczasz moje wypowiedzi. Słaba pamięć, czy wyrachowanie? Proszę cię niniejszym, zapewne nie tylko w swoim imieniu: nie powołuj się na osoby trzecie, jeśli nie masz zamiaru zachować pełnego sensu pierwotnej wypowiedzi.
A jak już tu zawitałem: nie mogę się zgodzić z większością twoich argumentów. Domagasz się tłumaczenia wyrazów, których nie znasz, wyjaśniania istoty relacji, której nie potrafisz sobie wyobrazić, zadajesz pytania o sens relacji D-u - tutaj? Na portalu zajmującym się fikcją literacką? Litości. Jeśli faktycznie chcesz się doedukować w jakiejkolwiek kwestii, znajdą się do tego znacznie lepsze miejsca. I nie wymagaj od autora, jeśli nie wymagasz od siebie. Nie jest, wbrew temu co piszesz, żadnym obowiązkiem twórcy objaśnianie terminologii, którą stosuje. Zwalnianie czytelnika z jego części zadania, tj. dociekań, domysłów i własnych poszukiwań, byłoby fatalne w skutkach; i tak mamy już model nauczania kreujący społeczeństwo pozbawione inicjatywy i niezależnej myśli. Czytelnik również ma się wykazać myśleniem. Sama twierdzisz, że znalazłaś brakujące w twoim słowniku sformułowania przy pomocy Google'a - i gratulacje, tak właśnie to powinno działać. Widzę nowy dla siebie zwrot w interesującym mnie tekście, szukam, znajduję.
Rozwijając zaś ten wątek, nie wiem też, czego oczekujesz, prosząc o logiczny opis układu Dom-sub. Nie chodzi mi nawet o to, że trudno sobie wyobrazić sposób, by zmieścić to w tak krótkim opowiadaniu, nie rozbijając jego podstawowej struktury. Rzecz w tym, że logika i racjonalna argumentacja ma się nijak do sfery uczuciowo-erotycznej. Jesteś ulepiona z innej gliny, nie pojmujesz, nie kręci cię to - i w porządku, nie musi. Rozum żadną miarą tego nie zmieni. Erotyzm ma tak wiele unikalnych barw i odcieni, a nikt nie może raczej powiedzieć o sobie, że odbiera je wszystkie tak samo. Weźmy na przykład seks analny, goszczący nieraz w twoich opowiadaniach, a dla wielu będący pomysłem zgoła odrażającym i pozbawionym romantyzmu: czy potrafiłabyś "racjonalnie" wytłumaczyć jego przeciwnikowi, dlaczego jest przyjemny? Czy na wszelki wypadek zamieszczasz takie uzasadnienie w swoich tekstach, gdzie używasz tej sfery rozkoszy? Nie. Bo to bez sensu.
Przyglądając się twoim zarzutom, w ogóle dostrzegam raczej czytanie po łebkach i czepianie się pojedynczych, mało znaczących dla całości elementów. Zgodzę się właściwie tylko z tym, że zapis linii dialogowych może być mylący.
"Pozdrawiam i szczerze życzę powrotu do regularnego publikowania"
Te słowa wyglądają mi na marnie zawoalowany przytyk. "Patrz na mnie, ile ja piszę, a ile ty!"
Jeśli twoje życzenia miałyby być szczere, to warto byłoby najpierw wiedzieć, jak często dany autor chce publikować. Jesteśmy tu wszyscy hobbystami, bawiącymi się w pisanie bajek dla dorosłych po godzinach. Nie każdy ma aspiracje, by pisać na akord, nie każdemu w ogóle to służy. Ty wolisz taśmowo, kto inny zrobić sobie miesiąc lub rok wolnego. Niech każdy pisze po swojemu, tak, jak lubi.
Osobne słowo na zakończenie poświęcę jeszcze tylko "Krystynie Wielkiej": żenada. Jeśli to miał być żart, to poczucie humoru ci szwankuje.
@Krystyna:
Wybacz ten przydługi wywód powyżej (miał być nawet dłuższy, ale zmęczył mnie już w trakcie pisania, a to nic dobrego). Moje zdanie już znasz, dopowiem jedynie, że poprawki wyszły tekstowi na dobre, a przeczytanie go ponownie nadal nie było dla mnie przykrym obowiązkiem. Podobało mi się, choć podtrzymuję swoje zdanie, że to tekst "z pogranicza", którego obecność pośród opowiadań erotycznych ma prawo zdawać się naciąganą. Eksperyment z połamanym chronologicznie i narracyjnie wątkiem moim zdaniem się powiódł i wyszłaś z niego obronną ręką, a to niełatwa sztuka.
Droga Krystyno, wezwany do tablicy tłumaczę się gęsto:
Mój udział w tym opowiadaniu zamknął się w wymianie wrażeń na temat treści. Nie mam żadnego wkładu w jego zawartość, wyjąwszy ze dwa-trzy zdania, które przypadkowo się w nim znalazły, na drodze towarzyskiej rozmowy. Tutaj nie zawiniłem i proszę u ułaskawienie.
Co do "Pasierbicy" - no, to już grubsza sprawa, bo pod wspólnym szyldem, od odpowiedzialności się nie uchylam. Pozwolę sobie jedynie wyjawić nieco zza kulis, czego Agnessa, mam nadzieję, nie będzie mieć mi za złe.
Tamto opowiadanie powstawało w niecodziennych okolicznościach, przynajmniej dla mnie - nowicjusza na tej stronie. Pisaliśmy przez e-mail, podczas mojego pobytu na urlopie. Traf chciał, że nie miałem przy sobie komputera, więc klepałem wszystko swoje na tablecie, do czego nie przywykłem - tak samo, jak nowością była dla mnie wspólna praca twórcza z kimkolwiek. Niewątpliwie, musiały być takie uchybienia, które uszły mojej rozproszonej uwadze. Nie będę ukrywał, że cała ta kooperacja była też osobliwa, a ja odgrywałem mimo wszystko rolę drugoplanową, nie decydowałem o ostatecznym kształcie całości. Są tam obszerne fragmenty mojego pióra, kilka ważnych tropów wyszło z mojej głowy, lecz nie narzucałem niczego, a z perspektywy czasu, może i bym mógł. Moje uwagi były li tylko sugestiami, Agnessa przyjmowała te, które uważała za słuszne, odrzucała pozostałe. Także te, dotyczące np. tego, kiedy używać średników zamiast kropek i tym podobnych technikaliów. To nie była łatwa dla mnie praca, zważywszy nasz bardzo odmienny, jeśli wolno mi użyć tego wyrażenia, styl pisarski. Jestem zdania, że jak na partyzanckie warunki, srogą objętość tekstu i szeroko pojęte niedopasowanie, udało nam się urodzić coś całkiem fajnego. Do ideału daleko, i ja w przeciwieństwie do swojej współautorki pewnie usilniej bym do niego dążył (i tak ostatecznie przegrywając tę batalię), ale mam satysfakcję z tego doświadczenia.
Dziękuję ci, przy okazji, za kolejne pochwały pod moim adresem, skądinąd offtopicowe - nadal jednak miłe. Nie odbierajmy jednak cesarzowej co cesarskie. To nie mój tekst, a od nieproporcjonalnych podziękowań już się odżegnałem parę komentarzy wyżej. W przyszłości chyba będę jednak wolał pisać sam, mam wówczas pełniejszą kontrolę nad efektem końcowym, a i odpowiedzialność jest mniej rozmyta: wiadomo, kogo ganić i kogo chwalić.
Zacznę od tego, że z podziękowaniami możesz zbastować; mój wkład w niniejszą historię był symboliczny.
Ogólnie, moje odczucia znasz z naszych wcześniejszych dyskusji. Jeśli miałbym ten tekst oceniać, to byłbym w kropce. Dlaczego? Cóż, jeden z powodów to osobiste preferencje, które sprawiają, że treść nie kręci mnie w ogóle; a cóż to za opowiadanie erotyczne, które nie krzesa choćby tyciej iskierki podniecenia? Nie lubię przemocy w seksie, ani dosadnego słownictwa, nic na to nie poradzę. Potrafię docenić fachową robotę pisarską w takich klimatach, lecz nie działa ona na mnie tak, jak na zwolenników takich zabaw. Jak to mówią: nie moja bajka.
Zgodzę się z diagnozą przedmówcy, że opowiadanie stoi w niewygodnym rozkroku pomiędzy pełnym zatraceniem, a bezpiecznym pozostaniem w zgodzie ze sobą. Rozterki głównego bohatera, miast czynić go prawdziwszym, gmatwają przekaz. Również to całe sado-maso wypada nieco... nieangażująco? Może faktycznie za sprawą nader sowitego sypania szczegółami, co prowadzi do reporterskiego brzmienia? Może zaś stąd, że to również nie twój świat i nie umiesz się emocjonalnie zanurzyć do końca w opowiadanej historii - tym samym ja, czytelnik, też go nie czuję? Dla mnie to raczej odcinek Ulicy Sezamkowej sponsorowany przez literki B, D, S i M oraz cyferkę "pizda", aniżeli pełnokrwisty sadomasochizm.
Mogłoby zrobić lepiej całości, gdyby narrator-bohater był bardziej zdecydowany, a jego charakterystyka - mniej waniliowa. Bardziej nawrócony na małżeństwo bad boy, nie ciepła klucha. Łatwo tu wprawdzie popaść w stereotyp, ale być może trochę więcej ognia wydobyło się z takiej konfiguracji, gdzie byłoby bardziej grzesznie, a mniej grzecznie.
Sądzę, że takich użytkowników, którzy mają kłopot z wydaniem końcowego werdyktu, jest więcej - stąd ten matematyczny kalejdoskop wystawionych not. Choć można to zapewne odczytywać także jako zaletę - nieoczywistość, niebanalność wszak nią jest.
Nie zaszył się, choć bardzo by chciał, bo kawalkadę obowiązków, petentów i sprawunków po urlopie najchętniej przesiedziałbym w szafie. Bardzo się cieszę ze wszystkich komentarzy, bo włożyłem sporo serca w tę opowieść, a redaktor naczelna jeszcze więcej. Trud wynagrodzony satysfakcją odbiorcy przestaje być trudem.
Bezbrzeżne zdumienie wzbudziło we mnie konstatacja Xeleefirst, iż odbiera zakończenie jako optymistyczne - jeśli walące się gruzy życia uczuciowego oraz poczucie krzywdy i beznadziei wyzierające z zakończenia można tak odczytać, to... Nie wiem, może moje wymagania wobec życia są zbyt wielkie 😉
Swoją drogą, taka a nie inna kulminacja tego opowiadania to moje dzieło, więc z zastrzeżeniami proszę do mnie. Gdybyś widział koncepcję Agnessy... Tamtej pewnie nie ośmieliłbyś się ocenić jako pozytywną. C'nie, Agnessa? 😛
Pozwól, Xeleefirst, że odniosę się jeszcze do jednego:
"Twoje opowiadanie chyba jednak wspiera tezę, że wszystko (łącznie z owym LGBT) nie jest takie proste jak się to na ogół wydaje."
Nie wiem, jak Agnessa, ale ja nie pisałem pod tezę. W ogóle, bardzo tego nie lubię, nie chcę ani nie potrafię być kaznodzieją, kompasem moralnym czy jakimkolwiek innym. Pisząc, opowiadam historię, tylko tyle; bajam, jeśli wolisz. Doszukiwanie się w tym filozofii, socjologii czy wszelkich innych nauk humanistycznych uznaję za dorabianie ideologii do plakatu/projekcję własną. Szukając rozwiązań rozterek dotyczących natury ludzkiej, lepiej zwrócić się do tych, którzy faktycznie tym się zajmują. Ja do nich nie należę.
Ale, jak to w każdym szanującym się twórczym duecie, nie wykluczam, że Agnessa ma zupełnie odwrotne zdanie 😉
@XeleeFirst:
Nie ma nic dziwnego w stylu wypowiedzi tego opowiadania, być może nie zetknąłeś się jeszcze z taką formą narracji, tzw. diadyczną, ale jest ona obecna już od dawna. Pisanie z perspektywy drugoosobowej było początkowo postmodernistycznym eksperymentem literackim, lecz teraz przykłady jej stosowania można mnożyć. Znalazła przede wszystkim swoje miejsce w grach paragrafowych, w papierowych RPG, komputerowych visual novels, ale i całkiem tradycyjnej literaturze. Natkniesz się na taki zabieg u Kuczoka, Konwickiego, a także w popularnej "Morfinie" Twardocha, wymieniając tylko Polaków.
Moim zdaniem, całkiem nieźle sprawdza się też w erotykach. Burzy anonimowość i obcość czytelnika, wciągając go w sedno akcji, pozwala na szczególny rodzaj immersji - zwłaszcza wtedy, gdy piszemy z myślą o konkretnej osobie. Nieprzypadkowo tworzyłem w ten sposób swoją serię o Złotowłosej. Nie każdemu zapewne taka figura stylistyczna przypadnie do gustu, lecz jest warta wypróbowania.
Wracając do samego opowiadania: podobało mi się, miejscami nawet bardzo. Jest ekscytujące, spójne, poprawnie napisane. Podzielam opinię Agnessy co do struktury zdań; za wiele z nich jest krótkich, co wywołuje przy czytaniu uczucie pośpiechu. Warto pamiętać, że długością frazy wytwarza się rytm tekstu, wybija pewne metrum, jak w melodii. Do tekstu erotycznego nienajlepiej pasuje marszowy krok, dlatego dobrze jest różnicować sentencje, przechodzić między krótkimi a długimi, z rozmysłem, odpowiednio zwalniając narrację bądź przyspieszając, zależnie od potrzeb. Liczne zdania wielokrotnie złożone przynoszą odwrotny efekt - tekst się dłuży, narracja grzęźnie i może zacząć nużyć.
Pomimo tego mankamentu, jest całkiem fajnie. Z chęcią przeczytam coś więcej, kiedy (i jeśli) się pojawi.
@Sztywny:
A mnie się wydaje, że świadczy to raczej o tym, iż większość czytelników nie potrafi wznieść się ponad własne uprzedzenia i chłodnym okiem ocenić tekst, zamiast - personalnie i emocjonalnie - autora.
Czy to opowiadanie mi się podobało? Nie. Tematyka zupełnie nie dla mnie, język zbyt bliski rynsztoka jak na mój gust, nie czuję się w ogóle odbiorcą, do którego ta publikacja jest adresowana. Jednakże nie mogę odmówić jej pewnej surowej autentyczności, dzięki której bez krzywienia się przeczytałem do końca, trudno też wskazać jednoznacznie językowe potknięcia. Ocena 1/10 jawi mi się jako nieporozumienie. Ja zostawię szóstkę, dodatkowo awansowaną do siódemki za odwagę w wyborze tematu, gwarantującego conajmniej wzbudzenie kontrowersji.
Sprostowanie:
W związku z głębokim zadowoleniem autora, spowodowanym wielce pozytywnym przyjęciem jego debiutanckiej mini-serii, istnieje prawdopodobieństwo, że będzie ona kontynuowana, wbrew początkowym założeniom. Źródła bliskie - ale nie za bliskie - autorowi, donoszą, iż przebywa on poza granicami kraju, skutkiem czego nie należy oczekiwać publikacji dalszych tekstów w bieżącym miesiącu. Wcześniejsze doniesienie, według źródła, jest cyniczną fabrykacją dla osiągnięcia własnych, niesprecyzowanych korzyści i nie powinno być traktowane wiążąco.
Wyśmienite. Erotyzm zmieszany w idealnych proporcjach z niewypowiedzianą tęsknotą, kroplą niespełnienia, doprawiony pobudzającym niedopowiedzeniem. Jak na moje potrzeby, emocjonalny koktajl najwyższej marki. Masz duży dar uwiarygodniania swoich bohaterów poprzez szczątkowy, ale bardzo przekonujący portret psychologiczny. Żar rozpalony w głowach Adama i Ewy znajduje w końcu ujście, kiedy już czytelnik sam poci się z gorąca. Przeczytałem z dużą satysfakcją i, jak siebie znam, nie będzie to moje ostatnie podejście do tego opowiadania.
Odwrotnie, jak zalecają mądrzy, przejdę drogą od szczegółu do ogółu. Z całą pewnością "technikalia" ciut psują odbiór - pomimo ogromnej sugestywności tekstu, pewne jego niedomagania wytrącały mnie ze skupienia. Głównie rozchodzi się o powtórzenia; zaimki osobowe, szczodrze rozsypane po całości, już wypomniano. Zdarzają się i takie potknięcia:
Na dodatek, po złamaniu będą tak niebezpieczne i ostre, jak igły. Już sam ten widok sprawia, że czuję, jak te igły wbijają się głęboko, raniąc i sprawiając ból. Niemal widzę, jak z gołych stóp, przebitych przez te ostre, lodowate igły, sączy się krew, zostawiając na zmarzniętej trawie krwistoczerwone ślady
Coś dużo tych igieł. Naczelnym winowajcą jest zaś słowo "biodra", którego różne formy deklinacyjne przewijają się w opowiadaniu aż trzynaście razy. Do tego parę przecinków w najmniej spodziewanych miejscach.
Czy zatem źle mi się czytało? Nie! Już sam wstęp, z lirycznym opisem przyrody, tak odmiennej od tego, co serwuje nam obecne, przeraźliwie upalne lato, był jak chłodny kompres na czoło. Potem jednak temperatura zaczęła miarowo rosnąć. Z dużą wprawą budowałaś napięcie, przechodziłaś gładko od ujęcia do ujęcia. Sekwencji seksu nie brak subtelności, pomimo wyuzdanej natury samej scenki. Emocje oddane są na tyle sprawnie, że mogłem poczuć je również w sobie. To beztroskie poczucie bezpieczeństwa, oddania i miłości, ogrzewające od wewnątrz, chroniące przed kąsającym mrozem niczym płomienny krąg - udało ci się, moim zdaniem, opisać ten stan nie tylko estetycznie, ale i wiarygodnie. A teraz, z tej zimowej scenerii, z powrotem w lipcowy ukrop...
Sucho i nieciekawie. Zupełnie nie pojmuję, po co tak drobiazgowy i katalogowy w warstwie językowej opis posiadłości. Tylko wydłuża niepotrzebnie tekst, nic do niego nie wnosząc. Całość wyprana z emocji, styl rodem ze sprawozdania nie sprawdza się w erotyce; tej zresztą jest tu jak na lekarstwo. Nie zaintrygowało mnie ani trochę.
Teoretycznie, opowiadanie z takiego kręgu tematycznego nie powinno mnie szczególnie ruszyć, a tu proszę - niespodzianka. Zadziałało, wyobraźnia ruszyła w ślad za twoimi opisami, atmosfera uderzyła do głowy. Brawo za to, że skonstruowałeś opowieść tak, że przebiła się przez warstwę pewnego uprzedzenia, to niemała sztuka.
Zgodzę się, że chyba największym osiągnięciem jest przedstawienie mocno naciąganej fabuły (w schemat z zamianą córek z zasady nie wierzę) w sposób, który nie urąga prawdopodobieństwu ani nie obraża inteligencji czytelnika. Nie ma też dłużyzn, fabularnych mielizn lub rażących błędów. Czytało się lekko, ale z satysfakcją.
Agnessa Novak wykazała się wielkodusznością w swojej ocenie, że "trochę" jest do poprawy. Pod kątem poprawności językowej jest bowiem poniżej poziomu. Przed publikacją tekst należy przeczytać, kilka razy, najlepiej w większych odstępach czasowych. Jestem przekonany, że wiele baboli znalazłbyś sam, bez wytykania ci ich palcem.
Jej obserwator zaczął się ślinić nie świadomie z kącika ust.
Nieświadomie. Nie z przysłówkami odprzymiotnikowymi piszemy łącznie.
Łapanie świerzbu i dyzenterii nie nazwałabym "Życiem" Ariane.
Łapania świerzbu. Potrzebujesz tu dopełniacza, nie biernika.
Ugh... - Jęknęła tylko elfka, trąci oczy.
Trąc oczy.
Powiedziała najemniczka z przekąsek.
Z przekąsem; ale doceniam humorystyczny wydźwięk tej literówki 😉
Po chwili wypowiedziała zaklęcie. Przez chwilę wydawało się (...)
Za blisko siebie te chwile. Zastąp którąś synonimem, albo zbuduj zdanie na nowo.
(...)wydawało się, że nic się nie dzieje, na czole elfki zaczęły się pojawiać kropelki potu, Khalum już chciała zapytać co się dzieje(...)
Znów powtórzenie, zaledwie kawałek dalej. W tych zdaniach za dużo się "dzieje", aż się prosi, aby coś się raczej "wydarzyło", "stało" lub cośtam.
No, nas też czas.
Na nas, jak się domyślam.
zestaw powitalny w postaci połamanego uzbrojenia, kości, czaszek i innych śmieci co zostawiały po sobie potwory
Ostatnia fraza łączona przez "co" to duża niezręczność. "Które" brzmiałoby naturalniej, a przecież można tu poradzić sobie całkiem bez spójnika: "innych śmieci, pozostawionych przez potwory".
Ujrzała przed sobą jakieś światło, o zielonkawej poświacie.
Światło o poświacie? Poświata to nic innego, jak przytłumione światło lub jego poblask. Nadużywasz też zwrotów "jakiś, jakieś". Może "W oddali przed sobą ujrzała dziwne światło, rozjaśniające skalny korytarz zielonkawą poświatą". Albo jakoś jeszcze inaczej.
Wokół leżały strzępy ubrania, zapewne należące wcześniej do pechowej kobiety.
"Należącego", nie "należące". Taka odmiana wskazuje, że to strzępy należały wcześniej do kobiety, nie zaś ubranie.
W jej kroczu, wił się chudszy i bardziej giętki korzeń, co wyglądem przypominał mackę.
Ponownie, "co" jako spójnik w takim zdaniu, jeżeli nie jest ono stylizowane na jakiś rodzaj gwary/niestarannej ludowej mowy, razi w oczy. "Który".
Mira zauważyła, że popłynęły złapanej soki, po macce.
To w ogóle dziwaczny szyk zdaniowy. "Mira zauważyła, że po macce popłynęły soki złapanej" - od razu bardziej po polsku. Ach, i jak już ci powiedziano, za dużo tej macki. Dużo za dużo. To roślina, prawda? Czemu nie opisać tego kończynowatego tworu jako pnącze, łodygę, konar? A to tylko botaniczne skojarzenia. Gdy brakuje ci słownictwa, szukaj zastępstw, gdzie tylko się da.
w pomieszczeniu było jeszcze tylko cztery macko- korzeni.
W pomieszczeniu były jeszcze tylko cztery macko-korzenie.
Macka upadła w podrygach na ziemię, ale wszystkie pozostałe skierował w stronę Mira.
(...) ale wszystkie pozostałe skierowały się w stronę Miry. Nie rzuciły się chyba na rosyjską stację kosmiczną, orbitującą wokół Ziemi?
Także te, co wcześniej trzymały nagą dziewczynę, przez co ta spadła nogi.
Co? Już ty wiesz, CO.
Lecąc do przodu, upuściwszy tarczę, poczuła jak kolejna macka opłata jej nogę.
"Oplata" zamiast "opłata". W następnym zdaniu, swoją drogą, znów sięgasz po czasownik "oplatać". Zdałoby się ruszyć głową i wymyślić inny.
Choć, pomogę Ci stąd wyjść!
Chodź.
Tarczę zostawiła na razie
Nie tylko za sprawą braku kropki to zdanie wydaje się niedokończone.
Nie myśleć o tym że jak przyjemnie byłoby zlizać ten cały zielonkawy śluz (...)
Niepotrzebne "że". Ewentualnie, wyrzucamy "jak", wówczas przed "że" dokładamy przecinek.
(...) ale dalsze wydarzenia stały się w ekspresowym tempie.
"Stały się" uwiera tutaj jak kamyk w trampku. Przebiegły, przeleciały, mignęły, potoczyły się...
Ellena to wykorzystała i uklękła nad jej twarzą, że teraz to Mira miała jej cipkę przed ustami.
(...) tak, że teraz (...)
(...) nie przejmując się deszczem, który stopniowo obmywał ich ciała. Stopniowo odpłynęły w sen…
Stopniowo nuży mnie wyraz "stopniowo". Walcz z powtórzeniami! Tłucz je, siecz, rąb, jak Mira macko-korzenie!
Do tego wszystkiego trzeba jeszcze doliczyć wagon zjedzonych przecinków. Potrzebujesz się doszkolić w ich używaniu, zwłaszcza w odniesieniu do imiesłowów oraz wtrąceń.
Ogólnie, wyobraźnię masz, pomysł na opowiadanie jest, ale trzeba go ładniej ubrać. Braki językowe łatwiej nadrobić, niż braki w kreatywności, więc mogą jeszcze być z ciebie ludzie. Pracuj dalej.
Zasiadałem do lektury z obawą, że tekst przekroczy akceptowalną dla mnie granicę banału; w końcu rozmowa kwalifikacyjna to spowszedniała rutyna w erotycznych opowiastkach. Tym bardziej ucieszyłem się, że dialog prowadzony jest trochę wbrew schematom, a najbardziej kliszowa z postaci - Sandra - odgrywa słusznie epizodyczną rólkę. Językowo mogłoby być lepiej, jak zauważyli przedmówcy, lecz i tak opowiadanie wzbudziło we mnie apetyt na kontynuację. Nie żałuję tych dziesięciu minut.
Przykro mi, ale w tej postaci opowiadanie nie nadaje się do czytania. Mniejsza o kontrowersyjną tematykę, rozbiłem się o technikalia. Wpadka na wpadce, błędy, pomylone słowa, miejscami tekst faktycznie wygląda jak dzieło bezrozumnej maszyny, która uczy się operować językiem. Niektóre zdania nabrały za sprawą potknięć komicznego wydźwięku:
Nagle zmarł zalewając jej wnętrze ciepłym nasieniem.
Inne zaś stały się paskudnie nieczytelne:
Jedno spojrzenie chlapała i wyciągnięta dłoń sprawiły jednak, że od razu zrezygnowała z dalszych krzyków.
Jest takich klopsów o wiele więcej. Nadmiar zgrzytów rozprasza mnie na tyle, że nie potrafię skupić się na wydarzeniach, z wielkim trudem doczytałem do końca. Choć nie czuję się dobrze, jedynie krytykując, to mimo chęci, nie potrafię znaleźć pozytywu, który mógłby stanowić przeciwwagę dla tak fundamentalnych błędów. Do gruntownej poprawki.
Przeciwnie, to ty nakręcasz konkfliktową atmosferę. Nie wiem, czy świadomie, a jeżeli tak, to nie wiem w jakim celu. Przywołałem konkretne przykłady, gdzie można znaleźć takie fabułki jak tutaj (broniąc swojego argumentu o sztampowości), ty wyjechałeś w odpowiedzi z wycieczką osobistą o moich doświadczeniach. A tekst, którym rozpocząłeś wypowiedź, do której się odniosłem, czyli:
Opinie są jak dziury w d.pie, każdy ma własną.
... jeśli nie jest lekceważącym podejściem do cudzych osądów, to nie wiem, czym jest. Może chciałeś błysnąć cytatem?
Ja też zresztą mówię: basta. Uprawiamy prywatę pod tekstem autora, który nijak na nią nie zasłużył ani nie bierze w niej udziału. Tak nie wypada. Chcesz mi dalej coś wyjaśniać, pisz do mnie bezpośrednio. Nie chcesz - tu zakończmy.
Nie, ale poważnie - chyba trudno zakwalifikować to opowiadanie do erotycznych? Chyba że bardziej nasycone seksem sceny mają dopiero nadejść w kontynuacji, ale tej próżno szukać. Abstrahując od tego niedostatku, to czytało mi się gładko (zgrzytnęło jedynie jazgotliwie na "owy artyzm" - winien tam być "ów artyzm"), nawet z zaciekawieniem, jakie zdarzenia przyniesie kontynuacja. Nie jestem pewien, czy tekst wpasowuje się w ogólną ideę pokątnych.pl, ale jest niezły.
Nie wiem, czy zauważyłeś, że w swoim wywodzie sam wpadłeś w pułapkę narzucania innym czytelnikom własnej opinii?
Są historie, które wbijają w głowę gwóźdź, a powyższa właśnie taka jest.
Ma w sobie to coś, co nie pozwala przejść obok obojętnie (...)
Tobie wbija w głowę gwóźdź. Tobie nie pozwala przejść obojętnie. Powołując się na emocje, nieodmiennie będziesz odwoływał się do swoich uczuć. Ja, pomimo pięciominutowej lektury, zdążyłem się setnie wynudzić, i owszem, wbrew twojej tezie, jest mi ta opowiastka całkowicie obojętna. We wcześniejszym komentarzu broniłeś autora przed nazywaniem jego tekstu sztampowym. Cóż, takich fantazji widziałem/czytałem już na pęczki, ty widocznie jeszcze nie. Dla mnie nie ma tu nic odkrywczego. Żeby nie być gołosłownym: na oko co drugi komiks z serii Fansadox to właśnie historyjka o uprowadzeniu i brutalnym gwałcie jednej lub kilku kobiet, wśród których niezawodnie przynajmniej jednej zaczyna się to podobać; niezliczone filmy porno opierają się na podobnej fabule; goodreads.com wylicza 137 książek otagowanych opisem "rape fantasy" (a sama obecność takiego taga już powinna dawać do myślenia, że jest to popularny nurt). Jeśli lubisz takie klimaty, podrąż troszkę, a internet zasypie cię opcjami do wyboru. Krótko mówiąc - paaanie, to już było.
Żeby była jasność, nie jest moją intencją toczyć batalię o ten prościutki tekst. Apeluję jedynie o trochę większą otwartość na odmienne odczucia i stonowanie wypowiedzi. Podobało ci się? Świetnie. Daj znać autorowi, na pewno się ucieszy (o ile jeszcze tu zagląda, "Eva" leżała w poczekalni od lutego). Innym się nie podobało? Pozwól im też to wyrazić.
Serwis zawiera treści o charakterze erotycznym, przeznaczone wyłącznie dla osób pełnoletnich. Decydując
się na wejście na strony serwisu Pokatne.pl potwierdzasz, że jesteś osobą pełnoletnią.
Pliki cookies i polityka prywatności
Zgodnie z rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r (RODO).
Potrzebujemy Twojej zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych przechowywanych w plikach cookies.
Zgadzam się na przechowywanie na urządzeniu, z którego korzystam tzw. plików cookies oraz na przetwarzanie moich
danych osobowych pozostawianych w czasie korzystania przeze mnie ze stron internetowej lub serwisów oraz innych
parametrów zapisywanych w plikach cookies w celach marketingowych i w celach analitycznych.
Więcej informacji na ten temat znajdziesz w regulaminie serwisu.
_MK_ · 22 grudnia 2019 · "Pasierbica, czyli nic nie jest takie, jakie się wydaje (współautor: _MK_)"
Doroto, to nie ja ukrywam się pod pseudonimem Czytelnik, ani nie jest to nikt z mojego otoczenia. Tworzenie sensacyjnych hipotez zostawmy pisarzom tego gatunku. Przypuszczam, że Agnessa nie weźmie za afront, jeśli wypowiem się w imieniu nie tylko swoim, ale i jej, że żadne z nas obecnie nie rozważa powrotu do wspólnego pisania. Wiem, że "never say never again" i inne takie, lecz to był z wielką dozą prawdopodobieństwa jednorazowy eksperyment. Wartościowy i inspirujący, do tego z nieoczekiwanie pozytywnym rezultatem w postaci ocen i komentarzy, ale do tej formuły nie widzimy powrotu. Ja pisanie tutaj zawiesiłem na czas nieokreślony, Agnessie całkiem fajnie wychodzi to także beze mnie, nie ma o czym gadać. Wybacz tak jednoznaczne zburzenie twoich nadziei.
Dodam od siebie tylko, że cieszy mnie, iż opowiadanie nadal żyje, przyciąga czytelników i komentarze. Jest tam co nieco mojego, mam więc trochę bardziej osobisty stosunek do tego teksu niż do innych tutaj.
A skoro już wylazłem z szafy na chwilę, to przyjmijcie wszyscy życzenia radości ze świątecznego czasu także i ode mnie.
_MK_ · 9 grudnia 2019 · "Niespełnione misterium" ·
Nie polecałem ci tego tekstu. Cokolwiek napiszesz innego, będzie zwykłą blagą. To opowiadanie trafiło do moich rąk na długo po tym, jak zaprzestałem jakichkolwiek kontaktów z tobą. Moja rekomendacja musiała ci się przyśnić, moja droga.
Nie rozumiem ni w ząb, co miałaby zmienić publikacja przez Krystynę opowiadania, które cię zachwyci. Wówczas to spodobałoby ci się bardziej? Albo wcześniejsze, krytykowane przez ciebie? Z tego, co piszesz, wygląda na to, że oceniasz osobę, nie tekst.
_MK_ · 9 grudnia 2019 · "Niespełnione misterium"
@Agnessa:
Jeżeli dobrze zrozumiałem, wspomnianym wspólnym znajomym jestem ja. Jeżeli tak, to wyjaśnisz mi proszę, dlaczego wkładasz w moje usta słowa, których nie wypowiedziałem? Nie mogłem ci przekazać, że Krystyna pisze "coś wyjątkowo godnego uwagi" ani udzielać żadnych innych rekomendacji, gdyż sam wtedy nie widziałem tego tekstu na oczy, a nie poręczam za nic, z czym sam nie miałem styczności. Sama informacja, że jakiś tekst powstaje, to jeszcze bardzo daleko od polecenia. Nie wiem, po co to robisz, ale to nie pierwszy już raz, kiedy przeinaczasz moje wypowiedzi. Słaba pamięć, czy wyrachowanie? Proszę cię niniejszym, zapewne nie tylko w swoim imieniu: nie powołuj się na osoby trzecie, jeśli nie masz zamiaru zachować pełnego sensu pierwotnej wypowiedzi.
A jak już tu zawitałem: nie mogę się zgodzić z większością twoich argumentów. Domagasz się tłumaczenia wyrazów, których nie znasz, wyjaśniania istoty relacji, której nie potrafisz sobie wyobrazić, zadajesz pytania o sens relacji D-u - tutaj? Na portalu zajmującym się fikcją literacką? Litości. Jeśli faktycznie chcesz się doedukować w jakiejkolwiek kwestii, znajdą się do tego znacznie lepsze miejsca. I nie wymagaj od autora, jeśli nie wymagasz od siebie. Nie jest, wbrew temu co piszesz, żadnym obowiązkiem twórcy objaśnianie terminologii, którą stosuje. Zwalnianie czytelnika z jego części zadania, tj. dociekań, domysłów i własnych poszukiwań, byłoby fatalne w skutkach; i tak mamy już model nauczania kreujący społeczeństwo pozbawione inicjatywy i niezależnej myśli. Czytelnik również ma się wykazać myśleniem. Sama twierdzisz, że znalazłaś brakujące w twoim słowniku sformułowania przy pomocy Google'a - i gratulacje, tak właśnie to powinno działać. Widzę nowy dla siebie zwrot w interesującym mnie tekście, szukam, znajduję.
Rozwijając zaś ten wątek, nie wiem też, czego oczekujesz, prosząc o logiczny opis układu Dom-sub. Nie chodzi mi nawet o to, że trudno sobie wyobrazić sposób, by zmieścić to w tak krótkim opowiadaniu, nie rozbijając jego podstawowej struktury. Rzecz w tym, że logika i racjonalna argumentacja ma się nijak do sfery uczuciowo-erotycznej. Jesteś ulepiona z innej gliny, nie pojmujesz, nie kręci cię to - i w porządku, nie musi. Rozum żadną miarą tego nie zmieni. Erotyzm ma tak wiele unikalnych barw i odcieni, a nikt nie może raczej powiedzieć o sobie, że odbiera je wszystkie tak samo. Weźmy na przykład seks analny, goszczący nieraz w twoich opowiadaniach, a dla wielu będący pomysłem zgoła odrażającym i pozbawionym romantyzmu: czy potrafiłabyś "racjonalnie" wytłumaczyć jego przeciwnikowi, dlaczego jest przyjemny? Czy na wszelki wypadek zamieszczasz takie uzasadnienie w swoich tekstach, gdzie używasz tej sfery rozkoszy? Nie. Bo to bez sensu.
Przyglądając się twoim zarzutom, w ogóle dostrzegam raczej czytanie po łebkach i czepianie się pojedynczych, mało znaczących dla całości elementów. Zgodzę się właściwie tylko z tym, że zapis linii dialogowych może być mylący.
"Pozdrawiam i szczerze życzę powrotu do regularnego publikowania"
Te słowa wyglądają mi na marnie zawoalowany przytyk. "Patrz na mnie, ile ja piszę, a ile ty!"
Jeśli twoje życzenia miałyby być szczere, to warto byłoby najpierw wiedzieć, jak często dany autor chce publikować. Jesteśmy tu wszyscy hobbystami, bawiącymi się w pisanie bajek dla dorosłych po godzinach. Nie każdy ma aspiracje, by pisać na akord, nie każdemu w ogóle to służy. Ty wolisz taśmowo, kto inny zrobić sobie miesiąc lub rok wolnego. Niech każdy pisze po swojemu, tak, jak lubi.
Osobne słowo na zakończenie poświęcę jeszcze tylko "Krystynie Wielkiej": żenada. Jeśli to miał być żart, to poczucie humoru ci szwankuje.
@Krystyna:
Wybacz ten przydługi wywód powyżej (miał być nawet dłuższy, ale zmęczył mnie już w trakcie pisania, a to nic dobrego). Moje zdanie już znasz, dopowiem jedynie, że poprawki wyszły tekstowi na dobre, a przeczytanie go ponownie nadal nie było dla mnie przykrym obowiązkiem. Podobało mi się, choć podtrzymuję swoje zdanie, że to tekst "z pogranicza", którego obecność pośród opowiadań erotycznych ma prawo zdawać się naciąganą. Eksperyment z połamanym chronologicznie i narracyjnie wątkiem moim zdaniem się powiódł i wyszłaś z niego obronną ręką, a to niełatwa sztuka.
_MK_ · 19 października 2019 · "Nocny pociąg z rudzielcem, czyli na zdrady nie ma rady"
Droga Krystyno, wezwany do tablicy tłumaczę się gęsto:
Mój udział w tym opowiadaniu zamknął się w wymianie wrażeń na temat treści. Nie mam żadnego wkładu w jego zawartość, wyjąwszy ze dwa-trzy zdania, które przypadkowo się w nim znalazły, na drodze towarzyskiej rozmowy. Tutaj nie zawiniłem i proszę u ułaskawienie.
Co do "Pasierbicy" - no, to już grubsza sprawa, bo pod wspólnym szyldem, od odpowiedzialności się nie uchylam. Pozwolę sobie jedynie wyjawić nieco zza kulis, czego Agnessa, mam nadzieję, nie będzie mieć mi za złe.
Tamto opowiadanie powstawało w niecodziennych okolicznościach, przynajmniej dla mnie - nowicjusza na tej stronie. Pisaliśmy przez e-mail, podczas mojego pobytu na urlopie. Traf chciał, że nie miałem przy sobie komputera, więc klepałem wszystko swoje na tablecie, do czego nie przywykłem - tak samo, jak nowością była dla mnie wspólna praca twórcza z kimkolwiek. Niewątpliwie, musiały być takie uchybienia, które uszły mojej rozproszonej uwadze. Nie będę ukrywał, że cała ta kooperacja była też osobliwa, a ja odgrywałem mimo wszystko rolę drugoplanową, nie decydowałem o ostatecznym kształcie całości. Są tam obszerne fragmenty mojego pióra, kilka ważnych tropów wyszło z mojej głowy, lecz nie narzucałem niczego, a z perspektywy czasu, może i bym mógł. Moje uwagi były li tylko sugestiami, Agnessa przyjmowała te, które uważała za słuszne, odrzucała pozostałe. Także te, dotyczące np. tego, kiedy używać średników zamiast kropek i tym podobnych technikaliów. To nie była łatwa dla mnie praca, zważywszy nasz bardzo odmienny, jeśli wolno mi użyć tego wyrażenia, styl pisarski. Jestem zdania, że jak na partyzanckie warunki, srogą objętość tekstu i szeroko pojęte niedopasowanie, udało nam się urodzić coś całkiem fajnego. Do ideału daleko, i ja w przeciwieństwie do swojej współautorki pewnie usilniej bym do niego dążył (i tak ostatecznie przegrywając tę batalię), ale mam satysfakcję z tego doświadczenia.
Dziękuję ci, przy okazji, za kolejne pochwały pod moim adresem, skądinąd offtopicowe - nadal jednak miłe. Nie odbierajmy jednak cesarzowej co cesarskie. To nie mój tekst, a od nieproporcjonalnych podziękowań już się odżegnałem parę komentarzy wyżej. W przyszłości chyba będę jednak wolał pisać sam, mam wówczas pełniejszą kontrolę nad efektem końcowym, a i odpowiedzialność jest mniej rozmyta: wiadomo, kogo ganić i kogo chwalić.
_MK_ · 18 października 2019 · "Nocny pociąg z rudzielcem, czyli na zdrady nie ma rady" ·
Zacznę od tego, że z podziękowaniami możesz zbastować; mój wkład w niniejszą historię był symboliczny.
Ogólnie, moje odczucia znasz z naszych wcześniejszych dyskusji. Jeśli miałbym ten tekst oceniać, to byłbym w kropce. Dlaczego? Cóż, jeden z powodów to osobiste preferencje, które sprawiają, że treść nie kręci mnie w ogóle; a cóż to za opowiadanie erotyczne, które nie krzesa choćby tyciej iskierki podniecenia? Nie lubię przemocy w seksie, ani dosadnego słownictwa, nic na to nie poradzę. Potrafię docenić fachową robotę pisarską w takich klimatach, lecz nie działa ona na mnie tak, jak na zwolenników takich zabaw. Jak to mówią: nie moja bajka.
Zgodzę się z diagnozą przedmówcy, że opowiadanie stoi w niewygodnym rozkroku pomiędzy pełnym zatraceniem, a bezpiecznym pozostaniem w zgodzie ze sobą. Rozterki głównego bohatera, miast czynić go prawdziwszym, gmatwają przekaz. Również to całe sado-maso wypada nieco... nieangażująco? Może faktycznie za sprawą nader sowitego sypania szczegółami, co prowadzi do reporterskiego brzmienia? Może zaś stąd, że to również nie twój świat i nie umiesz się emocjonalnie zanurzyć do końca w opowiadanej historii - tym samym ja, czytelnik, też go nie czuję? Dla mnie to raczej odcinek Ulicy Sezamkowej sponsorowany przez literki B, D, S i M oraz cyferkę "pizda", aniżeli pełnokrwisty sadomasochizm.
Mogłoby zrobić lepiej całości, gdyby narrator-bohater był bardziej zdecydowany, a jego charakterystyka - mniej waniliowa. Bardziej nawrócony na małżeństwo bad boy, nie ciepła klucha. Łatwo tu wprawdzie popaść w stereotyp, ale być może trochę więcej ognia wydobyło się z takiej konfiguracji, gdzie byłoby bardziej grzesznie, a mniej grzecznie.
Sądzę, że takich użytkowników, którzy mają kłopot z wydaniem końcowego werdyktu, jest więcej - stąd ten matematyczny kalejdoskop wystawionych not. Choć można to zapewne odczytywać także jako zaletę - nieoczywistość, niebanalność wszak nią jest.
_MK_ · 6 września 2019 · "Pasierbica, czyli nic nie jest takie, jakie się wydaje (współautor: _MK_)"
Nie zaszył się, choć bardzo by chciał, bo kawalkadę obowiązków, petentów i sprawunków po urlopie najchętniej przesiedziałbym w szafie. Bardzo się cieszę ze wszystkich komentarzy, bo włożyłem sporo serca w tę opowieść, a redaktor naczelna jeszcze więcej. Trud wynagrodzony satysfakcją odbiorcy przestaje być trudem.
Bezbrzeżne zdumienie wzbudziło we mnie konstatacja Xeleefirst, iż odbiera zakończenie jako optymistyczne - jeśli walące się gruzy życia uczuciowego oraz poczucie krzywdy i beznadziei wyzierające z zakończenia można tak odczytać, to... Nie wiem, może moje wymagania wobec życia są zbyt wielkie 😉
Swoją drogą, taka a nie inna kulminacja tego opowiadania to moje dzieło, więc z zastrzeżeniami proszę do mnie. Gdybyś widział koncepcję Agnessy... Tamtej pewnie nie ośmieliłbyś się ocenić jako pozytywną. C'nie, Agnessa? 😛
Pozwól, Xeleefirst, że odniosę się jeszcze do jednego:
"Twoje opowiadanie chyba jednak wspiera tezę, że wszystko (łącznie z owym LGBT) nie jest takie proste jak się to na ogół wydaje."
Nie wiem, jak Agnessa, ale ja nie pisałem pod tezę. W ogóle, bardzo tego nie lubię, nie chcę ani nie potrafię być kaznodzieją, kompasem moralnym czy jakimkolwiek innym. Pisząc, opowiadam historię, tylko tyle; bajam, jeśli wolisz. Doszukiwanie się w tym filozofii, socjologii czy wszelkich innych nauk humanistycznych uznaję za dorabianie ideologii do plakatu/projekcję własną. Szukając rozwiązań rozterek dotyczących natury ludzkiej, lepiej zwrócić się do tych, którzy faktycznie tym się zajmują. Ja do nich nie należę.
Ale, jak to w każdym szanującym się twórczym duecie, nie wykluczam, że Agnessa ma zupełnie odwrotne zdanie 😉
_MK_ · 8 sierpnia 2019 · "Utracona skromność - Julia (II)"
@XeleeFirst:
Nie ma nic dziwnego w stylu wypowiedzi tego opowiadania, być może nie zetknąłeś się jeszcze z taką formą narracji, tzw. diadyczną, ale jest ona obecna już od dawna. Pisanie z perspektywy drugoosobowej było początkowo postmodernistycznym eksperymentem literackim, lecz teraz przykłady jej stosowania można mnożyć. Znalazła przede wszystkim swoje miejsce w grach paragrafowych, w papierowych RPG, komputerowych visual novels, ale i całkiem tradycyjnej literaturze. Natkniesz się na taki zabieg u Kuczoka, Konwickiego, a także w popularnej "Morfinie" Twardocha, wymieniając tylko Polaków.
Moim zdaniem, całkiem nieźle sprawdza się też w erotykach. Burzy anonimowość i obcość czytelnika, wciągając go w sedno akcji, pozwala na szczególny rodzaj immersji - zwłaszcza wtedy, gdy piszemy z myślą o konkretnej osobie. Nieprzypadkowo tworzyłem w ten sposób swoją serię o Złotowłosej. Nie każdemu zapewne taka figura stylistyczna przypadnie do gustu, lecz jest warta wypróbowania.
Wracając do samego opowiadania: podobało mi się, miejscami nawet bardzo. Jest ekscytujące, spójne, poprawnie napisane. Podzielam opinię Agnessy co do struktury zdań; za wiele z nich jest krótkich, co wywołuje przy czytaniu uczucie pośpiechu. Warto pamiętać, że długością frazy wytwarza się rytm tekstu, wybija pewne metrum, jak w melodii. Do tekstu erotycznego nienajlepiej pasuje marszowy krok, dlatego dobrze jest różnicować sentencje, przechodzić między krótkimi a długimi, z rozmysłem, odpowiednio zwalniając narrację bądź przyspieszając, zależnie od potrzeb. Liczne zdania wielokrotnie złożone przynoszą odwrotny efekt - tekst się dłuży, narracja grzęźnie i może zacząć nużyć.
Pomimo tego mankamentu, jest całkiem fajnie. Z chęcią przeczytam coś więcej, kiedy (i jeśli) się pojawi.
_MK_ · 6 sierpnia 2019 · "Pierwszy raz z facetem" ·
@Sztywny:
A mnie się wydaje, że świadczy to raczej o tym, iż większość czytelników nie potrafi wznieść się ponad własne uprzedzenia i chłodnym okiem ocenić tekst, zamiast - personalnie i emocjonalnie - autora.
Czy to opowiadanie mi się podobało? Nie. Tematyka zupełnie nie dla mnie, język zbyt bliski rynsztoka jak na mój gust, nie czuję się w ogóle odbiorcą, do którego ta publikacja jest adresowana. Jednakże nie mogę odmówić jej pewnej surowej autentyczności, dzięki której bez krzywienia się przeczytałem do końca, trudno też wskazać jednoznacznie językowe potknięcia. Ocena 1/10 jawi mi się jako nieporozumienie. Ja zostawię szóstkę, dodatkowo awansowaną do siódemki za odwagę w wyborze tematu, gwarantującego conajmniej wzbudzenie kontrowersji.
_MK_ · 2 sierpnia 2019 · "Ty, Złotowłosa (IV) - Sesja" ·
Sprostowanie:
W związku z głębokim zadowoleniem autora, spowodowanym wielce pozytywnym przyjęciem jego debiutanckiej mini-serii, istnieje prawdopodobieństwo, że będzie ona kontynuowana, wbrew początkowym założeniom. Źródła bliskie - ale nie za bliskie - autorowi, donoszą, iż przebywa on poza granicami kraju, skutkiem czego nie należy oczekiwać publikacji dalszych tekstów w bieżącym miesiącu. Wcześniejsze doniesienie, według źródła, jest cyniczną fabrykacją dla osiągnięcia własnych, niesprecyzowanych korzyści i nie powinno być traktowane wiążąco.
_MK_ · 31 lipca 2019 · "W co grasz ze mną?"
Wyśmienite. Erotyzm zmieszany w idealnych proporcjach z niewypowiedzianą tęsknotą, kroplą niespełnienia, doprawiony pobudzającym niedopowiedzeniem. Jak na moje potrzeby, emocjonalny koktajl najwyższej marki. Masz duży dar uwiarygodniania swoich bohaterów poprzez szczątkowy, ale bardzo przekonujący portret psychologiczny. Żar rozpalony w głowach Adama i Ewy znajduje w końcu ujście, kiedy już czytelnik sam poci się z gorąca. Przeczytałem z dużą satysfakcją i, jak siebie znam, nie będzie to moje ostatnie podejście do tego opowiadania.
_MK_ · 29 lipca 2019 · "Dwa zimowe światy" ·
Odwrotnie, jak zalecają mądrzy, przejdę drogą od szczegółu do ogółu. Z całą pewnością "technikalia" ciut psują odbiór - pomimo ogromnej sugestywności tekstu, pewne jego niedomagania wytrącały mnie ze skupienia. Głównie rozchodzi się o powtórzenia; zaimki osobowe, szczodrze rozsypane po całości, już wypomniano. Zdarzają się i takie potknięcia:
Coś dużo tych igieł. Naczelnym winowajcą jest zaś słowo "biodra", którego różne formy deklinacyjne przewijają się w opowiadaniu aż trzynaście razy. Do tego parę przecinków w najmniej spodziewanych miejscach.
Czy zatem źle mi się czytało? Nie! Już sam wstęp, z lirycznym opisem przyrody, tak odmiennej od tego, co serwuje nam obecne, przeraźliwie upalne lato, był jak chłodny kompres na czoło. Potem jednak temperatura zaczęła miarowo rosnąć. Z dużą wprawą budowałaś napięcie, przechodziłaś gładko od ujęcia do ujęcia. Sekwencji seksu nie brak subtelności, pomimo wyuzdanej natury samej scenki. Emocje oddane są na tyle sprawnie, że mogłem poczuć je również w sobie. To beztroskie poczucie bezpieczeństwa, oddania i miłości, ogrzewające od wewnątrz, chroniące przed kąsającym mrozem niczym płomienny krąg - udało ci się, moim zdaniem, opisać ten stan nie tylko estetycznie, ale i wiarygodnie. A teraz, z tej zimowej scenerii, z powrotem w lipcowy ukrop...
_MK_ · 28 lipca 2019 · "Naturalia non sunt turpia (I)"
Skoro opowiadanie opublikowano 15 lipca 2010 roku, myślę, że bezpiecznym jest założenie, iż drugiej części nie będzie.
_MK_ · 27 lipca 2019 · "Now you can see real me (I)"
Sucho i nieciekawie. Zupełnie nie pojmuję, po co tak drobiazgowy i katalogowy w warstwie językowej opis posiadłości. Tylko wydłuża niepotrzebnie tekst, nic do niego nie wnosząc. Całość wyprana z emocji, styl rodem ze sprawozdania nie sprawdza się w erotyce; tej zresztą jest tu jak na lekarstwo. Nie zaintrygowało mnie ani trochę.
_MK_ · 26 lipca 2019 · "Spisek córek"
Teoretycznie, opowiadanie z takiego kręgu tematycznego nie powinno mnie szczególnie ruszyć, a tu proszę - niespodzianka. Zadziałało, wyobraźnia ruszyła w ślad za twoimi opisami, atmosfera uderzyła do głowy. Brawo za to, że skonstruowałeś opowieść tak, że przebiła się przez warstwę pewnego uprzedzenia, to niemała sztuka.
Zgodzę się, że chyba największym osiągnięciem jest przedstawienie mocno naciąganej fabuły (w schemat z zamianą córek z zasady nie wierzę) w sposób, który nie urąga prawdopodobieństwu ani nie obraża inteligencji czytelnika. Nie ma też dłużyzn, fabularnych mielizn lub rażących błędów. Czytało się lekko, ale z satysfakcją.
_MK_ · 19 lipca 2019 · "Nie wszystkie przygody nadają się do ballad (I)" ·
Agnessa Novak wykazała się wielkodusznością w swojej ocenie, że "trochę" jest do poprawy. Pod kątem poprawności językowej jest bowiem poniżej poziomu. Przed publikacją tekst należy przeczytać, kilka razy, najlepiej w większych odstępach czasowych. Jestem przekonany, że wiele baboli znalazłbyś sam, bez wytykania ci ich palcem.
Jej obserwator zaczął się ślinić nie świadomie z kącika ust.
Nieświadomie. Nie z przysłówkami odprzymiotnikowymi piszemy łącznie.
Łapanie świerzbu i dyzenterii nie nazwałabym "Życiem" Ariane.
Łapania świerzbu. Potrzebujesz tu dopełniacza, nie biernika.
Ugh... - Jęknęła tylko elfka, trąci oczy.
Trąc oczy.
Powiedziała najemniczka z przekąsek.
Z przekąsem; ale doceniam humorystyczny wydźwięk tej literówki 😉
Po chwili wypowiedziała zaklęcie. Przez chwilę wydawało się (...)
Za blisko siebie te chwile. Zastąp którąś synonimem, albo zbuduj zdanie na nowo.
(...)wydawało się, że nic się nie dzieje, na czole elfki zaczęły się pojawiać kropelki potu, Khalum już chciała zapytać co się dzieje(...)
Znów powtórzenie, zaledwie kawałek dalej. W tych zdaniach za dużo się "dzieje", aż się prosi, aby coś się raczej "wydarzyło", "stało" lub cośtam.
No, nas też czas.
Na nas, jak się domyślam.
zestaw powitalny w postaci połamanego uzbrojenia, kości, czaszek i innych śmieci co zostawiały po sobie potwory
Ostatnia fraza łączona przez "co" to duża niezręczność. "Które" brzmiałoby naturalniej, a przecież można tu poradzić sobie całkiem bez spójnika: "innych śmieci, pozostawionych przez potwory".
Ujrzała przed sobą jakieś światło, o zielonkawej poświacie.
Światło o poświacie? Poświata to nic innego, jak przytłumione światło lub jego poblask. Nadużywasz też zwrotów "jakiś, jakieś". Może "W oddali przed sobą ujrzała dziwne światło, rozjaśniające skalny korytarz zielonkawą poświatą". Albo jakoś jeszcze inaczej.
Wokół leżały strzępy ubrania, zapewne należące wcześniej do pechowej kobiety.
"Należącego", nie "należące". Taka odmiana wskazuje, że to strzępy należały wcześniej do kobiety, nie zaś ubranie.
W jej kroczu, wił się chudszy i bardziej giętki korzeń, co wyglądem przypominał mackę.
Ponownie, "co" jako spójnik w takim zdaniu, jeżeli nie jest ono stylizowane na jakiś rodzaj gwary/niestarannej ludowej mowy, razi w oczy. "Który".
Mira zauważyła, że popłynęły złapanej soki, po macce.
To w ogóle dziwaczny szyk zdaniowy. "Mira zauważyła, że po macce popłynęły soki złapanej" - od razu bardziej po polsku. Ach, i jak już ci powiedziano, za dużo tej macki. Dużo za dużo. To roślina, prawda? Czemu nie opisać tego kończynowatego tworu jako pnącze, łodygę, konar? A to tylko botaniczne skojarzenia. Gdy brakuje ci słownictwa, szukaj zastępstw, gdzie tylko się da.
w pomieszczeniu było jeszcze tylko cztery macko- korzeni.
W pomieszczeniu były jeszcze tylko cztery macko-korzenie.
Macka upadła w podrygach na ziemię, ale wszystkie pozostałe skierował w stronę Mira.
(...) ale wszystkie pozostałe skierowały się w stronę Miry. Nie rzuciły się chyba na rosyjską stację kosmiczną, orbitującą wokół Ziemi?
Także te, co wcześniej trzymały nagą dziewczynę, przez co ta spadła nogi.
Co? Już ty wiesz, CO.
Lecąc do przodu, upuściwszy tarczę, poczuła jak kolejna macka opłata jej nogę.
"Oplata" zamiast "opłata". W następnym zdaniu, swoją drogą, znów sięgasz po czasownik "oplatać". Zdałoby się ruszyć głową i wymyślić inny.
Choć, pomogę Ci stąd wyjść!
Chodź.
Tarczę zostawiła na razie
Nie tylko za sprawą braku kropki to zdanie wydaje się niedokończone.
Nie myśleć o tym że jak przyjemnie byłoby zlizać ten cały zielonkawy śluz (...)
Niepotrzebne "że". Ewentualnie, wyrzucamy "jak", wówczas przed "że" dokładamy przecinek.
(...) ale dalsze wydarzenia stały się w ekspresowym tempie.
"Stały się" uwiera tutaj jak kamyk w trampku. Przebiegły, przeleciały, mignęły, potoczyły się...
Ellena to wykorzystała i uklękła nad jej twarzą, że teraz to Mira miała jej cipkę przed ustami.
(...) tak, że teraz (...)
(...) nie przejmując się deszczem, który stopniowo obmywał ich ciała. Stopniowo odpłynęły w sen…
Stopniowo nuży mnie wyraz "stopniowo". Walcz z powtórzeniami! Tłucz je, siecz, rąb, jak Mira macko-korzenie!
Do tego wszystkiego trzeba jeszcze doliczyć wagon zjedzonych przecinków. Potrzebujesz się doszkolić w ich używaniu, zwłaszcza w odniesieniu do imiesłowów oraz wtrąceń.
Ogólnie, wyobraźnię masz, pomysł na opowiadanie jest, ale trzeba go ładniej ubrać. Braki językowe łatwiej nadrobić, niż braki w kreatywności, więc mogą jeszcze być z ciebie ludzie. Pracuj dalej.
_MK_ · 19 lipca 2019 · "Marta - Rozmowa kwalifikacyjna (I)"
Zasiadałem do lektury z obawą, że tekst przekroczy akceptowalną dla mnie granicę banału; w końcu rozmowa kwalifikacyjna to spowszedniała rutyna w erotycznych opowiastkach. Tym bardziej ucieszyłem się, że dialog prowadzony jest trochę wbrew schematom, a najbardziej kliszowa z postaci - Sandra - odgrywa słusznie epizodyczną rólkę. Językowo mogłoby być lepiej, jak zauważyli przedmówcy, lecz i tak opowiadanie wzbudziło we mnie apetyt na kontynuację. Nie żałuję tych dziesięciu minut.
_MK_ · 18 lipca 2019 · "Jesteś taka piękna" ·
Przykro mi, ale w tej postaci opowiadanie nie nadaje się do czytania. Mniejsza o kontrowersyjną tematykę, rozbiłem się o technikalia. Wpadka na wpadce, błędy, pomylone słowa, miejscami tekst faktycznie wygląda jak dzieło bezrozumnej maszyny, która uczy się operować językiem. Niektóre zdania nabrały za sprawą potknięć komicznego wydźwięku:
Inne zaś stały się paskudnie nieczytelne:
Jest takich klopsów o wiele więcej. Nadmiar zgrzytów rozprasza mnie na tyle, że nie potrafię skupić się na wydarzeniach, z wielkim trudem doczytałem do końca. Choć nie czuję się dobrze, jedynie krytykując, to mimo chęci, nie potrafię znaleźć pozytywu, który mógłby stanowić przeciwwagę dla tak fundamentalnych błędów. Do gruntownej poprawki.
_MK_ · 16 lipca 2019 · "Eva" ·
@XXX_Lord:
Przeciwnie, to ty nakręcasz konkfliktową atmosferę. Nie wiem, czy świadomie, a jeżeli tak, to nie wiem w jakim celu. Przywołałem konkretne przykłady, gdzie można znaleźć takie fabułki jak tutaj (broniąc swojego argumentu o sztampowości), ty wyjechałeś w odpowiedzi z wycieczką osobistą o moich doświadczeniach. A tekst, którym rozpocząłeś wypowiedź, do której się odniosłem, czyli:
... jeśli nie jest lekceważącym podejściem do cudzych osądów, to nie wiem, czym jest. Może chciałeś błysnąć cytatem?
Ja też zresztą mówię: basta. Uprawiamy prywatę pod tekstem autora, który nijak na nią nie zasłużył ani nie bierze w niej udziału. Tak nie wypada. Chcesz mi dalej coś wyjaśniać, pisz do mnie bezpośrednio. Nie chcesz - tu zakończmy.
_MK_ · 16 lipca 2019 · "Włoski film (I)"
Nie było golizny, 2/10.
Nie, ale poważnie - chyba trudno zakwalifikować to opowiadanie do erotycznych? Chyba że bardziej nasycone seksem sceny mają dopiero nadejść w kontynuacji, ale tej próżno szukać. Abstrahując od tego niedostatku, to czytało mi się gładko (zgrzytnęło jedynie jazgotliwie na "owy artyzm" - winien tam być "ów artyzm"), nawet z zaciekawieniem, jakie zdarzenia przyniesie kontynuacja. Nie jestem pewien, czy tekst wpasowuje się w ogólną ideę pokątnych.pl, ale jest niezły.
_MK_ · 15 lipca 2019 · "Eva" ·
@XXX_Lord:
Nie wiem, czy zauważyłeś, że w swoim wywodzie sam wpadłeś w pułapkę narzucania innym czytelnikom własnej opinii?
Tobie wbija w głowę gwóźdź. Tobie nie pozwala przejść obojętnie. Powołując się na emocje, nieodmiennie będziesz odwoływał się do swoich uczuć. Ja, pomimo pięciominutowej lektury, zdążyłem się setnie wynudzić, i owszem, wbrew twojej tezie, jest mi ta opowiastka całkowicie obojętna. We wcześniejszym komentarzu broniłeś autora przed nazywaniem jego tekstu sztampowym. Cóż, takich fantazji widziałem/czytałem już na pęczki, ty widocznie jeszcze nie. Dla mnie nie ma tu nic odkrywczego. Żeby nie być gołosłownym: na oko co drugi komiks z serii Fansadox to właśnie historyjka o uprowadzeniu i brutalnym gwałcie jednej lub kilku kobiet, wśród których niezawodnie przynajmniej jednej zaczyna się to podobać; niezliczone filmy porno opierają się na podobnej fabule; goodreads.com wylicza 137 książek otagowanych opisem "rape fantasy" (a sama obecność takiego taga już powinna dawać do myślenia, że jest to popularny nurt). Jeśli lubisz takie klimaty, podrąż troszkę, a internet zasypie cię opcjami do wyboru. Krótko mówiąc - paaanie, to już było.
Żeby była jasność, nie jest moją intencją toczyć batalię o ten prościutki tekst. Apeluję jedynie o trochę większą otwartość na odmienne odczucia i stonowanie wypowiedzi. Podobało ci się? Świetnie. Daj znać autorowi, na pewno się ucieszy (o ile jeszcze tu zagląda, "Eva" leżała w poczekalni od lutego). Innym się nie podobało? Pozwól im też to wyrazić.
Dążenie do celu (I)
Rescuer (IV) "Ola"
Wszystkie tajemnice anonimowego nudesa
Rescuer (III). "Piąty VICTOR"
To tylko Tinder
Rescuer (II). "Foxtrot 1"
Opowiadanie na Dzień Chłopaka
Universitas Amoris (II)
Universitas Amoris (I)
Wybawiciel (opowieść w czas zarazy)